apple przejmuje shazam
46

Wystarczył jeden powód, bym odnowił subskrypcję Apple Music

Przez jednych uwielbiana, przez innych znienawidzona. Natrafienie na osobę mającą neutralny stosunek do aplikacji iTunes nie jest łatwe, choć oczywiście są takie. Zdecydowanie bardziej zauważalni są zwolennicy i przeciwnicy programu od Apple, który jest jedynym sposobem na dostęp do usługi Apple Music na komputerze. Jako użytkownik iTunes ubolewałem nad kilkoma zmianami, lecz z jednego z błędów Apple właśnie postanowiło się wycofać.

5 lat iTunes Match

W 2011 roku Steve Jobs przedstawił usługę iTunes Match. Dzięki niej użytkownicy iTunes mogli umieścić w chmurze całą swoją bibliotekę muzyczną, lecz wcale nie oznaczało to przesyłania kilkudziesięciu gigabajtów na serwery Apple, ponieważ najważniejszą cechą iTunes Match było… dopasowywanie utworów na dysku do zasobów sklepu. W ten sposób z poziomu innego komputera, iPada czy iPhone’a można odsłuchiwać i pobierać swoje ulubione kawałki. Co więcej, niezależnie od tego jaką wersją jakościową utworu dysponowaliśmy, do pobrania dostępne były oryginalne pliki ze sklepu iTunes o całkiem niezłych parametrach. Nie będę ukrywał, że dzięki iTunes Match wymieniłem średnio brzmiące empetrójki na przyjazne dla uszu pliki.

Apple Music > Spotify

Niestety mechanizm dobierania utworów w pary nie był i nie jest idealny. Użytkownicy skarżyli się na zastępowanie oryginalnych utworów wersjami ocenzurowanymi, bądź nowszymi, zremasterowanymi wydaniami. Ja również doświadczyłem tego problemu, lecz niemalże za każdym razem udało się znaleźć metodę na… oszukanie usługi i sprawienie, by do nazego konta został przypisany właściwy utwór. Po wprowadzeniu Apple Music sytuacja skomplikowała się – zdarzały się przypadki, w których użytkownikom ginęły wszystkie lokalne pliki, a te pobrane z chmury zawierały blokadę DRM, co oznaczało, że odtworzenie ich stało się niemożliwe poza ekosystemem Apple. Dodatkowo, do tej pory Apple Music korzystało z łopatologicznego wręcz systemu dobierania utworów opierając się tylko na meta danych.

Dzisiejszego ranka zakrzyknąłem „nareszcie!”. Apple wzięło się do roboty i zmiany, które wdrożone zostaną na przestrzeni kolejnych kilku tygodni sprawią, że Apple Music będzie miało spore szanse zepchnąć z pozycji lidera Spotify w moim skromnym zestawieniu usług streamingowych. Wszystko za sprawą sięgnięcia po system parowania utworów, z którego korzysta iTunes Match (w ciagu kilkudziesięciu miesięcy stał się o wiele dokładniejszy niż na początku) oraz porzucenia praktyki dodawania DRM do wgrywanych do chmury plików.

2 w 1

Jednym słowem w cenie Apple Music otrzymujemy także funkcje iTunes Match, czego nie znajdziemy w Spotify czy Tidal, natomiast Google Music wymaga przecież przesyłania wszystkich plików na serwery giganta z Mountain View. Po tym jak aplikacja Apple Music trafiła do Google Play zniknęła potrzeba posiadania urządzenia od Apple, by móc skorzystać z usługi na mobile. Niechęć wobec iTunes oraz Apple Music potrafię zrozumieć, lecz w mojej opinii zalety obydwu produktów obecnie przewyższają wady, które oczywiście istnieją. Przed Apple jeszcze mnóstwo pracy, by uczynić Apple Music równie atrakcyjną i intuicyjną usługą online, co Spotify, jednak dopóki szwedzka firma nie zwróci uwagi na słuchaczy, których ulubione kawałki zalegają na dyskach i prawdopodobnie nigdy nie trafią do streamingu, dopóty konkurencja będzie miała pole do popisu. Jestem też niezmiernie ciekaw, jak Apple Music będzie wyglądało w nowej odsłonie już tej jesieni.