18

Odkryto bakterie „jedzące” plastik. Nie wiem, czy jest się z czego cieszyć

Oceany zawierające więcej plastiku niż ryb. To nie jest optymistyczna prognoza. Co tam optymistyczna prognoza - to brzmi bardzo, bardzo źle. A najgorszy jest fakt, że już mocno pracujemy na to, by ów czarny scenariusz ziścił się w połowie wieku. Tego wieku. Niby odległa perspektywa, ale większość z nas pewnie dożyje tego okresu. I być może stwierdzi, że jako gatunek daliśmy ciała. Co prawda naukowcy donoszą, że przyroda może nam pomóc, ale czy należy liczyć jedynie na naturę?

Kilka tygodni temu czytałem, że w roku 2050 w oceanach może się znajdować tyle samo plastiku, co ryb. Z jednej strony będzie to wynikać z gospodarki rabunkowej i intensywnych połowów, z drugiej z pakowania do oceanów kolejnych milionów ton plastiku. Trudno stwierdzić, co będzie gorsze. Zresztą, nie ma sensu odwoływać się do prognoz – podobno już teraz w wodach pływa ponad 150 mln ton plastiku. Na powierzchni Pacyfiku i Atlantyku unoszą się wielkie skupiska śmieci. To szkodzi nie tylko stworzeniom żyjącym w oceanach, ale też nam – fauna konsumuje te śmieci, a my potem konsumujemy ją. Śmieciowe jedzenie nabiera nowego znaczenia…

Produkujemy coraz więcej plastiku, zużywamy do tego mnóstwo ropy i zanieczyszczamy powietrze, jednocześnie recyklingowi poddawana jest skromna część produkcji. To i niebezpieczne i nieekonomiczne. Zazwyczaj jednak jest tak, że człowiek potrzebuje mocnej lekcji, by się opamiętać, a góry śmieci na plażach, miliony butelek w rzekach, jeziorach i szuwarach albo ciągnące się kilometrami pływające wysypiska na razie nie są srogą nauczką. Jedni zwyczajnie nie zwracają uwagi na tę kwestię, inni stwierdzają, że jakoś to będzie. Może liczą na to, że przyroda sama zajmie się problemem?

Na potwierdzenie tej tezy, mogą teraz przywodzić informacje zamieszczone przez japońskich naukowców w magazynie Science. Przebadali oni próbki kilkuset plastikowych butelek, które rozkładały się „naturalnie”. Ten proces mógłby trwać nawet kilkaset lat, bo materiał, z jakiego zostały wykonane butelki, popularny PET, jest bardzo trwały. Tu pojawiła się jednak niespodzianka – okazało się, że jedną z próbek rozkładają bakterie, które nazwano Ideonella sakaiensis. Najciekawsze jest to, że owe bakterie nie tylko rozkładają poli(tereftalan etylenu), ale też żywią się nim.

Proces przebiega dość powoli, zastosowanie go w obecnej formie na masową skalę wydaje się niemożliwe. Ale pojawił się trop, który naukowcy chcą sprawdzić. Może istnieją podobne organizmy, które są bardziej „wydajne”. A może wspomniane bakterie można „podrasować”, by konsumowały szybciej i więcej? Badania w toku. Odkrycie ma jeszcze jedną zaletę – dowiedzieliśmy się, że natura reaguje na naszą obecność i nasze wynalazki. Wspomniany PET powstał kilka dekad temu, a natura zdążyła już przystosować bakterie do jego konsumpcji. Sukces?

Zależy jak się na to spojrzy i co z tym zrobi. Bakterie należy badać pod kątem przemysłowego wykorzystania i w efekcie może uda się „trawić wysypiska”. Problem polega na tym, że to jest w stanie nas jeszcze bardziej rozleniwić: zamiast ograniczać produkcję, promować recykling i powstrzymywać się od wyrzucania butelek czy innych odpadków, będziemy wychodzić z złożenia, że swoje zrobią bakterie. To wiąże się z innym kłopotem: nie wiadomo, jak owa ewolucja bakterii wpłynie na środowisko. Jeżeli te organizmy będą konsumować plastik w naturalnych warunkach, to co się stanie, gdy zasilą łańcuch pokarmowy tymi substancjami?

Odkrycie opisane w Science niektórych może cieszyć, stwierdzą, że to antidotum na pływające (lub stacjonarne) wysypiska. Boom: kłopot ze śmieciami rozwiązał się sam. Ja jednak sceptycznie podchodzę do tematu i nie wynika to jedynie ze słabej wydajności bakterii…

Źródła informacji oraz grafik: ellenmacarthurfoundation.org, science.sciencemag.org