Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Felietony

Państwo zbiera wzorce głosów obywateli i to wkurza. Tymczasem z uśmiechem oddajemy te dane firmom...

MS
Maciej Sikorski
17

Kilkanaście lat temu wybrałem się do kina na Aniołki Charliego. Film przeciętny, widziałem go pierwszy i ostatni raz, ale w pamięć zapadł mi wątek programu do identyfikacji głosu. Rozwiązanie okazało się potężne i dawało sporą władzę. Na przełomie stuleci mogło się wydawać, że to złowieszcza wizja i skorzysta z tego wyłącznie jakiś czarny charakter. Dzisiaj obserwujemy, jak podobne narzędzia tworzą na dużą skalę korporacje i państwa. O ile w tym drugim przypadku ktoś się jeszcze sprzeciwia, o tyle projekty firm przyjmujemy z aplauzem.

Obywatele inwigilowani przez państwo to temat na cały zbiór książek, wielotomowe wydawnictwo. Od czasów zamierzchłych, po dzień dzisiejszy, od demokracji, po dyktatury, od czytania listów, po stosowanie rozwiązań biometrycznych i zbieranie danych tego typu. Ta ostatnia kwestia wypłynęła ostatnio za sprawą Chin. Podobno szeroko pojęte państwo tworzy bazę wzorców głosów obywateli, korzysta przy tym ze wsparcia rodzimej firmy. Cel? Wspomina się o sprawach kryminalnych i podobno projekt rzeczywiście znajduje w tym zastosowanie, ale to nie wyczerpuje tematu. I nawet jeśli stwierdzimy, że obecnie baza jest niewielka (kilkadziesiąt tysięcy osób, a mowa o państwie z grubo ponad miliardem ludzi), to nie ma pewności, w jakim kierunku się to potoczy.

Ciekawe jest to, że na tę kwestię uwagę zwróciła organizacja Human Rights Watch zajmująca się ochroną praw człowieka. Mamy Chiny, a zatem kraj rządzony twardą ręką, z poważnymi ograniczeniami w kwestii wolności, cenzurujący chociażby Internet. I w tym przypadku podnosi się larum. Jednocześnie odsuwamy od siebie myśl, że podobne działania prowadzone są na całym świecie. Niekoniecznie stoją za nimi rządy - coraz bardziej dają o sobie znać firmy, które zbierają dane biometryczne klientów: od odcisków palców, przez cechy charakterystyczne oka, po wspomniany głos. Nie tylko się na to zgadzamy - przyjmujemy, że to przyszłość. Gdy czytałem o chińskim problemie, w sąsiedniej karcie miałem tekst o interfejsach głosowych stanowiących przyszłość rozwiązań konsumenckich:

obecnie najbardziej podatnym na rozwój gruntem w technologiach udostępnianych konsumentom jest rynek asystentów głosowych w rodzaju Google Home czy Alexa.

To właśnie na tym rynku producenci sprzętu i oprogramowania konkurują ze sobą o możliwość zaoferowania coraz bardziej zaawansowanych produktów, które będą nie tylko wspierać wyszukiwanie treści w internecie, ale też kontrolować nawyki osób z nich korzystających, funkcjonowanie sprzętu w ich domach, a nawet sposób, w jaki kupują.[źródło]

Trzeba mieć na uwadze, że to działa w obie strony: my słyszymy asystenta, on słyszy nas. Ten drugi kierunek jest nawet ważniejszy. Nasz głos zostanie powiązany z różnymi funkcjami, usługami, działaniami. Po kilku latach przestanie być anonimowy. Czy to problem? Zależy, jak na to spojrzeć. Niemniej ciekawe jest to, że o tych samych lub podobnych działaniach czasem mówimy jako o wspaniałej przyszłości i wielkim kroku naprzód, a innym razem jako o zamachu na nasze swobody. Ktoś stwierdzi, że nie ma sensu tego porównywać, bo z jednej strony mamy państwo autorytarne, z drugiej firmy działające w modelu demokratycznym, ale to wszystko jest dość płynne. Jak np. należy patrzeć na asystentów głosowych oferowanych przez chińskich gigantów tech?

Oddajemy kolejne informacje na swój temat i znowu brakuje w tym wszystkim debaty, głębszej refleksji. Cieszymy się z tego, że technika idzie do przodu, że głośnik stojący w salonie zrobi za nas tyle rzeczy, okaże się tak bardzo pomocny. Z czasem jednak może się pojawić kolejny Snowden i poinformować, że ten proces był nie do końca czysty, że o tym i owym warto powiedzieć głośno. Posłuchamy, pokręcimy głowami i... przejdziemy do porządku dziennego. Wszak fajnie zamawia się pizzę z pomocą takiego asystenta. A że przy okazji ktoś ma moją próbkę głosu, wie o mnie sporo i gromadzi dane przez cały czas? Co z tego...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: