26

O tym, jak Google załatwiało interesy w Białym Domu

Powiązania światów polityki i biznesu nie są czymś nadzwyczajnym. To wręcz szara rzeczywistość i chyba trudno wskazać epokę lub kraj, w którym te dwie sfery nie przenikałyby się. Zjawisko dobrze widać na przykładzie wojny handlowo-politycznej Rosji i Zachodu, obserwowaliśmy to podczas zmagań Apple i Samsunga, a także przy okazji starań europejskich firm i urzędników o […]

Powiązania światów polityki i biznesu nie są czymś nadzwyczajnym. To wręcz szara rzeczywistość i chyba trudno wskazać epokę lub kraj, w którym te dwie sfery nie przenikałyby się. Zjawisko dobrze widać na przykładzie wojny handlowo-politycznej Rosji i Zachodu, obserwowaliśmy to podczas zmagań Apple i Samsunga, a także przy okazji starań europejskich firm i urzędników o pieniądze amerykańskich firm. Kolejnym ciekawym przykładem jest Google, które wydeptało w ostatnich latach ścieżkę do Białego Domu.

Tekst zaliczam do kategorii AntyTeka, a to oznacza, że odeślę do innego wpisu. Tłumaczyć całości nie będę, streszczanie też nie ma sensu, krótki opis może nie wystarczyć – naprawdę warto zapoznać się z całością. Wpis dostępny po angielsku, ale dla wielu osób to chyba nie będzie problem. Pojawił się w The Wall Street Journal, a dotyczy załatwiania spraw w gronie przedstawicieli Google, polityków z Białego Domu oraz reprezentantów Federalnej Komisji Handlu.

Okazuje się, że w ciągu kilku ostatnich lat osoby związane z Google odwiedziły Biały Dom kilkaset razy, korporacja z Mountain View łoży spore środki na lobbystów (znacznie więcej niż np. Microsoft czy Apple), a te działania nasiliły się, gdy Federalna Komisja Handlu (FTC) prowadziła dochodzenie dotyczące nadużyć internetowego giganta. Ostatecznie nie wszczęto postępowania antymonopolowego, ale kulisy sprawy są naprawdę intrygujące. Chociaż przedstawiciele FTC zapewniają, że są niezależnym organem i rzetelnie wykonują swoje obowiązki, to sprawa Google zastanawia.

We wspomnianym artykule pojawiają się wątki kampanii prezydenckiej Obamy (i jej finansowania), doradcy prezydenta w zakresie nowych technologii, którą jest była pracownica Google, nie brakuje informacji dotyczących tego kto z kim i kiedy rozmawiał. A wisienką na torcie niech będzie ten fragment tłumaczący częste spotkania:

We think it is important to have a strong voice in the debate and help policy makers understand our business and the work we do to keep the Internet open, to build great products, and to fuel economic growth,” says Google spokeswoman Niki Christoff.

I wszystko staje się jasne… Tekst znajdziecie pod tym adresem.

Źródło grafiki: Google