Gry

O sentymentach, RTL7 i Secret Service – czy kiedyś rzeczywiście było lepiej?

JS
Jakub Szczęsny

Człowiek, bloger, maszyna do pisania. Społeczny as...

36

Mój dziadek, do którego jestem rzekomo bardzo podobny twierdzi, iż za komuny było lepiej. Jego świętym prawem jest to, by tak sądzić - za komuny nie miał źle prócz faktu, iż sam, bez żony zajmował się domem, dziećmi w tym moim tatą. Pracował na kolei - w tych czasach każdy miał pracę, były pieniądze...

Mój dziadek, do którego jestem rzekomo bardzo podobny twierdzi, iż za komuny było lepiej. Jego świętym prawem jest to, by tak sądzić - za komuny nie miał źle prócz faktu, iż sam, bez żony zajmował się domem, dziećmi w tym moim tatą. Pracował na kolei - w tych czasach każdy miał pracę, były pieniądze (jakieś były, ale nie było co kupić), była wódka, byli koledzy, były przekręty. Była także i młodość, teraz został już tylko sentyment.

Dziadek, gdy opowiada o tym, "jak to drzewiej bywało" dostrzegam młodzieńczy błysk w oku. Wojskowe wyczyny - w tym strącenie kiosku lufą czołgu mimo dwóch miesięcy aresztu malują na jego styranej już nieco twarzy błogi uśmiech. Czasy, które wspomina się z uśmiechem są opakowane w nostalgię, szczerą tęsknotę. Innych, lepszych nie zna. Są jego i tylko jego.

Zapomina jednak o tym, że furę dzieci było ciężko utrzymać. Że brakowało czasu, cierpliwości, pieniędzy, węgla do ogrzania malutkiego domu na zachodnim Pomorzu. Sypiącego się poniemieckiego budowlanego tworu, podobnego do wielu innych w pegeerowskim zagłębiu. Tych wokół Stargardu było wiele - do dziś ostała się jedynie "kontynuatorka" komunistycznej wizji, "Agrofirma Witkowo". Kiedy PGR-y zlikwidowano, ludzie pogrążyli się w nędzy. Na kolei też nie było wesoło, zniknęły liczne przywileje. Zatęskniono za czasami, kiedy była praca, było biednie ale godnie. "Na święta zawsze był świniak i wódka była" - zwykli mawiać mieszkańcy okolic, w których mieszka mój dziadek.

Grass was greener

Kiedy do kiosków szedł pierwszy numer Secret Service byłem jeszcze pomarszczonym alienem potrafiącym robić dobrze 3 rzeczy: drzeć się, walić w pieluchy i spać. Na tym właściwie kończył się repertuar moich zdolności. Trudno oczekiwać, bym w niespełna miesiąc po urodzeniu potrafił coś więcej. I tak, jestem z rocznika '93. Sentymentu do Secret Service nie mam absolutnie żadnego. Kiedy liczne turbulencje w redakcji legendy zwiastowały już rychły koniec czasopisma, ja nie byłem raczej w stanie pojąć tego, co tam było wypisywane. Dopiero 2-3 lata później sięgnąłem po pierwsze publikacje dotykające komputerów, Internetu i gier. Swego czasu czytałem CD-Action, pamiętam numer, w którym redakcja chwaliła się pełniakiem Quake II, o którego jako pełny dodatek do czasopisma było wtedy trudno. Ówcześni hejterzy nie szczędzili jednak redakcji gorzkich słów - cóż to bowiem za dodatek do gazety, skoro gra jest tak "żałośnie stara"? W domu jeszcze walają się "Tipsomaniaki", gdyby dobrze poszukać w domu moich rodziców, to by je znalazł w pudłach.

Jednak mnie informacja o reaktywacji Secret Service ani nie ogrzała, ani nie oziębiła. Ot, grupka dinozaurów zamierza wskrzesić dawny projekt - dopóki nie zrobiła się z tego większa afera, sprawa przeszła obok mnie tak, jakby po prostu się nie wydarzyła. Ktoś w branży coś powiedział na ten temat, miałem nawet w rękach pierwszy numer, ale nic ciekawego tam nie znalazłem. Nie rozumiałem tego całego szumu wokół gazety.

Byli jednak ci, którzy w Secret Service patrzyli jak w zwierciadło. W tym zwierciadle byli o dekadę lub dwie młodsi, szczęśliwsi, być może piękniejsi i pełniejsi życia. Stary Secret Service był dla nich tym, czym dla mnie był Dragon Ball, oranżadka w proszku, 2 złote rzucane z okna na 4 piętrze komunistycznego bloku. Sentymentem. Myślicie, że nie przeniósł bym się z powrotem do czasów, gdy 24 czerwca oznaczał dla mnie tyle, co: "pieprznąć plecakiem do szafy na dwa miesiące i bawić do późna na dworze"? Zamieniłbym, choć na chwilę blogowanie, które naprawdę lubię, kobietę, którą kocham, Rzeszów który obecnie wypełnia praktycznie każdą część mojego życia na Gorzyce - pokomunistycznego kalekę z niedokończonym blokowiskiem, brak obowiązków, siniaki i uzielenione spodnie.

Z drugiej strony jednak za 10-15 lat będę mówił, że czasy, w których żyję teraz były lepsze. Bo nie musiałem tak ciężko zasuwać, mogłem sobie kupić kilka bułek, laskę podwawelskiej, jogurt i co więcej, przeżyć na tym calutki dzień, wyjść z kolegami na piwo do pubu, a w weekendy pokibicować Arsenalowi w Hattricku. Od kiedy się usamodzielniłem poznałem różne smaki brania za siebie odpowiedzialności. Najbardziej doceniam beztroskę, którą tak niedawno w sumie utraciłem.

Sun was brighter

Kiedy dowiedziałem się, że świat ujrzy trzecią część Fallouta mało się nie rozpłakałem. Poważnie - seria gier, którą darzę niesamowitą sympatią i niemałym sentymentem będzie kontynuowana. To zdecydowanie najlepsza wiadomość dla fana jakiejkolwiek gry. Kilka razy oglądałem trailer, który zaczynał się od utworu The Ink Spots - I don't want to set the world on fire. Nie zastanawiałem się wtedy nad tym, czy studio, które stworzy kontynuację tej serii podoła zadaniu. W sumie, to nawet się nie rozczarowałem. Fallout 3 to dla mnie jeden z najciekawszych tytułów w mojej kolekcji, od czasu do czasu zdarza mi się jeszcze przenieść do świata, w którym "wojna nigdy się nie zmienia".

A skoro przy grach jesteśmy - ciągle mam nadzieję, że ktoś weźmie się za kontynuację równie udanej serii gier - S.T.A.L.K.E.R. Kto nie grał, ten niech żałuje. Absolutnie nieprzyjazny i zniszczony świat, ekosystem, który zdaje się myśleć i na każdym kroku chcę Cię wysłać do piachu. Niesamowita fabuła, świetny klimat i wielka przyjemność z gry. Aż chciałoby się naprawdę usiąść ze stalkerami przy ognisku, pośpiewać do gitary i zakląć do wódki.

The Endless River

Sentyment również zadziałał u mnie w przypadku ostatniego albumu Pink Floyd, który miał być ostatecznym pożegnaniem zespołu - tutaj jednak bardzo się zawiodłem. Oczekiwałem czegoś w stylu kontynuacji The Division Bell, czegoś, co jest mi już znane. Oczekiwałem czegoś więcej, czegoś na miarę poprzednich, naprawdę genialnych produkcji. Co prawda jestem fanem "watersowskiego" brzmienia zespołu, jednak i za panowania Gilmoura muzyka tego zespołu była naprawdę "wielka". Stąd The Endless River przesłuchałem zaledwie kilka razy - zawsze z tym samym skutkiem. Nie można powiedzieć, że to zła muzyka - jest wręcz bardzo dobra. Ale to już nie to samo.

Zły sentyment

Z punktu widzenia psychologii sentyment jest tym, co służy solidaryzowaniu społeczności. Korzystając z definicji Sarkara, sentymenty przypominają dogmaty. W przypadku Secret Service ów dogmat brzmiał: "Secret Service był czasopismem wyjątkowym", zsolidaryzowaną grupę społeczną poniosły emocje, które zostały wykorzystane przy okazji crowdfundingu. Akcja była bardzo przemyślana i wygląda na to, że nie chodziło wcale o pieniądze. Ludzie, którzy wierzyli w prawdziwe odrodzenie się czasopisma zapłacili za to pozytywnymi emocjami, natomiast te zostały bardzo brutalnie wykorzystane przez kreatorów akcji. Podobnie, jak w polityce, gdzie bazuje się na socjosentymencie - notabene tym samym, na którym bazowała ideologia faszystowska, czy nazistowska. Porównanie może zbyt mocne, jednak sam mechanizm urastania sentymentu do niemałych rozmiarów jest bardzo podobny.

Swego czasu w Internecie modny był temat RTL7, kanału, który obrósł w legendę z powodu naprawdę dobrej jakości programów. To właśnie z powodu tej stacji w pewnym momencie podwórka robiły się puste - kto nie oglądał wtedy Dragon Balla był spychany na margines w dziecięcym środowisku. Tuż potem wychodziło się na klatki na zewnątrz lub klatki schodowe komentując wydarzenia z dopiero co obejrzanego odcinka. Niesamowity klimat. Rodzice natomiast ciepło wspominają talk-show Wojtka Jagielskiego - "Wieczór z Wampirem", moja mama pamięta w dodatku "Sunset Beach" - w Internecie odnalazłem jeden odcinek tego serialu i powiem tak: nie wiem, co podobało jej się w tej produkcji, ale najprościej będzie wytłumaczyć to właśnie sentymentem.

Na tym programie "nadawał" także i Pan Japa, twórca dwóch programów - "Beczka śmiechu" i "Śmiechoteka". Siostra bardzo lubiła za to "Siódme Niebo" (jak dobrze pamiętam, emitowane także przez TVP1) oraz "Alfa" - stwora z kosmosu, który cały czas czyhał na kota rodziny u której sobie pomieszkiwał.

Wspomniany przeze mnie kanał telewizyjny zniknął z powodu cięć w firmie, która była jego właścicielem - po tym prawa do niego przejęło ITI. Tym samym RTL7 przemianowano na TVN7 - kanał powtórkowy nieprzypominający w niczym dawnego, naprawdę dobrego protoplasty.

Czy gdyby dzisiaj reaktywowano RTL7 byłby tak dobry, jak kiedyś? Pewnie nie. Zmienił się konsument treści w telewizji, zmieniły się nieco realia. To mogłoby spowodować, że nie bylibyśmy zadowoleni z tego kanału - tylko dlatego, że kierował nami sentyment. Szukalibyśmy tego, co już znamy. Tak się nie da - gra jest niewarta świeczek.

Z tego samego powodu cierpiałby Secret Service i ktoś podczas kreowania całej tej akcji dobrze o tym wiedział. Dekada to szmat czasu, zwłaszcza w świecie, którego tempo rozwoju nie słabnie. Popatrzcie, jak rozwinęły się technologie przez 2-3 lata.

Czy na aferze Secret Service ucierpi polski crowdfunding? Ciężko o tym mówić tu i teraz. Na stwierdzenie faktu obniżenia się zaufania do tego typu finansowania projektów należy poczekać kilka miesięcy. Myślę, że nie będzie tak źle, jak to się mówi teraz w mediach. Ludzie mimo wszystko szybko zapominają, a crowdfunding dalej jest świetnym modelem dotowania jakichkolwiek przedsięwzięć. Zawsze jest jakieś ryzyko - ludzie jednak je podejmują bardzo chętnie. Zwłaszcza, gdy są kierowani emocjami, jak w przypadku Secret Service. Osiągnięcie wymaganej kwoty w niespełna 20 godzin to także jakiś znak - ten mówi nam natomiast, że zadziałało wszystko to, o czym wspominałem wyżej. Zagrano na emocjach, społeczność się zsolidaryzowała i hojnie sypnęła groszem. To, co stało się potem było elementem planu, który naprawdę był nieźle przemyślany. Tu wcale nie chodziło o niczyje pieniądze - te owszem, przydały się. Większą wartością był szum, rozgłos. To, czy PIXEL da sobie radę na rynku w dalszym ciągu jest kwestią otwartą - mało kto daje mu szanse choćby dlatego, że na oparach afery trudno będzie daleko pojechać. Nie oznacza to, że PIXEL z całą pewnością zaliczy porażkę.

A to, czy kiedyś było lepiej jest kwestią dyskusyjną. Ludzie cechują się dosyć wybiórczą pamięcią - mój dziadek pamięta, że kiedyś była praca, było łatwiej, inaczej - według niego lepiej. Był także młody, miał więcej sił. Nie pamięta jednak tego, że w jego miejscowości bieda już nawet nie piszczała. Ona wrzeszczała i wyzierała z każdego kąta. Kto był cwańszy, dał sobie radę w nowych realiach. Kto nie miał tyle sprytu lub samozaparcia kończył pod sklepem "w centrum" dzień zaczynając i kończąc prytą.

Grafika: 1, 2

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu