75

O obsłudze klienta – część 1 – Orange

Nie należę do grupy szczególnie upierdliwych klientów. Chociaż zdaję sobie sprawę, że poziom obsługi w polskiej branży usługowej (tak, generalizuję) stoi w znacznej większości przypadków na żenująco niskim poziomie, to jednak podchodzę do pracowników rozmaitych firm ze sporą dozą wyrozumiałości. I w przeciwieństwie do wielu osób, czytam umowy i inne zapisy, toteż staram się nie […]

Nie należę do grupy szczególnie upierdliwych klientów. Chociaż zdaję sobie sprawę, że poziom obsługi w polskiej branży usługowej (tak, generalizuję) stoi w znacznej większości przypadków na żenująco niskim poziomie, to jednak podchodzę do pracowników rozmaitych firm ze sporą dozą wyrozumiałości. I w przeciwieństwie do wielu osób, czytam umowy i inne zapisy, toteż staram się nie wykłócać o coś, co sam wcześniej zaakceptowałem. Istnieją jednak pewne wyjątki, gdzie poziom niedoinformowania rozmawiających ze mną konsultantów i wodzenie za nos przybiera postać karykaturalną.

W związku ze zmianą miasta zamieszkanie potrzebowałem w nowej lokalizacji podłączyć sobie oczywiście internet. Moja przygoda z TPSA wciąż jednak trwa, więc na niej skupię się w następnej części tekstu (a jest o czym pisać), a dziś poświęcę kilka zdań Orange, których wybrałem z przyzwyczajenia jako dostawcę internetu mobilnego, ot tymczasowo.

W związku z tym, że skończył mi się pakiet danych abonamentowych w telefonie, a moja umowa zakłada bardzo wysokie ceny za transfer danych poza nią (25 groszy za 100kb), to postanowiłem dokupić sobie mobilny internet na kartę, podmienić sim-kartę w moim iPhonie 4 i wieczorami właśnie w ten sposób korzystać z sieci (tak, nikt się do mnie nie może dodzwonić).

Takowy starter kosztuje 20zł i posiada w sobie 1GB danych. Zakupu dokonałem w dużym markecie elektronicznym i niestety w czoło musiałem uderzyć się zaraz po powrocie do domu – przecież telefon Apple ma kartę micro-sim, a nie tradycyjną. Spróbowałem numeru z nożyczkami i wycięciem pożądanego kształtu, ale oczywiście nie dałem rady. W związku z tym zadzwoniłem do centrum obsługi klienta, aby dowiedzieć się 2 rzeczy:

  • czy sprzedawane są takie startery z kartami micro-sim?
  • czy istnieje możliwość wyrobienia duplikatu karty pod postacią micro-sim, którą zniszczyłem. Przy czym wyraźnie zaznaczyłem, że jej nie aktywowałem, żadnej operacji nie przeprowadzałem – zgubiona (ha!) została zaraz po wyjęciu z kartonika.
Odpowiedzi jakich mi udzielono to:
  • niestety nie, takie startery dostępne są wyłącznie ze zwykłymi kartami sim, a chcąc zrobić na micro trzeba dokupić duplikat za 25zł, czyli płacimy łącznie 45zł (?)
  • oczywiście taka możliwość istnieje, niezbędny numer karty sim znajduje się na opakowaniu i przyniesienie wyłącznie jego pozwala na przygotowanie micro-sim (wydatek jak powyżej, 25zł)
W związku z powyższym przygotowałem się na wydatek 25zł i zabrałem kartonik ze sobą do salonu Orange. Po wyjaśnieniu sprawy pani w recepcji przywitała mnie jednak wielkimi oczami stwierdzając, że:
  • startery z micro-sim są oczywiście dostępne
  • nie ma możliwości zrobienia duplikatu karty bez oryginalnej karty, jeśli nie została wcześniej zarejestrowana
Czyli otrzymałem informacje dokładnie odwrotne. Wyrzuciłem zatem stare pudełko do kosza, wziąłem nowy starter z małą kartą za 20zł, po czym wróciłem do domu, aby napisać ten wpis.
Jak widać, na telefonicznej obsłudze klienta nie warto polegać. To zresztą przyznała pani w salonie – mają z nimi wieczne problemy i mój przypadek nie jest odosobniony. Tak jakby Wam przypadkiem przyszło do głowy o coś pytać – lepiej pofatygować się do placówki. Wybacz Orange, ale takimi działaniami strzelacie sobie w kolano i najwidoczniej zatrudniacie kompletnie niekompetentnych i nieprzygotowanych do pracy na stanowisku ludzi. Gratulacje i powodzenia.