63

Nowy sposób na piractwo – ZAiKS chce opodatkować wszystko co ma ekran

Z wyjątkowo bandycką inicjatywą wyszła jedna z polskich organizacji zbiorowego zarządzania, które zajmują się prawami autorskimi. Wedle projektu, do którego dotarł dziennikarz działu technologicznego Dziennika, do ceny większości sprzętów elektronicznych ma zostać doliczony „podatek od piractwa”. Słyszeliście o ZAiKSie? W teorii Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych chroni prawa autorskie polskich wykonawców i pomaga egzekwować obowiązek […]

Z wyjątkowo bandycką inicjatywą wyszła jedna z polskich organizacji zbiorowego zarządzania, które zajmują się prawami autorskimi. Wedle projektu, do którego dotarł dziennikarz działu technologicznego Dziennika, do ceny większości sprzętów elektronicznych ma zostać doliczony „podatek od piractwa”.

Słyszeliście o ZAiKSie? W teorii Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych chroni prawa autorskie polskich wykonawców i pomaga egzekwować obowiązek płacenia tantiem. Jednakże organizacja od lat jest obiektem krytyki, przeżytkiem zeszłego stulecia – wielu twórców nie chce korzystać z jej „usług”. Co ważne, ZAiKS ma prawo pobierać opłaty i tantiemy także w imieniu twórców niezrzeszonych. Krótko mówiąc – organizacja ma bardzo szerokie kompetencje.

Tymczasem padł pomysł: obłożyć podatkiem, w wysokości od 1 do 3%, urządzenia, na których można odtwarzać  audiowizualne dzieła autorskie. Swoisty podatek od piractwa – zresztą cały projekt ustawy powstaje właśnie w celu zrekompensowania szód, które twórcy (a w praktyce ZAiKS) ponoszą z powodu nielegalnego odtwarzania ich utworów. Oznacza to, że w przypadku kupna nowego smartfona z wyższej półki, będziemy musieli liczyć się z faktem, że zapłacimy za niego 30 do 90zł więcej. Kupując telewizor za 5000zł, będziemy na poczet potencjalnych „szkód”, które moglibyśmy poczynić, dopłacić 50-150zł. W skali roku opłaty dla ZAiKS od urządzeń i nośników wzrosłyby z 27 do 320 milionów złotych. Do tej pory haracz pobierano tylko z ceny czystych płyt CD, DVD, Blu-Ray, dysków twardych, nagrywarek, itd. Krótko mówiąc – urządzeń potencjalnie pozwalających na uskutecznianie piractwa. Na dobrą sprawę ZAiKS nie robi nic nowego – stara się tylko poszerzyć zakres swojej „działalności”.

Swego czasu z podobnym pomysłem wyskoczyli Francuzi. Jak widać nasze rodzime pasożyty nie pozostają daleko w tyle. Jak mawiał klasyk „hajs się musi zgadzać”.

W czasach, kiedy o piractwie zaczyna rozmawiać się inaczej, kiedy Polacy, razem z resztą świata, przeżywają technologiczną rewolucję, kiedy artyści poszukują nowych form dotarcia do słuchacza, nasz rodzimy ZAiKS przede wszystkim interesuje się tym, żeby kabza została dobrze nabita. Nie mówiąc o tym, że obciążanie opłatą osób, które tylko potencjalnie mogą przyczyniać się do rzekomych szkód (nie mówiąc o tym, że sposób ich naliczania przez tego typu organizacje jest idiotyczny) nie jest w żadnym wypadku etyczne. Studiując prawo obiła mi się o uszy zasada domniemania niewinności, ale to widocznie musiał być przedmiot historyczny.