32

Nowy DRM, SiDiM będzie tropił ebookowych piratów. Dobrze, że u nas te zabezpieczenia są już niemodne

Niemieccy inżynierowie najwyraźniej znaleźli sposób na osoby nielegalnie rozpowszechniające elektroniczne książki. Nosi on nazwę SiDiM i sprawi, że każdy sprzedany egzemplarz ebooka będzie unikatowy. Na tej podstawie możliwe będzie potem wskazanie użytkownika, którego kopia wyciekła nielegalnie do internetu. Czy to właśnie początek DRM-owego odrodzenia? Nowe rozwiązanie zostało opracowane we współpracy z niemieckim rządem i ma […]

Niemieccy inżynierowie najwyraźniej znaleźli sposób na osoby nielegalnie rozpowszechniające elektroniczne książki. Nosi on nazwę SiDiM i sprawi, że każdy sprzedany egzemplarz ebooka będzie unikatowy. Na tej podstawie możliwe będzie potem wskazanie użytkownika, którego kopia wyciekła nielegalnie do internetu. Czy to właśnie początek DRM-owego odrodzenia?

Nowe rozwiązanie zostało opracowane we współpracy z niemieckim rządem i ma być pierwszą technologią DRM przyjazną użytkownikom. Jak podaje TorrentFreak, piractwo na rynku elektronicznych publikacji staje się coraz poważniejszym problemem, a więc rośnie też potrzeba stworzenia odpowiedniego systemu zabezpieczającego, który będzie chronił interesy wydawców i jednocześnie nie uprzykrzał życia czytelnikom. Jeżeli dodamy do tego skrót DRM otrzymamy swoisty oksymoron, a przynajmniej do tej pory tak można było sądzić. Projekt SiDiM ma być rewolucją w tym aspekcie. Czyżby?

Działanie nowego zabezpieczenia polega na uczynieniu każdego egzemplarza ebooka unikatowym. W jaki sposób? Stosując wyrazy bliskoznaczne, nieco inne formatowanie czy umiejscowienie części znaków. Dzięki takim zabiegom wartość merytoryczna publikacji ma nie ulec zmianie, a jedynie lekkiemu liftingowi. W zamian wydawca/dystrybutor będzie posiadał informację o tym do kogo należy każda kopia, a więc szybko nakryje źródło nielegalnego udostępniania.

sidim1

Takie zabezpieczenie rzeczywiście ma wiele zalet. Przede wszystkim w końcu nie musimy się martwić kompatybilnością z naszymi urządzeniami i możemy przenosić książkę dowolną liczbę razy między komputerem, tabletem, czytnikiem i smartfonem. Co więcej, nikt nie zabrania nam jej pożyczania, choć tutaj sprawa jest lekko utrudniona. Nowe zabezpieczenie składa dość dużą odpowiedzialność na kupującym. Jeżeli pożyczymy plik z książką znajomemu, a ten udostępni go w sieci, konsekwencje w dalszym ciągu ponosimy my. Jednocześnie nowe zabezpieczenie (podobnie zresztą jak każde inne…) zakłada, że każdy nabywca ebooka jest potencjalnym przestępcą, co wcale nie jest zbytnim ukłonem w kierunku konsumenta.

Niewiadomą pozostaje póki co skuteczność projektu SiDiM. Istnieje bowiem ryzyko, że znajdą się kreatywni piraci, którzy sami zaczną wprowadzać zmiany w treści, dodając szereg nowych słów bliskoznacznych i „poprawek” w formatowaniu, które uniemożliwią identyfikację właściciela publikacji. Twórcy na razie nie odnoszą się w żaden sposób do tej kwestii. Podobnie zresztą jak do poprawności algorytmu wprowadzającego zmiany w treści. Jaką bowiem możemy mieć gwarancję, że poprawnie zidentyfikuje on słowa i wprowadzi stosowne zmiany nie pozostawiając po sobie bałaganu?

Problemem może być też odbiór przekształconej w ten sposób książki. O ile bowiem wszelkiej maści poradniki i utwory publicystyczne nie kładą tak dużego nacisku na słowa, to w szeroko pojętej prozie każdy wyraz może być kluczowy dla prawidłowego odczytania intencji autora. Wprowadzenie tutaj jakichkolwiek zmian może zniszczyć misterny plan budowania napięcia czy dynamizowania akcji, co negatywnie odbije się na ocenie utworu przez czytelnika. Zresztą na pewno znajdzie się też szerokie grono osób, które nawet nie będzie chciało patrzeć na „spersonalizowane” kopie jakichkolwiek publikacji.

SiDiM budzi póki co równie wiele wątpliwości co kontrowersji. Trudno mi sobie wyobrazić efektywne wdrożenie tego projektu w taki sposób, by odpowiadał on znacznej większości czytelników. Obawy związane z niepoprawnym działanie algorytmu są duże (również w moim przypadku), a skuteczność takiego zabezpieczenia pozostaje wielką niewiadomą. Pozostaje się cieszyć, że nad Wisłą rynek ebooków zaczyna doceniać brak jakichkolwiek zabezpieczeń utrudniających odbiór książek, a hasło „Bez DRM” jest jednym z najskuteczniejszych sloganów reklamowych. Przekonali się o tym niewątpliwie Ebookpoint.pl czy Woblink, a od miesiąca również Nexto.pl. Zmiany idą zatem w dobrym kierunku. Oby nie zepsuła tego fala wątpliwych „innowacji” zza zachodniej granicy.