Mobile

Nowe smartfony Xiaomi - jest moc w niskiej cenie

MS
Maciej Sikorski
15

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chi...

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chin i zastanawiających się, co też zaprezentuje wschodząca gwiazda rynku elektroniki. Dalej nie trzeba się zastanawiać, bo CEO producenta odkrył karty.

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chin i zastanawiających się, co też zaprezentuje wschodząca gwiazda rynku elektroniki. Dalej nie trzeba się zastanawiać, bo CEO producenta odkrył karty.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na relacje z chińskiej premiery, urządzenia, które tam zaprezentowano, ich nazwy, to mix. Mix totalny: weź coś od Apple i Samsunga, sięgnij do dorobku Sony i kilku innych japońskich producentów, może da się coś znaleźć w Europie. Połącz wszystko sensownie i masz przepis na sukces. Takie proste, a w swej prostocie tak genialne. Xiaomi zaprezentowało m.in. smartfony Mi Note oraz Mi Note Pro. Wykorzystano w nich komponenty dostarczane przez starą gwardię, co podkreślano podczas prezentacji. Nazwa dziwnie nawiązuje do flagowca Samsunga, podczas premiery niejednokrotnie pojawiały się porównania zarówno do Galaxy Note, jak i do smartfonów Apple. Przy tym należy jednak podkreślić, że firma nie "pożyczyła" wyglądu urządzenia od amerykańskiej korporacji.

Pochwalili się patentami, innowacjami, jakie wprowadzają, stworzyli coś nowego, autorskiego (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Wybili się na plecach innych, ale teraz najwyraźniej przechodzą na wyższy poziom: jest już rozpoznawalna marka, jest rozgłos, są inwestorzy głodni sukcesu i otwierający szeroko portfele, jest pożądanie ich produktów poza granicami Chin - czas na ekspansję. Ze sprzętem, który trudniej będzie zablokować patentami. Ceny też nie są najniższe. Czy to jednak oznacza, że pokazano drogie produkty? Nie, w zestawieniu cena/jakość Xiaomi nadal wysoko zawiesza poprzeczkę. To akurat stały punkt programu, który będzie zaganiał klientów do zagrody Xiaomi.

Model Mi Note otrzymał 5,7-calowy wyświetlacz (lekko wygięty) w rozdzielczości 1920x1080 pikseli chroniony warstwą Gorilla Glass 3, czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,5 GHz z układem graficznym Adreno 330, 3 GB pamięci operacyjnej. Do tego akumulator o pojemności 3000 mAh, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, grubość poniżej 7 mm. Na pokładzie znalazły się także dwa aparaty: główny 13 Mpix z podwójną diodą doświetlającą oraz przedni 4 Mpix, podobno dopracowano funkcje muzyczne smartfonu, w tym miejscu warto dodać, że firma zaprezentowała słuchawki, które też mają się odznaczać świetnym stosunkiem ceny do jakości.

Mi Note Pro doczekał się m.in. wyświetlacza w lepszej rozdzielczości 2560x1440 pikseli, 64-bitowego procesora ośmiordzeniowego Qualcomm Snapdragon 810, 4 GB pamięci operacyjnej oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Podkręcili na maksa. Oba modele wykonane ze szkła i aluminium. Ceny? Note w zależności od ilości pamięci 370 lub 450 dolarów, Note Pro 530 dolarów. Drogo? Raczej nie... Sprzedaż pierwszego modelu ma ruszyć w drugim kwartale, nie wiadomo, co z droższym urządzeniem.

Wiadomo natomiast, że producent zaprezentował też bardzo małą i tanią przystawkę telewizyjną, a z jego prezentacji wyłonił się obraz firmy tworzącej różne produkty (od mobile, przez RTV, po AGD), która zepnie wszystko chmurą i swoimi telefonami. Pisałem już jakiś czas temu, że gracz zmierza w tym kierunku. Dostarczy do milionów domów produkty i usidli ludzi w swoim ekosystemie, zacznie zarabiać na dodatkach, oprogramowaniu, treściach. Na samym sprzęcie też, chociaż tam marże pozostaną pewnie niskie, by oferta pozostała atrakcyjna.

Pisałem wczoraj, że Samsung spogląda na indyjski rynek, bo w Chinach sprawę raczej przegrał. Teraz mogę to tylko powtórzyć - koreański producent nie będzie w stanie konkurować z tak zagrywającymi lokalnymi graczami. I nie zmieni tego ani nowy system, ani zwolnienia i szukanie nowych menedżerów, ani cięcia w ofercie. Zastanawia mnie natomiast, jak w tych warunkach będzie sobie radziło Apple. Na razie idą na rekord właśnie za sprawą Chin i w najbliższym czasie będą tam zarabiać miliardy dolarów. Ale co potem? Oto jest pytanie...

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na relacje z chińskiej premiery, urządzenia, które tam zaprezentowano, ich nazwy, to mix. Mix totalny: weź coś od Apple i Samsunga, sięgnij do dorobku Sony i kilku innych japońskich producentów, może da się coś znaleźć w Europie. Połącz wszystko sensownie i masz przepis na sukces. Takie proste, a w swej prostocie tak genialne. Xiaomi zaprezentowało m.in. smartfony Mi Note oraz Mi Note Pro. Wykorzystano w nich komponenty dostarczane przez starą gwardię, co podkreślano podczas prezentacji. Nazwa dziwnie nawiązuje do flagowca Samsunga, podczas premiery niejednokrotnie pojawiały się porównania zarówno do Galaxy Note, jak i do smartfonów Apple. Przy tym należy jednak podkreślić, że firma nie "pożyczyła" wyglądu urządzenia od amerykańskiej korporacji.

Pochwalili się patentami, innowacjami, jakie wprowadzają, stworzyli coś nowego, autorskiego (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Wybili się na plecach innych, ale teraz najwyraźniej przechodzą na wyższy poziom: jest już rozpoznawalna marka, jest rozgłos, są inwestorzy głodni sukcesu i otwierający szeroko portfele, jest pożądanie ich produktów poza granicami Chin - czas na ekspansję. Ze sprzętem, który trudniej będzie zablokować patentami. Ceny też nie są najniższe. Czy to jednak oznacza, że pokazano drogie produkty? Nie, w zestawieniu cena/jakość Xiaomi nadal wysoko zawiesza poprzeczkę. To akurat stały punkt programu, który będzie zaganiał klientów do zagrody Xiaomi.

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chin i zastanawiających się, co też zaprezentuje wschodząca gwiazda rynku elektroniki. Dalej nie trzeba się zastanawiać, bo CEO producenta odkrył karty.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na relacje z chińskiej premiery, urządzenia, które tam zaprezentowano, ich nazwy, to mix. Mix totalny: weź coś od Apple i Samsunga, sięgnij do dorobku Sony i kilku innych japońskich producentów, może da się coś znaleźć w Europie. Połącz wszystko sensownie i masz przepis na sukces. Takie proste, a w swej prostocie tak genialne. Xiaomi zaprezentowało m.in. smartfony Mi Note oraz Mi Note Pro. Wykorzystano w nich komponenty dostarczane przez starą gwardię, co podkreślano podczas prezentacji. Nazwa dziwnie nawiązuje do flagowca Samsunga, podczas premiery niejednokrotnie pojawiały się porównania zarówno do Galaxy Note, jak i do smartfonów Apple. Przy tym należy jednak podkreślić, że firma nie "pożyczyła" wyglądu urządzenia od amerykańskiej korporacji.

Pochwalili się patentami, innowacjami, jakie wprowadzają, stworzyli coś nowego, autorskiego (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Wybili się na plecach innych, ale teraz najwyraźniej przechodzą na wyższy poziom: jest już rozpoznawalna marka, jest rozgłos, są inwestorzy głodni sukcesu i otwierający szeroko portfele, jest pożądanie ich produktów poza granicami Chin - czas na ekspansję. Ze sprzętem, który trudniej będzie zablokować patentami. Ceny też nie są najniższe. Czy to jednak oznacza, że pokazano drogie produkty? Nie, w zestawieniu cena/jakość Xiaomi nadal wysoko zawiesza poprzeczkę. To akurat stały punkt programu, który będzie zaganiał klientów do zagrody Xiaomi.

Model Mi Note otrzymał 5,7-calowy wyświetlacz (lekko wygięty) w rozdzielczości 1920x1080 pikseli chroniony warstwą Gorilla Glass 3, czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,5 GHz z układem graficznym Adreno 330, 3 GB pamięci operacyjnej. Do tego akumulator o pojemności 3000 mAh, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, grubość poniżej 7 mm. Na pokładzie znalazły się także dwa aparaty: główny 13 Mpix z podwójną diodą doświetlającą oraz przedni 4 Mpix, podobno dopracowano funkcje muzyczne smartfonu, w tym miejscu warto dodać, że firma zaprezentowała słuchawki, które też mają się odznaczać świetnym stosunkiem ceny do jakości.

Mi Note Pro doczekał się m.in. wyświetlacza w lepszej rozdzielczości 2560x1440 pikseli, 64-bitowego procesora ośmiordzeniowego Qualcomm Snapdragon 810, 4 GB pamięci operacyjnej oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Podkręcili na maksa. Oba modele wykonane ze szkła i aluminium. Ceny? Note w zależności od ilości pamięci 370 lub 450 dolarów, Note Pro 530 dolarów. Drogo? Raczej nie... Sprzedaż pierwszego modelu ma ruszyć w drugim kwartale, nie wiadomo, co z droższym urządzeniem.

Wiadomo natomiast, że producent zaprezentował też bardzo małą i tanią przystawkę telewizyjną, a z jego prezentacji wyłonił się obraz firmy tworzącej różne produkty (od mobile, przez RTV, po AGD), która zepnie wszystko chmurą i swoimi telefonami. Pisałem już jakiś czas temu, że gracz zmierza w tym kierunku. Dostarczy do milionów domów produkty i usidli ludzi w swoim ekosystemie, zacznie zarabiać na dodatkach, oprogramowaniu, treściach. Na samym sprzęcie też, chociaż tam marże pozostaną pewnie niskie, by oferta pozostała atrakcyjna.

Pisałem wczoraj, że Samsung spogląda na indyjski rynek, bo w Chinach sprawę raczej przegrał. Teraz mogę to tylko powtórzyć - koreański producent nie będzie w stanie konkurować z tak zagrywającymi lokalnymi graczami. I nie zmieni tego ani nowy system, ani zwolnienia i szukanie nowych menedżerów, ani cięcia w ofercie. Zastanawia mnie natomiast, jak w tych warunkach będzie sobie radziło Apple. Na razie idą na rekord właśnie za sprawą Chin i w najbliższym czasie będą tam zarabiać miliardy dolarów. Ale co potem? Oto jest pytanie...

Model Mi Note otrzymał 5,7-calowy wyświetlacz (lekko wygięty) w rozdzielczości 1920x1080 pikseli chroniony warstwą Gorilla Glass 3, czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,5 GHz z układem graficznym Adreno 330, 3 GB pamięci operacyjnej. Do tego akumulator o pojemności 3000 mAh, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, grubość poniżej 7 mm. Na pokładzie znalazły się także dwa aparaty: główny 13 Mpix z podwójną diodą doświetlającą oraz przedni 4 Mpix, podobno dopracowano funkcje muzyczne smartfonu, w tym miejscu warto dodać, że firma zaprezentowała słuchawki, które też mają się odznaczać świetnym stosunkiem ceny do jakości.

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chin i zastanawiających się, co też zaprezentuje wschodząca gwiazda rynku elektroniki. Dalej nie trzeba się zastanawiać, bo CEO producenta odkrył karty.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na relacje z chińskiej premiery, urządzenia, które tam zaprezentowano, ich nazwy, to mix. Mix totalny: weź coś od Apple i Samsunga, sięgnij do dorobku Sony i kilku innych japońskich producentów, może da się coś znaleźć w Europie. Połącz wszystko sensownie i masz przepis na sukces. Takie proste, a w swej prostocie tak genialne. Xiaomi zaprezentowało m.in. smartfony Mi Note oraz Mi Note Pro. Wykorzystano w nich komponenty dostarczane przez starą gwardię, co podkreślano podczas prezentacji. Nazwa dziwnie nawiązuje do flagowca Samsunga, podczas premiery niejednokrotnie pojawiały się porównania zarówno do Galaxy Note, jak i do smartfonów Apple. Przy tym należy jednak podkreślić, że firma nie "pożyczyła" wyglądu urządzenia od amerykańskiej korporacji.

Pochwalili się patentami, innowacjami, jakie wprowadzają, stworzyli coś nowego, autorskiego (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Wybili się na plecach innych, ale teraz najwyraźniej przechodzą na wyższy poziom: jest już rozpoznawalna marka, jest rozgłos, są inwestorzy głodni sukcesu i otwierający szeroko portfele, jest pożądanie ich produktów poza granicami Chin - czas na ekspansję. Ze sprzętem, który trudniej będzie zablokować patentami. Ceny też nie są najniższe. Czy to jednak oznacza, że pokazano drogie produkty? Nie, w zestawieniu cena/jakość Xiaomi nadal wysoko zawiesza poprzeczkę. To akurat stały punkt programu, który będzie zaganiał klientów do zagrody Xiaomi.

Model Mi Note otrzymał 5,7-calowy wyświetlacz (lekko wygięty) w rozdzielczości 1920x1080 pikseli chroniony warstwą Gorilla Glass 3, czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,5 GHz z układem graficznym Adreno 330, 3 GB pamięci operacyjnej. Do tego akumulator o pojemności 3000 mAh, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, grubość poniżej 7 mm. Na pokładzie znalazły się także dwa aparaty: główny 13 Mpix z podwójną diodą doświetlającą oraz przedni 4 Mpix, podobno dopracowano funkcje muzyczne smartfonu, w tym miejscu warto dodać, że firma zaprezentowała słuchawki, które też mają się odznaczać świetnym stosunkiem ceny do jakości.

Mi Note Pro doczekał się m.in. wyświetlacza w lepszej rozdzielczości 2560x1440 pikseli, 64-bitowego procesora ośmiordzeniowego Qualcomm Snapdragon 810, 4 GB pamięci operacyjnej oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Podkręcili na maksa. Oba modele wykonane ze szkła i aluminium. Ceny? Note w zależności od ilości pamięci 370 lub 450 dolarów, Note Pro 530 dolarów. Drogo? Raczej nie... Sprzedaż pierwszego modelu ma ruszyć w drugim kwartale, nie wiadomo, co z droższym urządzeniem.

Wiadomo natomiast, że producent zaprezentował też bardzo małą i tanią przystawkę telewizyjną, a z jego prezentacji wyłonił się obraz firmy tworzącej różne produkty (od mobile, przez RTV, po AGD), która zepnie wszystko chmurą i swoimi telefonami. Pisałem już jakiś czas temu, że gracz zmierza w tym kierunku. Dostarczy do milionów domów produkty i usidli ludzi w swoim ekosystemie, zacznie zarabiać na dodatkach, oprogramowaniu, treściach. Na samym sprzęcie też, chociaż tam marże pozostaną pewnie niskie, by oferta pozostała atrakcyjna.

Pisałem wczoraj, że Samsung spogląda na indyjski rynek, bo w Chinach sprawę raczej przegrał. Teraz mogę to tylko powtórzyć - koreański producent nie będzie w stanie konkurować z tak zagrywającymi lokalnymi graczami. I nie zmieni tego ani nowy system, ani zwolnienia i szukanie nowych menedżerów, ani cięcia w ofercie. Zastanawia mnie natomiast, jak w tych warunkach będzie sobie radziło Apple. Na razie idą na rekord właśnie za sprawą Chin i w najbliższym czasie będą tam zarabiać miliardy dolarów. Ale co potem? Oto jest pytanie...

Mi Note Pro doczekał się m.in. wyświetlacza w lepszej rozdzielczości 2560x1440 pikseli, 64-bitowego procesora ośmiordzeniowego Qualcomm Snapdragon 810, 4 GB pamięci operacyjnej oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Podkręcili na maksa. Oba modele wykonane ze szkła i aluminium. Ceny? Note w zależności od ilości pamięci 370 lub 450 dolarów, Note Pro 530 dolarów. Drogo? Raczej nie... Sprzedaż pierwszego modelu ma ruszyć w drugim kwartale, nie wiadomo, co z droższym urządzeniem.

Od jakiegoś czasu w branżowych mediach glośno było o imprezie firmy Xiaomi. W Las Vegas trwały największe targi elektroniki na świecie, wielu producentów pokazywało tam swoje nowinki, w tym gronie znaleźli się potężni gracze, starzy wyjadacze, a mimo to nie brakowało osób spoglądających w stronę Chin i zastanawiających się, co też zaprezentuje wschodząca gwiazda rynku elektroniki. Dalej nie trzeba się zastanawiać, bo CEO producenta odkrył karty.

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, gdy patrzę na relacje z chińskiej premiery, urządzenia, które tam zaprezentowano, ich nazwy, to mix. Mix totalny: weź coś od Apple i Samsunga, sięgnij do dorobku Sony i kilku innych japońskich producentów, może da się coś znaleźć w Europie. Połącz wszystko sensownie i masz przepis na sukces. Takie proste, a w swej prostocie tak genialne. Xiaomi zaprezentowało m.in. smartfony Mi Note oraz Mi Note Pro. Wykorzystano w nich komponenty dostarczane przez starą gwardię, co podkreślano podczas prezentacji. Nazwa dziwnie nawiązuje do flagowca Samsunga, podczas premiery niejednokrotnie pojawiały się porównania zarówno do Galaxy Note, jak i do smartfonów Apple. Przy tym należy jednak podkreślić, że firma nie "pożyczyła" wyglądu urządzenia od amerykańskiej korporacji.

Pochwalili się patentami, innowacjami, jakie wprowadzają, stworzyli coś nowego, autorskiego (przynajmniej na pierwszy rzut oka). Wybili się na plecach innych, ale teraz najwyraźniej przechodzą na wyższy poziom: jest już rozpoznawalna marka, jest rozgłos, są inwestorzy głodni sukcesu i otwierający szeroko portfele, jest pożądanie ich produktów poza granicami Chin - czas na ekspansję. Ze sprzętem, który trudniej będzie zablokować patentami. Ceny też nie są najniższe. Czy to jednak oznacza, że pokazano drogie produkty? Nie, w zestawieniu cena/jakość Xiaomi nadal wysoko zawiesza poprzeczkę. To akurat stały punkt programu, który będzie zaganiał klientów do zagrody Xiaomi.

Model Mi Note otrzymał 5,7-calowy wyświetlacz (lekko wygięty) w rozdzielczości 1920x1080 pikseli chroniony warstwą Gorilla Glass 3, czterordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 801 o taktowaniu 2,5 GHz z układem graficznym Adreno 330, 3 GB pamięci operacyjnej. Do tego akumulator o pojemności 3000 mAh, 16 lub 64 GB pamięci wbudowanej, grubość poniżej 7 mm. Na pokładzie znalazły się także dwa aparaty: główny 13 Mpix z podwójną diodą doświetlającą oraz przedni 4 Mpix, podobno dopracowano funkcje muzyczne smartfonu, w tym miejscu warto dodać, że firma zaprezentowała słuchawki, które też mają się odznaczać świetnym stosunkiem ceny do jakości.

Mi Note Pro doczekał się m.in. wyświetlacza w lepszej rozdzielczości 2560x1440 pikseli, 64-bitowego procesora ośmiordzeniowego Qualcomm Snapdragon 810, 4 GB pamięci operacyjnej oraz 64 GB pamięci wbudowanej. Podkręcili na maksa. Oba modele wykonane ze szkła i aluminium. Ceny? Note w zależności od ilości pamięci 370 lub 450 dolarów, Note Pro 530 dolarów. Drogo? Raczej nie... Sprzedaż pierwszego modelu ma ruszyć w drugim kwartale, nie wiadomo, co z droższym urządzeniem.

Wiadomo natomiast, że producent zaprezentował też bardzo małą i tanią przystawkę telewizyjną, a z jego prezentacji wyłonił się obraz firmy tworzącej różne produkty (od mobile, przez RTV, po AGD), która zepnie wszystko chmurą i swoimi telefonami. Pisałem już jakiś czas temu, że gracz zmierza w tym kierunku. Dostarczy do milionów domów produkty i usidli ludzi w swoim ekosystemie, zacznie zarabiać na dodatkach, oprogramowaniu, treściach. Na samym sprzęcie też, chociaż tam marże pozostaną pewnie niskie, by oferta pozostała atrakcyjna.

Pisałem wczoraj, że Samsung spogląda na indyjski rynek, bo w Chinach sprawę raczej przegrał. Teraz mogę to tylko powtórzyć - koreański producent nie będzie w stanie konkurować z tak zagrywającymi lokalnymi graczami. I nie zmieni tego ani nowy system, ani zwolnienia i szukanie nowych menedżerów, ani cięcia w ofercie. Zastanawia mnie natomiast, jak w tych warunkach będzie sobie radziło Apple. Na razie idą na rekord właśnie za sprawą Chin i w najbliższym czasie będą tam zarabiać miliardy dolarów. Ale co potem? Oto jest pytanie...

Wiadomo natomiast, że producent zaprezentował też bardzo małą i tanią przystawkę telewizyjną, a z jego prezentacji wyłonił się obraz firmy tworzącej różne produkty (od mobile, przez RTV, po AGD), która zepnie wszystko chmurą i swoimi telefonami. Pisałem już jakiś czas temu, że gracz zmierza w tym kierunku. Dostarczy do milionów domów produkty i usidli ludzi w swoim ekosystemie, zacznie zarabiać na dodatkach, oprogramowaniu, treściach. Na samym sprzęcie też, chociaż tam marże pozostaną pewnie niskie, by oferta pozostała atrakcyjna.

Pisałem wczoraj, że Samsung spogląda na indyjski rynek, bo w Chinach sprawę raczej przegrał. Teraz mogę to tylko powtórzyć - koreański producent nie będzie w stanie konkurować z tak zagrywającymi lokalnymi graczami. I nie zmieni tego ani nowy system, ani zwolnienia i szukanie nowych menedżerów, ani cięcia w ofercie. Zastanawia mnie natomiast, jak w tych warunkach będzie sobie radziło Apple. Na razie idą na rekord właśnie za sprawą Chin i w najbliższym czasie będą tam zarabiać miliardy dolarów. Ale co potem? Oto jest pytanie...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu