4

Nowa sieć społecznościowa i amen zamiast „lajka”

Ostatnio powrócił temat przemocy w Sieci i trudno się temu dziwić – poziom agresji stał się już naprawdę duży i niebezpieczny. Poszukuje się rozwiązań dla tego problemu, niektóre mogą być narzucane odgórnie, inne powstają oddolnie. W tym drugim przypadku przykładem jest Facegloria: sieć społecznościowa o zabarwieniu religijnym. Bez przemocy, bez nagości i z dużą dawką […]

Ostatnio powrócił temat przemocy w Sieci i trudno się temu dziwić – poziom agresji stał się już naprawdę duży i niebezpieczny. Poszukuje się rozwiązań dla tego problemu, niektóre mogą być narzucane odgórnie, inne powstają oddolnie. W tym drugim przypadku przykładem jest Facegloria: sieć społecznościowa o zabarwieniu religijnym. Bez przemocy, bez nagości i z dużą dawką słowa Bożego…

Po pierwszych akapitach opisujących ten projekt, pomyślałem, że to znowu jakiś viral. I to udany viral, bo media podłapały temat. Zastanawiałem się tylko, kto i w jakim celu organizuje akcję. Potem okazało się, że to jednak prawdziwy projekt: ludzie tworzą sieć społecznościową, w której zamiast lajków, wciska się „amen”. Serwis wystartował w Brazylii, stworzyła go grupa tamtejszych ewangelików. Nie wiedziałem, iż w tym kraju żyje tak liczna grupa protestantów (kilkadziesiąt procent społeczeństwa). Żyje i jak widać, prężnie działa.

W pierwszym miesiącu działania nowej sieci społecznościowej konto utworzyło podobno 100 tysięcy osób. Sporo. A to dopiero początek, bo w planach są miliony w ciągu kilku następnych lat. Część zapisała się pewnie dla żartu, część z ciekawości, ale większość szuka chyba tego, co oferuje Facegloria: „sieci społecznościowej bez grzechu”. Nie znajdziecie w niej nagości, treści, w których pojawia się przemoc, przekleństw (zakazanych jest 600 słów), nie ma też miejsca dla homoseksualizmu, co wzbudzi pewnie największe kontrowersje. Nad porządkiem w serwisie, jego „czystością”, czuwa grupa kilkudziesięciu moderatorów.

Facegloria

Oficjalnie celem twórców jest stworzenie miejsca w Internecie dla osób, które chcą rozmawiać o Bogu, Ewangelii oraz miłości, spotykać się w przyjaznej atmosferze itd. Czytając o projekcie można jednak dojść do wniosku, że to także pomysł na biznes – jeśli serwis stanie się popularny, nie tylko w Brazylii, to zdobędzie ważny towar: miliony użytkowników. Przecież na tej grupie można zarabiać tak samo, jak na ludziach odwiedzających Facebooka. Ciekawe, czy serwis uda się szybko zmonetyzować?

Nie dziwi mnie, że takie miejsca powstają. Piszę miejsca, bo przecież nie jest to pierwszy serwis, którego oferta skierowana jest do osób wierzących, stawiających na pierwszym miejscu konkretny pakiet wartości. Popularność takich stron nie wynika tylko z faktu, że uruchamiane są w krajach, w których religia odgrywa sporą rolę – ludzie naprawdę mają czasem dość rzeczywistości zastanej w cyfrowym świecie i szukają „spokojnej przystani”. Gdy napatrzą się na ludzkie zbydlęcenie w sieciach społecznościowych, na portalach czy forach, to część ucieka do serwisów oferujących spokój. Pod pewnymi warunkami, ale jednak.

Można się śmiać z tego „amen” zamiast lajka czy z wycinania zdjęć dziewczyn w bikini, chłopaków w bokserkach, ale niech każdy spędza czas w Sieci tak, jak lubi i w warunkach, które mu odpowiadają. O ile oczywiście nie szkodzą one innym. A w tym przypadku chyba nie szkodzą.