27

Kupiłem podróbkę Settlersów. Nie było warto

Słyszeliście o grze Northgard? Ja nie, ale uśmiechała się do mnie w zimowej promocji na Steam. Tak, dałem się nabrać na tego całego ducha Settlersów i wtopiłem kasę - a piszę o tym po to, żebyście i Wy nie wtopili.

Z uwagi na to, że do grania na PC powróciłem stosunkowo niedawno, bo lekko ponad rok temu – staram się nadrabiać niektóre zaległości i poluję na nie na Steamie. Takie, jak chociażby kapitalne Company of Heroes. Ja generalnie zawsze bardzo lubiłem RTS-y, ale po porzuceniu grania na komputerze porzuciłem też ten gatunek. Uwielbiałem również serię The Settlers, a w zasadzie jej trzy pierwsze części, od kolejnych się odbijałem albo w ogóle po nie nie sięgałem. Ale po zobaczeniu promocji na Northgard i przeczytaniu dwóch pierwszych z brzegu recenzji pomyślałem, że gra zastąpi mi tych całych Settlersów, za którymi tak tęsknię. W dodatku jest w klimacie wikingów, a ja jestem świeżo po seansie udostępnionego niedawno udostępnionego na Netflix 5 sezonu Wikingów (który swoją drogą był lepszy niż 3 i 4 razem wzięte). Kupiłem więc to Northgard, włączyłem po 22, odszedłem o komputera jakoś przed 3, tak mnie wciągnęło.

I gdyby rozpatrywać ten tytuł przez pryzmat 4-5 pierwszych godzin, byłem zadowolony. Jest ten sam powolny styl gry co w Settlersach, jest zbieranie zasobów, budowanie osady. Niestety każda kolejna misja rozpoczynana jest od zera, czy w zasadzie od jednego budynku – co nawet fabularnie nie ma większego uzasadnienia, no bo po co cały czas moja ludność miałaby się przenosić i stawiać osadę od podstaw. No i gdzie oni w zasadzie zniknęli skoro jeszcze kilka minut było ich tak wiele? Hej, takie akcje były spoko kilkanaście lat temu.

Recenzenci wytykali grze dwie rzeczy – błędy w tłumaczeniu i małą ilość jednostek. Nie jestem do końca przekonany czy w grze, w której liczy się przede wszystkim ekonomia skromny zestaw wojów jest na pewno tak bardzo denerwujący. Podobnie jak tłumaczenie, które przy infantylnej fabule można w ogóle pominąć, podobnie jak ekrany przerywnikowe. Northgard to natomiast doskonały przykład tego jak mając nawet dobry, kochany przez ludzi wzorzec i dość uproszczony gameplay można popsuć radość z gry.

Wyobraźcie sobie że macie już trochę rozwiniętą osadę. Aby ją utrzymać należy a) pozyskiwać żywność b) pozyskiwać drewno. To są dwa kluczowe „risorsy”, bez których nie ma rozwoju. Chociażby dlatego, że kolejne małe terytoria na mapie zdobywamy kupując je za jedzenie (jest tu jakiś sens?). Niby nic takiego, sęk w tym że w przeciwieństwie do drewna, które można zebrać prawie na każdym obszarze, jedzenie jest srogo ograniczone. Można wybudować chatkę rybaka – szkoda tylko, że tak mało jest jeziorek, gdzie można ją postawić. Na 6 zdobytych obszarów tylko jeden ma zwierzynę, którą można upolować. W sumie mi by to nie przeszkadzało, gdyby można tam było postawić dwie chatki łowców – niestety można tylko jedną, której ulepszenie daje mniej niż drugi budynek. Po co tyle jedzenia? Bo zabudowany obszar generuje potrzeby żywnościowe, skoro więc na 6 „landów” tylko jeden dwa (drugi to pola uprawne) tylko 2 generują jedzenie, jest więcej niż pewne, że ludność zacznie przymierać głodem. Niezatrudnieni nigdzie mieszkańcy, owszem – zbierają żywność, ale to jakieś nic nie warte jagody czy tam borówki, a gra ogranicza możliwości budowania więc jak zbraknie żarcia, to nie można go wydać na nowe rejony czy na postawienie kolejnych domów dla nowych mieszkańców. W konsekwencji wszyscy są niezadowoleni i nie „rodzą” się w głównym budynku. Do tego dochodzą jeszcze okresy zimy, gdzie spada zdobywanie jedzenia, w konsekwencji gracz jest w jednej, wielkiej…

Jakby tego było mało, dzieje się tak w misji, w której dodatkowo trzeba handlować na morzu, a idealne jest do tego, uwaga…jedzenie. Zmniejszyłem nawet poziom trudności myśląc, że to cokolwiek zmieni – no, niestety nie. Brawa za osoby odpowiedzialnej za zaprojektowanie mechanizmu ekonomicznego w grze, która stawia na mechanizm ekonomiczny. To tak, jakby w strzelance spieprzyć model strzelania. Aż przestało mnie dziwić czemu Northgard jest tak często w promocji.

Najgorsze jest to, że poza zepsuciem głównego mechanizmu rozgrywki Northgard wydaje się naprawdę fajny. Niebrzydka grafika, przyjemna ścieżka dźwiękowa, można było naprawdę zrobić udany klon The Settlers, który miał szansę na kolejne odsłony i rozkochanie w sobie graczy tęskniących za takimi produkcjami.

A piszę o tym dlatego, że część z Was podobnie jak ja czeka na nową odsłonę The Settlers, którą Ubisoft zapowiedział w połowie tego roku. A skoro czekacie, to pewnie chcielibyście sobie to czekanie umilić i może zerkaliście na Northgard, który w opisach i na pierwszy rzut oka idealnie się na taki umilacz nadaje. Tak więc czujcie się ostrzeżeni i dalej szperajcie w zimowej promocji Steam lub GOG, jest tam bowiem wiele ciekawszych produkcji, na które zdecydowanie lepiej przeznaczyć pieniądze i czas.