5

O, to, to. Na to też jestem chory. Czyli rzecz o nomofobii

Co by się stało, gdyby w tym momencie nagle "skończył się internet"? Wiecie, przestałby działać na wszystkich urządzeniach jednocześnie. Nie byłoby sposobu na to, by go przywrócić. Co gorsza, w tym samym momencie padłyby także telefoniczne usługi mobilne. Brzmi jak dramat? Pewnie. Tak właśnie wygląda koszmar osób cierpiących na nomofobię.

Żyjemy w przeświadczeniu, że wszystkie zdobycze nowoczesnych technologii są po to, by nam służyć – ciągle i nieprzerwanie. Choćby krótka niedostępność niektórych usług wywołuje w nas irytację, zmusza do poszukiwania alternatyw absolutnie natychmiast. Wyobraziłem sobie świat, w którym zabrakło mi jedynie internetu w telefonie i poczułem dziwny ucisk w żołądku. Jak ja go identyfikuję? Protokół: strach.

Przeczytaj również: Odwyk od telefonu komórkowego

W trakcie ostatniego wyjazdu na IFA 2019 do Berlina T-Mobile miał awarię, która spowodowała u mnie niedostępność wszystkich usług. Nie zadzwonię, nie skorzystam z mobilnego internetu, nie zaloguję się do żadnej sieci. Na szczęście wszystko trwało dosłownie 15 minut, a sytuację wyjaśniłem u konsultantów T-Mobile, do których dodzwoniłem się z urządzenia Dawida Kosińskiego z SW (Dzięki, Dawid!). Kilka chwil i wszystko było w porządku – co by jednak było, gdyby skutków awarii nie udało się usunąć tak szybko? Funkcjonowanie w mieście, w którym mówi się w nieznajomo brzmiącym języku bez telefonu z dostępem do mobilnego internetu jest po prostu niesamowicie trudne. Modliłem się wtedy o to, by jak najszybciej wrócić do domu, serio.

Ja to rzeczywiście lubię się torturować

Wracając z wojażu do miasteczka pod Rzeszowem celem załatwienia sprawy urzędowej (wracałem grzecznie pociągiem) wyobraziłem sobie, jakby wyglądała taka podróż bez telefonu z nielimitowanym dostępem do internetu. I znowu poczułem ten dziwny ucisk w brzuchu. Tak się składa, że pozbyłem się swojego starego Golfa i niestety do czasu zakupu nowego auta jestem zmuszony latać „z kapcia”, zamawiać Bolta lub tłuc się pociągami / autobusami. W duchu pocieszam się tym, że ten stan nie potrwa długo i ostatecznie znowu będę mógł udawać się do sklepu samochodem. Choćby ten był oddalony od mojego mieszkania o 50 metrów.

nomofobia

Ale wróćmy do tej nieszczęsnej nomofobii: jakby to wyglądało? Nie skontaktowałbym się z nikim na Slacku, nikt by się do mnie nie dodzwonił. Nikt by nie napisał. Ja nie sprawdziłbym rozkładu jazdy pociągów i nie kupiłbym w prosty sposób biletu. Musiałbym sprawdzić rozkłady wcześniej, zapisać je sobie (albo zapamiętać) i po bilety latać do konduktora albo do okienka. Przy okienku / u konduktora natomiast musiałbym zapłacić plastikiem wyciągniętym z portfela lub gotówką (której cholernie nie lubię, bo jest niewygodna).

Uznałem, że wiem czego się boję. Przez lata wsiąkania w nowoczesne rozwiązania nauczyłem się tak paskudnego lenistwa, że jakikolwiek „fakap” związany z niedostępnością usług czyni ze mnie człowieka wręcz upośledzonego. Zrobiłem się tak wygodny, że zacząłem się bać sytuacji, w której czynników warunkujących moją wygodę mi zabraknie. Zastanawiam się, czy odnalazłbym się w świecie, w którym nie da się kupić biletu przez internet, sprawdzić rozkładu w telefonie czy też należy płacić gotówką. Pewnie tak, ale sporo by mnie to kosztowało. No, przyzwyczaiłem się do dobrego tak bardzo, że nie wyobrażam sobie bez tego życia.

Nawet mając ten głupi samochód, pewnie zgubiłbym się z kilka razy jadąc do Sędziszowa Małopolskiego bez map. Gdy po raz pierwszy pokonuję daną trasę, staram się posiłkować nawigacją (również dlatego, że oznaczenia tras na polskich drogach to czasami nieśmieszny żart). Mniemam, że byłoby ciekawie.

Nomofobia – czyli choroba cywilizacyjna

Nomofobia nie jest oficjalnym zaburzeniem klasyfikowanym w kategorii DSM-4, ale rozpatruje się ją w kategoriach „specyficznej fobii”. Jest to stan, w którym jednostka odczuwa niepokój lub lęk polegający na strachu przez utratą smartfona lub dostępności do jego usług. To tak w skrócie.

Grzegorz Ułan, któremu zaproponowałem ten temat pięknie go skwitował – nieco prześmiewczo, ale i w pewien sposób „proroczo”. Nie wiem, czy 90 procent społeczeństwa tak ma, ale zakładam, że ogromna większość użytkowników nowych technologii czuje się tak samo na myśl o możliwości utraty „kontaktu ze światem”. Kto jest temu winien? My? Postęp? Czy giganci technologiczni, którzy stworzyli dla nas te wszystkie udogodnienia?