Nokia

Nokia: czy ktoś tam jeszcze ma nad czymś kontrolę?

KR
Krzysztof Rojek
25

Nokia XR20 to przykład na to, jak bardzo chaotycznie można podejść do produkcji telefonu. Miks budżetowych podzespołów, cech średniaka i ceny flagowca to nie jest to, co chcielibyśmy zobaczyć.

Jest na świecie kilka marek smartfonów, do których mam nieukrywany sentyment. Wśród nich jest oczywiście Nokia (bo to był mój pierwszy telefon w ogóle), Sony (bo Sony-Ericsson) czy LG (bo P500 to był mój pierwszy smartfon). Jednak dziś, pod naporem firm z Państwa Środka, większość moich ulubionych marek od dawna chwieje się w posadach i powiedzieć, że ich pozycja na rynku jest zagrożona, to jak nie powiedzieć nic. LG wszak już na nim nie ma, a Sony balansuje na granicy. Nokia natomiast miała dobry start po powrocie i takie modele jak Nokia 8 z pewnością zostaną zapamiętane jako bardzo udane konstrukcje. Potem jednak zaczął się mocny spadek i np. Nokia 8.3 w niczym nie przypominała już swojego poprzednika. Mocno liczyłem na to, że nowy start odmieni oblicze Nokii, ale niestety - równia pochyła zamieniła się w pionowy spad, a producent w nowych smartfonach popełnił prawie każdy możliwy błąd. Kiedy dotrze się do dna, większość postanawia się od niego odbić. Tymczasem Nokia wyciąga saperkę i zaczyna kopać głębiej.

Nokia XR20 - czym ten smartfon w ogóle jest?

W przypadku normalnego smartfona w tym miejscu widniałaby jego pełna specyfikacja. Jednak XR20 to nie jest normalny telefon. Zacznijmy jednak od plusów. Przede wszystkim, trzeba pochwalić Nokię za eksplorowanie nowych terenów. XR20 to wzmocniona wersja... tak, zgadliście, Nokii X10 (tutaj o nowym portfolio Nokii). Wzmocniona, co oznacza certyfikat odporności MIL-STD-810H, Gorillę Glass Victus, a smartfon ma wytrzymać upadek z 1,8 m na beton. Najwyraźniej wytrzymuje też starcie z piłką, co pokazuje reklama z Roberto Carlosem.

Telefon zyskał też w stosunku do standardowej wersji certyfikat IP68 i głośniki stereo (dlaczego nie ma ich w podstawowym modelu, nie pytajcie).Tutaj też mamy trzy (!) aktualizację systemu operacyjnego (czyli więcej niż regularnych flagowcach). Dodatkowo, Nokia oferuje darmową wymianę ekranu przez rok. Pod niektórymi względami mamy tutaj więc progres i Nokia XR20 prezentowałaby się jako naprawdę dobry, ładny i wytrzymały telefon. Gdyby nie kilka mankamentów.

A konkretnie - cena z kosmosu

Przejdę do sedna - ten telefon, według Nokii powinien być sprzedawany za 2399 zł. 2400 zł za urządzenie, które ma w sobie Snapdragona 480, 4 GB pamięci RAM (!), ekran IPS i ładowanie na poziomie 18 W (oczywiście - ładowarki nie ma w zestawie). Ja rozumiem, że Nokia chwali się, iż część kwoty z ceny każdego smartfona zostanie przekazana na rzecz organizacji CLEAR RIVERS, ale może w takim razie warto byłoby ją ustalić na takim poziomie, by ktoś ten smartfon jeszcze kupił. Ja rozumiem, że wzmocnione smartfony muszą być droższe, ale nawet w tej niszy bez problemu znajdziemy urządzenia, które zwyczajnie niszczą Nokię XR20 opłacalnością. Jeżeli weźmiemy cokolwiek w tym zakresie cenowym z oferty Blackpoint, to nie tylko dostaniemy niższą cenę, lepszą konfigurację sprzętową, ale też - dodatkowe bajery, jak barometr, pulsometr, kamerę termowizyjną czy Ice Mode.

Tymczasem Nokia nie ma żadnych dodatkowych funkcji, a jej marketing sugeruje, że jest to bardziej smartfon dla przeciętnego konsumenta, który po prostu lubi sobie od czasu do czasu upuścić urządzenie. No i niestety, ale w tym kontekście Nokia jest po prostu masakrowana przez inne marki. SD 480 i 4GB RAM to smartfony za 800-900 zł (typu OnePlus Nord N200), a nie blisko 3 razy tyle.

Podsumowując - Nokia potrafi zrobić dobry telefon, ale chyba nie chce

Patrząc na funkcję, które trafiły do Nokii XR20, widać wyraźnie, że producent wie, czego potrzebują użytkownicy. Głośniki stereo, wodoodporność, ładowanie bezprzewodowe, długie regularne wsparcie - to wszystko są super cechy. Dlaczego więc nie włożono ich do regularnej Nokii X10, by uczynić ją bardziej konkurencyjną? Zamiast tego włożono je do telefonu, który po pierwsze wycelowany jest w niszę, po drugie - w którym ze słabej specyfikacji zrobiono jeszcze słabszą (przypominam - SD 480/4G RAM) i finalnie przyklejono na to cenę, która zniechęci każdego, kto ewentualnie rozglądałby się za tego typu urządzeniem. Zarówno w kwestii wzmacnianych smartfonów, jak i przede wszystkim zwyczajnych jest dużo więcej tańszych i lepszych modeli. Nie wiem więc, kto zarządził taką strategię w Nokii, ale jeżeli marka potrzebowała znaku ostrzegawczego - to myślę, że ciężko o bardziej dobitny sygnał, że chyba coś jest nie tak.

Obudź się Nokio, proszę. Nie chcę, żebyś na własne życzenie poszła w kierunku, z którego LG już nie wróciło.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: