8

Nissan chce zmienić samochody i… miasta. Nie kupuję tego pomysłu

Jeszcze niedawno powtarzano, że koncerny motoryzacyjne mogą mieć problem, bo ociągają się z przestawianiem biznesu na nowe tory, z wprowadzaniem innowacji. Chodziło o odpowiedź na zmiany zachodzące w motoryzacji za sprawą korporacji technologicznych - np. Google. Branża jednak postanowiła zareagować i zepchnąć do kąta nowicjuszy. Co ciekawe, dzieje się to w skali globalnej, coś świeżego pokazują Amerykanie, Japończycy, Niemcy - wszystkie lub prawie wszystkie motoryzacyjne potęgi. Dobrze, że podjęli wysiłek, ale czasem idzie to chyba w niewłaściwą stronę - przykładem Nissan.

Zasilę dom z samochodu

Ponad rok temu brałem udział w prezentacji pojazdu Toyota Mirai. Zdaniem jednych, ślepa uliczka, zdaniem innych przyszłość: samochód zasilany wodorem. Ciekawym wątkiem pokazu było podłączenie samochodu do domowej sieci. Po co, skoro to maszyna zasilana wodorem, a nie tradycyjny elektryk? Po to, by zapewnić budynkowi źródło energii w przypadku jakichś problemów. Gdy wichura zerwie linie energetyczne, można się poratować baterią zaparkowaną w garażu. Nie brakowało osób, które już wtedy pytały „po co to?”. Twierdziły, że takie rozwiązanie nie ma sensu.

Jako stałe rozwiązanie, pewnie nie. Jednak w tym przypadku chodziło raczej o świadomość, że ma się w domu generator na kółkach. Samochód nie jest uzależniony od domowej czy nawet miejskiej sieci. Inną sprawą jest to, skąd brać wodór w domowych warunkach…

Nissan idzie krok dalej

Pokazy Toyoty przypomniałem sobie wczoraj, gdy oglądałem wizję przyszłości wg Nissana. Moim zdaniem, koncern za bardzo się rozpędził i chociaż w materiale można znaleźć ciekawe rozwiązania, które mogłyby (a nawet powinny) zostać wprowadzone, to nie brakuje też chybionych pomysłów. Najpierw polecam obejrzeć sam materiał.

Idea bezprzewodowego ładowania samochodów kusi. Powstają już rozwiązania, które mają to umożliwić, firmy proponują różne pomysły – jedne chcą ustawiać w garażu czy na pracowniczym parkingu bezprzewodowe ładowarki, inni idą krok dalej, chcą, by drogi produkowały energię elektryczną (za sprawą paneli słonecznych wkomponowanych w szosy) i przekazywały ją bezprzewodowo do jadących samochodów. Drugie rozwiązanie może i ciekawsze, ale z pewnością znacznie (!) trudniejsze w realizacji i bardziej kosztowne.

Pomysł Nissana, by samochody pojawiały się same tam, gdzie funkcjonuje bezprzewodowe ładowanie jest naprawdę dobry. Ludzie śpią, a miasto ładuje ich pojazdy. Nie trzeba szybko zmieniać wszystkich ulic – wystarczy dostosować jedną, kilka, pojazdy na nią przyjadą, podładują akumulatory i pojadą ustępując miejsca innym. Oczywiście im większe miasto, im więcej samochodów, tym więcej takich ulic potrzeba. Wymagane byłoby także przyspieszenie procesu ładowania – to nie mogłoby trwać pół nocy. Bariery są, ale podkreślę, że chodzi o sam pomysł: to ma sens.

Gorzej jest z zamienianiem samochodów w mobilne baterie, akumulatory, którymi można zasilać dom czy biuro. Po co? To zwyczajne utrudnianie sobie życia i jeśli Nissan proponuje taką przyszłość, to wypada podziękować. W filmie lektor informuje, że można wyeliminować z przestrzeni miejskiej parkingi i stacje benzynowe, zaadaptować te miejsca na tereny zielone, a jednocześnie samochody wpycha się do biur, w których… mogłyby powstać miejsca wypełnione zielenią.

Samochód jako mobilna bateria nie będzie wydajny. To podnosi koszty i może prowadzić do paraliżu miasta. Domy i biura powinny posiadać własne źródła energii i np. akumulatory na ścianach, powinny być dalej podłączone do sieci, bo to zwyczajnie łatwiejsze i lepsze. Nie ma sensu wprowadzać zmian tylko po to, by były. Ktoś stwierdzi, że to tylko wizja, więc nie ma co narzekać – Nissan i tak tego nie wprowadzi. Zwłaszcza, że sam niewiele tu może. Zgoda. Ale jeżeli już sam pomysł ma wady, to po co go prezentować i przekonywać, że to fascynujące miasto przyszłości?

Toyota też eksperymentuje z łączeniem domu i samochodu, ale w tej wizji nie utrudnia ludziom życia. Główny nacisk i tak kładzie na samochód, jego funkcjonowanie jako pojazdu, a nie jego rolę jako magazynu energii.

Na koniec warto zwrócić uwagę na to, że Nissan nie ucieka od wizji elektrycznej motoryzacji – stwierdza wprost, że to przyszłość, a skoro w ten sposób do tematu podchodzą koncerny, to branża powinna zacząć się szybciej zmieniać.