Biznes

Nintendo się rozbrykało, akcjonariusze solidnie zarobili

MS
Maciej Sikorski
1

Wtorek przyniósł nam prawdziwą petardę na rynku cyfrowej rozrywki: Nintendo poinformowało, że dostarczy gry na smartfony i tablety. Niektórzy analitycy, akcjonariusze i fani firmy stwierdzili pewnie, że piekło zamarzło. Ta informacja wywołała wśród inwestorów istną euforię - akcje japońskiej legendy...

Wtorek przyniósł nam prawdziwą petardę na rynku cyfrowej rozrywki: Nintendo poinformowało, że dostarczy gry na smartfony i tablety. Niektórzy analitycy, akcjonariusze i fani firmy stwierdzili pewnie, że piekło zamarzło. Ta informacja wywołała wśród inwestorów istną euforię - akcje japońskiej legendy poważnie podrożały, jej gwiazda znowu rozbłysła.

Niektórzy Czytelnicy nie wiedzą pewnie, co wydarzyło się parę dni temu, więc odsyłam do tekstu Pawła, jednocześnie zacytuję krótki fragment:

Miliony graczy na całym świecie przecierają właśnie oczy ze zdziwienia, bo wydarzyło się coś, czego chyba nie spodziewał się nikt. Japońskie Nintendo ogłosiło właśnie, że zacznie tworzyć gry na smartfony i tablety, wykorzystując własne marki. Nie mają to być jednak porty wydanych już konsolowych gier, ale zupełnie nowe produkcje. Czeka nas zalew lepszych lub gorszych mobilnych produkcji z Mario, Linkiem lub Donkey Kongiem? Na to wygląda.

Taki ruch branżowi eksperci doradzali Nintendo od dawna, akcjonariusze modlili się natomiast, by decydenci firmy wysłuchali tych wskazówek i sięgnęli po pieniądze leżące na rynku gier mobilnych. To grube miliardy dolarów, a Nintendo miałoby szansę zgarnąć sporą część tej sumy - w braciach Mario czy Pokemonach drzemie wymagana moc. Cytowany przez Pawła Krzysztof „Kaxi” Janicki wspominał, że ta decyzja pomoże Nintendo finansowo. Na jakie zyski z nowego źródła może liczyć azjatycka legenda? Z odpowiedzią na to pytanie musimy się wstrzymać. Wiadomo już jednak, że swoje zarobili akcjonariusze korporacji.

Ostatnie dwa dni były dla Nintendo brawurową wspinaczką na giełdzie. Najpierw cena akcji wzrosła o 27% i miało to związek bezpośrednio z przywołaną decyzją. Wczoraj natomiast bank inwestycyjny Jefferies podniósł rekomendację dla Nintendo do kupuj. Inwestorzy szybko zareagowali i cena akcji znowu wzrosła o ponad 20%. We wtorek, 16 marca za jedną akcję płacono ponad 14 dolarów, wczoraj już blisko 23 dolary. Możliwe, że nie jest to koniec wzrostów, docelowo akcje wyceniane są na ponad 30 dolarów.

Po dwóch dniach wzrostów kapitalizacja Nintendo wyniosła ponad 20 mld dolarów. Z jednej strony, olbrzymia suma właściwa dla poważnych graczy z biznesu IT (ale nie tych największych), z drugiej strony, warto porównać to z wycenami niektórych startupów - Snapchat, o którym pisałem w ubiegłym tygodniu szybko zbliża się do wyceny na poziomie 20 mld dolarów. Ten poziom przebiły już firmy Uber czy Xiaomi i to o 100%. Widać zatem, że historia, legenda i osiągnięcia z przeszłości niewiele znaczą na rynku i giełdzie.

Nintendo to bez wątpienia jedna z gwiazd bieżącego tygodnia - kolejny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Poważnie zmienia się w ostatnich kwartałach Microsoft, firma z Redmond nie jest już osamotniona na polu radykalnych decyzji. Zakładam, że w obu przypadkach zmiany przyniosą pozytywne skutki.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

giełdaNintendo