6

Jeżeli macie obejrzeć serial kryminalny, niech będzie to „Niewiarygodne” – ta historia wydarzyła się naprawdę

Ostatnio dużo uwagi poświęca się serialom Netflixa, których jakość regularnie spada. Ale przy takim nagromadzeniu treści nie jest o to specjalnie trudno. Co jakiś czas jednak pojawiają się perełki, obok których nie mogę przejść obojętnie. Historię przedstawioną w serialu Niewiarygodne znałem już wcześniej. Jest przerażająca, ale faktycznie miała ona miejsce — i to raptem kilka lat temu. Lojalnie zatem uprzedzam, że przypatrywałem się serii z perspektywy osoby która wcześniej przeczytała na jej temat artykuły takie jak ten, wiele pomniejszych, a także przysłuchiwała się na jej temat w podcastach.

Gwałty, fałszywe oskarżenia i historia mrożąca krew w żyłach

Serial zalicza bardzo mocne otwarcie — jego początek skupia się na opowieści o gwałcie na 18-letniej dziewczynie, której dotychczasowe życie nie rozpieszczało. Jej oprawca był jednak na tyle przygotowany i skrupulatny w swoim działaniu (a policja: niewiarygodnie leniwa), że osoby które powinny stać na straży prawa i pomóc ofierze — okazały się kolejnymi oprawcami. Wątpiąc w jej historię, zarzucając jej kłamstwo, wymuszając na niej przyznanie się do składania fałszywych zeznań. Wszystkie te wydarzenia odbiły się szerokim echem w życiu Marie: w niewielkiej społeczności gdzie każdy zna każdego była stygmatyzowana, miała problemy z pracą i odnalezieniem się w tamtejszym społeczeństwie. O tragicznej walce z systemem który na każdym kroku ją upokarzał i dokładał kolejnych zmartwień nawet nie wspomnę.

I choć losy Marie cały czas obserwujemy, dalsze odcinki na pierwszym miejscu stawiają śledztwo w sprawie serii gwałtów dokonanych w innej części kraju. Wszystkie one są do siebie bliźniaczo podobne, co pozwala założyć, że mowa o jednym sprawcy. Agentki Karen Duvall oraz Grace Rasmussen łączą siły, by go odnaleźć — i choć przez pedantyzm oprawcy nie jest to łatwa sprawa, duet się nie poddaje i upatruje nadziei nawet w najdrobniejszych szczegółach i popełnianych przez niego błędów. Dzięki szacunkowi do poszkodowanych i regularnemu budowaniu zaufania, udaje im się regularnie zdobywać coraz więcej informacji, a ostatecznie łączyć strzępki informacji w konkrety, które mają szansę doprowadzić do poszukiwanego przestępcy.

Napięcie, którego zabrakło

Jak wspomniałem na wstępie — historię, podobnie jak jej finał, znalem już wcześniej. Nie ważne z jakich zabiegów skorzystaliby twórcy, raczej nie mieliby szans utrzymać mnie w charakterystycznym dla kryminałów napięciu do samego końca. Mimo wszystko rozpoczęcie było na tyle mocne, że trudno było mi się od niego oderwać — a wcielająca w rolę młodej ofiary Kaitlyn Dever wypadła niesamowicie wiarygodnie, mimo tak trudnej roli. Im dalej w las, tym pewne elementy wydawały się coraz bardziej naciągane, rozmyte, naiwne i przegadane — ale takie już prawo seriali, które mają trafić w gusta szerszego grona osób. Patos i tłumaczenia wydały mi się zbędne, przez co Niewiarygodne zaczął odpływać od ideału. Ale jako że mowa o zamkniętej historii liczącej sobie osiem odcinków — udało mu się utrzymać w lidze solidnych serii. Najgorsze jest zdanie sobie sprawy z tego, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Niewiarygodne, a jednak.