135

Niedługo w żadnym pudełku ze smartfonem nie będzie ładowarki. Czemu dajemy się tak „robić” producentom?

Niektórzy cicho liczyli na to, że brak ładowarki w nowych iPhonach 12 sprawi, że telefony będą tańsze. Takie myślenie było jak najbardziej logiczne, w końcu zestaw został pozbawiony jednego elementu, więc jego koszt powinien być mniejszy. Nie jest.

Pamiętacie zamieszanie wokół plotek dotyczących braku kostki ładującej (czy jak wolicie – ładowarki) w pudełkach z iPhone 12? Okazały się prawdą, Apple na swojej konferencji ubrało to zgodnie z oczekiwaniami w bloczek dotyczący ochrony środowiska. I ja jak najbardziej jestem za ochroną środowiska, ale kiedy czytam, że koszt naprawy słuchawek AirPods jest 2x większy niż kupno nowych – to mi się te opowieści o ochronie środowiska kompletnie nie spinają. Liczyliśmy też na to, że skoro z pudełka znika ładowarka, to smartfon będzie choć minimalnie tańszy.

Ale nie jest minimalnie tańszy, choć to też zależy od konkretnego modelu. iPhone 12 jest o 600 złotych droższy od iPhone 11). Trudno jednak porównywać jeden do jednego poszczególne modele, choćby przez obecność 5G, co teoretycznie zwiększa cenę. Jednak rachunek jest prosty – zniknął element pudełka obecny w nim od zawsze, nie odbiło się to pozytywnie na cenie smartfona. Daliśmy się więc „zrobić w bambuko” i mamy dostosować się do sugestii, że przecież posiadamy już ładowarki w domu. No posiadamy, ale skoro w pudełku jej nie ma, to cena powinna być niższa niż rok temu. Dla mnie to prosta i logiczna kalkulacja.

To nie jest oczywiście pierwszy raz kiedy daliśmy się tak zrobić. Pamiętacie jak kiedyś każdy smartfon miał w pudełku przewodowe słuchawki? Na ogół nie dało się z nich wiele wyciągnąć, ale były jednak elementem zestawu. Akurat mam aktualnie w domu kilka testowych smartfonów, więc kładę właśnie przed sobą pudełka i sprawdzam:

  • Moto G9 Plus – brak słuchawek
  • Oppo Reno 4 Pro – są słuchawki
  • Xiaomi Mi Note 10 Lite – brak słuchawek
  • Samsung Galaxy S20FE – brak słuchawek
  • Samsung Galaxy M51 – są słuchawki

Pamiętam, jak kiedyś Xiaomi w modelu Mi Mix 3 dodawało do pudełka szybką ładowarkę indukcyjną – niestety temat został zarzucony, a moje nadzieje na ulepszanie zawartości zestawów startowych upadły tak samo szybko jak powstały.

Po co dawać jak można zarabiać? No właśnie – zauważyliście, że teraz prawie każdy producent smartfonów ma lub chce mieć swoje własne słuchawki? Najlepiej bezprzewodowe, dokładnie takie jak AirPodsy, czyli samodzielne, niepołączone kablem. Małe, poręczne, takie codzienne. Ale nie dodaje ich do pudełek, sprzedaje oddzielnie – wiadomo, są za drogie, więc im się nie opłaca. A skoro w pudełku ze smartfonem nie ma żadnych słuchawek, to trzeba jakieś kupić, więc interes się kręci.

Czy decyzja Apple o tym żeby nie dodawać do zestawu ładowarki wpłynie na rynek? Oczywiście – niby nigdy nie dodawali oni świetnych ładowarek, a raczej zwykłe, powolne kostki – ale jednak sygnał jest. Za chwilę nowe iPhony 12 będą wykręcać świetne wyniki sprzedaży i reszta producentów zacznie kopiować ich podejście tak, jak kiedyś kopiowała notcha, czyli wcięcie w ekranie. Szczególnie, że teraz jest moda na szybkie ładowanie, więc w pudełkach chińskich smartfonów można znaleźć duże, mocne ładowarki. Ich brak to brak kosztu, ceny nikt nie obniży, więc producenci będą trochę do przodu na każdej sztuce. Chciałbym się mylić, ale zobaczycie, że niedługo jakiś kolejny smartfon nie dostanie w pudełku ładowarki, a firma obróci to w opowieść o ratowaniu środowiska naturalnego. No bo przecież zwykłą ładowarkę mamy w domu, bardziej wypasioną można dokupić. Idąc tym tropem, nie potrzebujemy też przewodu, bo po domu walają się kable USB-C.

Oczywiście możemy głosować portfelami i dokładnie to robimy, ale pokażcie mi jedną osobę, która nie kupi iPhone 12 tylko dlatego, że w pudełku nie ma ładowarki. Jeśli nawet jest ktoś taki, to można go traktować jako błąd statystyczny.

Dajemy się „robić” producentom sprzętów koncertowo, innym przykładem jest usuwanie złącza mini-jack 3,5 mm. Było ogromne zamieszanie, marudzenie, a smartfony bez mini-jacka i tak świetnie się sprzedawały, a użytkownicy musieli się dostosować – albo niewygodną przejściówką, która lubiła się odpinać i gubić, albo przechodząc na bezprzewodówki. A te korzystały z nowej mody i trendu, sprzedając się coraz lepiej. Ja akurat szybko przeszedłem na brak kabli w słuchawkach i od wielu lat nie wyobrażam sobie powrotu, ale ci którzy tego nie planowali, musieli ostatecznie ustąpić lub dostosować się do wspomnianych przejściówek.

Niektórzy producenci na swoich konferencjach opowiadają o tym, jak słuchają głosów fanów marki i dodają to, czego potrzebujemy najbardziej. Owszem, wybiórczo – a najlepiej wtedy kiedy takie „życzenie fanów” wpisuje się akurat w pomysł i politykę firmy. W przeciwnym wypadku mają te opinie w nosie i robią to, co chcą. A my, klienci, musimy się dostosować. No bo jak można z tym walczyć?

Nie da się.