68

Nie potrzebuję co kilka miesięcy nowego urządzenia za parę tysięcy złotych. Ty pewnie też nie

Lubię nowinki techniczne, jestem w stanie nawet przyznać że w niektórych aspektach jestem gadżeciarzem. Ale patrząc na ceny współczesnych urządzeń uważam, że świat jednak odrobinę zwariował. I wcale nie dziwią mnie wielkie oczy ludzi, którzy patrzą na najświeższe

Pracując na AntyApps, a od jakiegoś czasu też na AntyWebie, żyję w czymś co ładnie określa się mianem „bańki”. Zarówno wy, Czytelnicy, jak i ja sam, staram się korzystać z urządzeń z wyższej półki. Tych „lepszych” i cieszących się opinią niezawodnych. Lubimy współczesne technologie, więc staramy się jak możemy być na bieżąco. Ale jednak to nie najnowsze telefony z serii Samsung Galaxy, Macbooki Pro, iPhone’y czy wyższej klasy Surface są urządzeniami, które goszczą w domach i kieszeniach większości. A przynajmniej nie tych tutaj, lokalnych. Stanowią one jakiś procent urządzeń, oczywiście, jednak lwia część napotykanych przeze mnie ludzi korzysta albo ze sprzętów starszych, albo — po prostu — ze średniej bądź niższej półki. Bo po co przepłacać, skoro na ich potrzeby są one w pełni wystarczające. Nawet takie, które swoją premierę miały już kilka lat temu…

Dla kogo?

I szczerze — ani trochę mnie to nie dziwi. Jeszcze kilka lat temu zależało mi by być zawsze na bieżąco. Uaktualniać sprzęty przy każdej nadarzającej się okazji. Oparcie się jakiejkolwiek dobrej promocji graniczyło z cudem — teraz przechodzę obok nich bez mrugnięcia okiem. I może właśnie to sprawia, że ilekroć nie wchodzę na strony polskich dystrybutorów rozważając aktualizację — widząc kwoty rzędu 4000 złotych za najtańszą wersję telefonu łapię się za głowę. Przy każdej zapowiedzi widzę te ceny w dolarach i robią wtedy znacznie mniejsze wrażenie, niż w złotówkach. Z większą liczbą zer. Bo wtedy dociera do mnie, że to naprawdę bardzo dużo pieniędzy — a to, jakkolwiek byśmy nie chcieli go bronić, tylko telefon. Nawet jeżeli wielu z nas korzysta z nich częściej niż z innych urządzeń, to kolejna rewolucja opierająca się o więcej RAMu, lepszą matrycę aparatu czy nowszy procesor nie jest aż takim przełomem. Nie sprawia, że nasz obecny smartfon staje się bezużytecznym i z dnia na dzień przestanie działać. Nawet my, kochający nowinki, jesteśmy się w stanie bez nich obyć — szczególnie gdy widzimy ceny starszego modelu, który po kilku miesiącach na rynku jest o połowę tańszy. A skoro my możemy się obyć, to i cała reszta spokojnie da sobie radę.

Nie tylko telefonów nie musimy co rusz wymieniać

Podobnie zresztą rzecz ma się z komputerem, który jest narzędziem mojej codziennej pracy. Bardzo cenię sobie komfort który zapewnia macOS, dlatego prawdopodobnie bardzo trudno byłoby mi się z nim rozstać na dłużej. Obecny model urządzenia kupiłem parę dobrych lat temu. I po małej aktualizacji (więcej RAMu, dysk SSD) wciąż nie mam z nim właściwie żadnych problemów. Bateria nie działa już tak dobrze jak na początku, ale specjalnie nie narzekam. Szczególnie gdy spoglądam na ceny najświeższych komputerów Apple. Owszem, cenię te urządzenia za wiele rzeczy. Ale kiedy widzę że po dodaniu 8GB ramu do konfiguracji końcowej w koszyku widnieje kwota o 1000zł większa czuję, że sprzęt który mam teraz jeszcze mi chwilę posłuży. Bo nawet kiedy chcę przeprosić się z Windowsem, to ceny tamtejszych urządzeń z wyższej półki które by mnie satysfakcjonowały także nie napawają optymizmem. Okazuje się, że są porównywalne, a nawet… wyższe! No ale Tomasz pisał ostatnio, że na komputerach nie ma co oszczędzać — i ja się z nim w stu procentach zgadzam.

Komputer za dziesięć tysięcy złotych czy telefony za połowę tej kwoty to nie jest coś niezwykłego. Takich urządzeń z każdym rokiem na rynku przybywa. I kiedy jeszcze parę lat temu flagowe smartfony kosztowały około 2-2,5 tysięcy — mówiliśmy że to przesada. Co kilka miesięcy kolejna korporacja przedstawia nam produkt i próbuje wmawiać, że potrzebujemy aktualizacji. Problem polega na tym, że większość z nas, nawet tych zafascynowanych technologiami, jej nie potrzebuje tak szybko. O tym wszyscy ważni CEO zapominają wspomnieć, kiedy prezentują nam następcę kultowego urządzenia. Takiego bez którego, według nich samych, nie mogliśmy się obejść jeszcze parę miesięcy temu. I co, teraz już nagle wszystkie rewolucje z nim związane znikają?

Zdradzę wam sekret — nie, nie znikają. Wciąż dobrze działają i jeszcze przez dłuższą chwilę się to nie zmieni.