Moje przemyślenia

Nie podoba mi się postępowanie Apple'a w związku z aferą wokół Książki adresowej

MM
Michał Majchrzycki
11

Trzeba było niestety kilku wydarzeń i medialnego szumu, aby Apple zainteresował się sprawą. Firma dopiero teraz, po ponad tygodniu milczenia, postanowiła odpowiedzieć na problem z wyciekami danych z prywatnych Książek adresowych użytkowników iPhone’ów i iPadów. Lepiej późno niż wcale, chciałoby się...

Trzeba było niestety kilku wydarzeń i medialnego szumu, aby Apple zainteresował się sprawą. Firma dopiero teraz, po ponad tygodniu milczenia, postanowiła odpowiedzieć na problem z wyciekami danych z prywatnych Książek adresowych użytkowników iPhone’ów i iPadów. Lepiej późno niż wcale, chciałoby się powiedzieć. Właśnie nie - moim zdaniem Apple powinien już dawno zareagować i wyeliminować błąd.

To nie pierwszy raz, kiedy firma z Cupertino każde czekać użytkownikom, aż zareaguje na dany problem. Podobnie było na przykład z aferą wokół geolokalizacji czy słynną i w dużej mierze przesadzoną tzw. Antenna-Gate. Teraz też trochę potrwało, zanim producent iPada postanowił zająć się problemem z Książką adresową.

Jeżeli śledziliście wiadomości wiecie, o co poszło. Najpierw wyszło na jaw, że Path, a potem inni twórcy aplikacji na iOS (Twitter, Yelp, Foursquare) bez wiedzy użytkowników mają dostęp do ich Książek adresowych. Prywatne dane dotyczące kontaktów (numery telefonów, adresy, e-mail) były pobierane na serwery firm i wykorzystywane do związanych z aplikacjami usług. Niekoniecznie w niecnych celach, ale niesmak pozostaje.

Początkowo wina za taki stan rzeczy spadła na twórców aplikacji. Później jednak zaczęły pojawiać się głosy, że również Apple powinien dostać reprymendę. Firma, która pozwala właściwie bez żadnych konsekwencji korzystać z naszych prywatnych danych - nawet w dobrym celu - zasługuje co najmniej na ostrą krytykę. To, że twórcy aplikacji wykorzystują luki w oprogramowaniu do swoich celów jest moim zdaniem łatwiejsze do zrozumienia, niż dopuszczanie do takich procederów ze strony twórcy systemu.

Przypuszczam, że wkrótce w tej sprawie pojawi się kilka pozwów w sądzie. Tymczasem Apple przyznał, że jego dotychczasowe traktowanie Książek adresowych użytkowników iOS było co najmniej frasobliwe. Firma zapowiedziała też, że wkrótce aplikacje będą musiały prosić użytkownika o pozwolenie na korzystanie z jego prywatnych danych.

Co mnie najbardziej niepokoi to fakt, że tego typu rzeczy wychodzą często zupełnie przypadkowo. Podobnie było z aferą dotyczącą geolokalizacji w iPhone’ach. O tym, że Apple gromadzi na nasz temat informacje dowiedzieliśmy się dopiero dzięki pasjonatom, którzy postanowili sprawdzić, jak to naprawdę jest z danymi użytkowników iOS.

Ciekawe, ile jeszcze takich „smaczków” ukrywa firma z Cupertino? A także, ile jest wykorzystywanych przez firmy trzecie? Zresztą, nie tylko Apple ukrywa przed nami niewygodne dla siebie fakty. Podobne problemy pojawiają się również w oprogramowaniu konkurencji - położenie użytkowników smartfonów (Android i Windows Phone) śledzili również Google czy Microsoft.

Najgorsze, że wielkie firmy przyznają się do tego typu praktyk dopiero w momencie, gdy zostają przyłapane na gorącym uczynku. To co Apple powinien już dawno zrobić i co po prostu jest jego obowiązkiem - czyli ochrona danych swoich klientów - firma zaczęła wykonywać dopiero, kiedy sprawa wyszła na jaw.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu