38

Nie oszukujmy się. Dla większości o wyborze telewizora decyduje rozmiar i cena

Od kiedy tylko pamiętam jestem miłośnikiem nowoczesnych technologii. Kiedyś zaczytywałem się o nich w magazynach, później w internecie, a teraz mam to szczęście, że mam przyjemność obcować z nimi na co dzień. Lata lecą, z niedowierzaniem patrzę na wszystkie rynkowe nowości. I prawda jest taka, że wielu moich przyjaciół również.

Ale nie mam złudzeń: żyję w bańce ludzi zajaranych technologiami. Jesteśmy tą grupą, dla których niuanse mają znaczenie — i jeżeli tylko jest taka możliwość, potrafimy dopłacić do elektroniki by była dla nas w pełni satysfakcjonująca. Wiemy że OLED to nie QLED, a przy tym mam wrażenie, że coraz rzadziej kwestionujemy (niekiedy skandalicznie wysokie) ceny urządzeń. Rozumiemy co się na nie składa, dlaczego mimo że są na rynku telewizory za 1500 złotych, my chcemy akurat ten za który trzeba zapłacić wielokrotność tej kwoty. Możemy przerzucać się specyfikacjami, najprawdziwszymi czerniami i najlepszym HDRem. Możemy dyskutować o tym który system w TV jest lepszy, bezpieczniejszy, jak wypadają kąty widzenia, pokrycie kolrów albo pilot od którego producenta nam najbardziej odpowiada. Ale nie mam złudzeń. To my, banda zajawkowiczów. Zwykłego Kowalskiego, który przecież korzysta z telewizora regularnie i nie wyobraża sobie go nie mieć w domu, to nie interesuje.

To żadne profesjonalne badanie, nie mam super próby, ale też nie mam złudzeń. Zawsze staram się podejmować tematy technologiczne z ludźmi którzy są z nią dość na bakier. Lubię rozmawiać o ich smartfonach (najczęściej słyszę, że już mieli tę firmę, byli zadowoleni z produktu, a ten był w ofercie ich operatora w świetnej cenie), komputerach (te, jak wszyscy, wymieniają coraz rzadziej) i innych gadżetach. Ostatnio miałem okazję sporo pogadać o telewizorach i… nawet nie będę ukrywał, że byłem zaskoczony. Dla większości najważniejszym wyznacznikiem okazała się cena sprzętu i wielkość ekranu. A że teraz coraz łatwiej kupić naprawdę duże TV w stosunkowo niskiej cenie (70″ można zgarnąć nawet za 3000 złotych!), ludzie chętnie z tego korzystają. Dużo więcej na ich temat powiedzieć może i nie potrafią, ale na pytanie czy są zadowoleni – regularnie słyszę odpowiedź twierdzącą. I bardzo mnie to cieszy, bo uważam że to fajnie jest być zadowolonym z nowej zabawki na którą wydaje się ciężko zarobione pieniądze.

To fajnie w gronie zajawkowiczów sobie podyskutować na temat nowych modeli. Fajnie że na rynku jest taki wybór, bo to żadna tajemnica że każdy ma swoich ulubieńców. Każdy też ogląda w innych warunkach — zwraca więc uwagę na inne rzeczy. Jedni wolą te jaśniejsze, inni te z perfekcyjnymi czerniami, a jeszcze inni nie wyobrażają sobie już oglądania TV bez dedykowanego oświetlenia współgrającego z tym co dzieje się na ekranie. I fajnie, ale przy tych wszystkich dyskusjach warto pamiętać, że absolutnie nie jest to standard. Bo większość wybierze przede wszystkim ten sprzęt który mieści się w ich budżecie tu i teraz — nie za kilka miesięcy, jak jeszcze trochę odłożą. Specyfikacje techniczne, producenci, jakość i inne takie rzeczy o które w dyskusjach potrafimy skakać sobie do gardeł schodzą na dalszy plan. Ale skoro są z nich zadowoleni, to nie robi to najmniejszej różnicy. Nie każdy musi mieć doskonałe kąty, fenomenalny HDR i OLEDa – i warto o tym pamiętać. Fajnie że jest taki wybór i każdy może być zadowolony.