47

Nie martwmy się o to, że Internet odbiera nam prywatność. Prawdziwy złodziej to… rząd

Jeden powie, że sami jesteśmy sobie winni, że o prywatności w Internecie można mówić w kategorii mitu. Drudzy powiedzą, że to wina Facebooka, Twittera, Microsoftu, Google i Bóg jeden wie kogo jeszcze. Wszyscy ci, którzy gromadzą dane, dysponują nimi są zaliczani do kategorii złodziei tychże. Ale owym "łańcuchem pokarmowym" trzęsie kto inny. Rząd nie uznaje żadnych świętości, jeżeli chodzi o realizację swoich interesów. Dostęp do informacji jest dla niego na tyle kuszący, że nie wzbrania się przed krokami co najmniej kontrowersyjnymi.

Jeden powie, że sami jesteśmy sobie winni, że o prywatności w Internecie można mówić w kategorii mitu. Drudzy powiedzą, że to wina Facebooka, Twittera, Microsoftu, Google i Bóg jeden wie kogo jeszcze. Wszyscy ci, którzy gromadzą dane, dysponują nimi są zaliczani do kategorii złodziei tychże. Ale owym „łańcuchem pokarmowym” trzęsie kto inny. Rząd nie uznaje żadnych świętości, jeżeli chodzi o realizację swoich interesów. Dostęp do informacji jest dla niego na tyle kuszący, że nie wzbrania się przed krokami co najmniej kontrowersyjnymi.

Internet to tylko narzędzie. Informacja to waluta. Prywatność nie istnieje, chyba że…

Świetnie, że zadajemy sobie pytania o prywatność. Cudownie, że zdajemy sobie sprawę z tego, ile danych sami z siebie przekazujemy… w sumie nie wiemy komu je przekazujemy. Dobrze, że potrafimy mieć własną opinię w tym temacie, gorzej jednak definiujemy winnego. Internet to narzędzie, a informacja to waluta dla usług, które muszą się z czegoś utrzymać. Gorzej, gdy ktoś bezczelnie po tę walutę sięga w mało uzasadnionych przypadkach. Jestem w stanie zrozumieć żądania służb, gdy chodzi o bezpieczeństwo obywateli. Nie rozumiem jednak celowej, podstępnej inwigilacji. Nie toleruję wywierania nacisków.

Niedawno pisaliśmy dla Was o Apple i aferze związanej z odmową współpracy giganta z FBI. Został wydany wyrok sądu nakazujący Apple umieszczenie… tylnej furty w oprogramowaniu pozwalającej na uzyskanie dostępu do iPhone’ów. Gdyby chodziło o ścisłą współpracę w jednym, konkretnym przypadku – ok. Apple nie chce dać narzędzia służbom, które pozwoli na hulanie wśród danych samopas. Swoich klientów trzeba chronić, nawet jeżeli mamy do czynienia również z pewnym zagraniem marketingowym. Fajnie być firmą, która dba o prywatność. No i dobrze zawczasu poinformować o tym, że FBI dobiera się do urządzeń, niż narazić się na to, że informacja kiedyś wycieknie, a w stronę Cupertino polecą kubły z pomyjami.

W Polsce mamy naszą „ustawę inwigilacyjną”, o której szerzej pisaliśmy tutaj. Za Apple stanęły inne firmy, które owszem – mają interes w tym, by poprawić swój poszarpany przez turbulencje z prywatnością wizerunek. Ale bierzmy pod uwagę to, że to właśnie służby przeginają. Backdoor w urządzeniach „by żyło się lepiej”? Podsłuchiwanie rozmów telefonicznych? Inwigilacja permanentna w imię gwarancji stabilności obowiązującego systemu? Orwell po drugiej Wojnie Światowej napisał „Rok 1984” jako przestroga przed takimi praktykami. Nie miała to być instrukcja obsługi (tak, wiem – przypisuje mu się podobny cytat, ale nie mogę się doszukać wiarygodnego potwierdzenia tego faktu). Tymczasem wracając do orwellowskiego dzieła mam wrażenie, że ktoś się aż za bardzo wciągnął w tę lekturę i uznał, że taka wizja świata jest dobra. Dobra, słuszna i potrzebna.

Wysoki rangą pracownik Facebooka w pace – bo nie chciał oddać danych z WhatsAppa

Prawomocny wyrok, który zapadł w sprawie konieczności oddania przez Facebooka danych z usługi WhatsApp odpowiednim służbom w Brazylii został zignorowany. Chodziło o szczytny cel – przekazanie danych mogących pomóc w walce z przestępczością zorganizowaną. Efektem braku współpracy było aresztowanie Diego Dzorana, wiceszefa Facebooka na Amerykę Łacińską. Jak wyglądają tłumaczenia WhatsAppa? „Nie możemy oddać danych, których… nie mamy”. Ekipa WhatsAppa nie zgadza się z tą decyzją i wyjaśnia, iż współpracowała ze służbami tak mocno, jak się tylko dało. Na pełne przekazanie danych nie można było sobie pozwolić ze względu na specyfikę komunikatora. Wiadomości są po prostu niedostępne dla nikogo. I basta.

Dziennikarze z całego świata poczęli zastanawiać się, o co chodzi z aresztowaniem. WhatsApp’owi wypada wierzyć na słowo – nie mają danych, nie mogą ich dać. Służby nie mogą być aż tak głupie, by tego nie zrozumieć. Dzorana okrzyknięto technologicznym więźniem politycznym walczącym o prywatność, którego aresztowanie to bezczelna próba nacisku na usługodawcę, który będzie mieć do wyboru – gromadzić dane i funkcjonować w Brazylii, lub wynieść się pod groźbą jeszcze większych represji ze strony władz.

Mimo tego, że ta ekstremalna teoria na temat zatrzymania Dzorana zahacza o wymyślną teorię spiskową, to jednak daje do myślenia. Warto zastanowić się, na ile my, na ile Internet, Facebook, Twitter i wszyscy święci świata technologii są winni za obecny stan rzeczy. Sięgnijmy dalej i pomyślmy – jesteśmy na tym świecie. Wmawia nam się od młodego grzdyla: „żyjesz w wolnym kraju, w wolnym świecie, nie dotyka cię wojna, głód, prześladowanie”. A wiadomo, co dzieje się za kurtyną niedostępną dla zwykłego śmiertelnika? Nie wszyscy się nad tym zastanawiają, bo… nie muszą. Żyją w wolnym kraju, bez głodu, wojen, prześladowań. A może jest nam po prostu za dobrze?

Grafika: 1, 2, 3