Tablet idealny. Czy takie coś istnieje? Jak musiałby taki sprzęt wyglądać? Jakie materiały powinny zostać użyte do jego produkcji? Jaka moc musiałby drzemać w jego trzewiach? Jaki system powinien robić z niej właściwy użytek? I wreszcie… Czy nowy Nexus 7 jest tabletem idealnym? Wg wszelkich badań i obserwacji, jeśli użytkownicy widzą dłuższy tekst to nie […]

Tablet idealny. Czy takie coś istnieje? Jak musiałby taki sprzęt wyglądać? Jakie materiały powinny zostać użyte do jego produkcji? Jaka moc musiałby drzemać w jego trzewiach? Jaki system powinien robić z niej właściwy użytek? I wreszcie… Czy nowy Nexus 7 jest tabletem idealnym?

Wg wszelkich badań i obserwacji, jeśli użytkownicy widzą dłuższy tekst to nie czytają go w całości, a bardziej na wyrywki. A już w ogóle najczęściej zwracają uwagę tylko na wstęp i ewentualnie zakończenie. Dlatego tez nie chciałbym Was trzymać zbyt długo w niepewności…

Z pierwszych wrażeń po prezentacji Nexusa podczas polskiej premiery w Złotych Tarasach, niewątpliwie wyłaniał się obraz tabletu bez skazy, dopieszczonego niemal w najdrobniejszych detalach i na dodatek atrakcyjnego cenowo. Można więc było pomyśleć, że Google wraz z Asusem doszli do perfekcji w tym co robią. Jednak…

Nowy Nexus 7 nie jest tabletem idealnym. Do doskonałości brakuje mu dosłownie kilku milimetrów

i ostatecznego szlifu, który mam nadzieję dokona się w trzeciej wersji. Jednak obecnie tablet zdecydowanie zagarnia dla siebie pierwsze miejsce na rynku.

Po napisaniu tego wstępu uśmiechnąłem się nieco do siebie, gdyż zdałem sobie sprawę, że właściwie wszystko zostało już napisane i Ty, czytelniku wiesz, że szczerze polecam Ci kupno Nexusa, jednak w dalszej części tekstu postaram się jeszcze przybliżyć Ci szczegóły tego jak prezentuje się najnowsze dziecko mariażu Google i Asusa.

Ciężko jest jednak pisać recenzję sprzętu, których tyle podobnych egzemplarzy trzymało się już w rękach i nie popadać w schematyzm. Bowiem nowy Nexus 7 nie wymyśla na nowo gałęzi produktów i nie tworzy dla siebie niszy, jak np. w 2010 roku zrobił to iPad. Nie…

Nexus po prostu robi to samo, co inni, tylko, że lepiej od nich.

Śmiem twierdzić wręcz, że najlepiej.

Takie wrażenie od razu tworzy wokół siebie po wyjęciu z pudełka. Ci, którzy na bieżąco śledzą moje wpisy, wiedzą, że nie jestem fanem aluminiowych obudów. Niby telefon czy tablet wygląda w nich pewniej, ale szczerze mówiąc jest to tylko złudzenie, które rozpływa się w momencie przypadkowego upuszczenia urządzenia na podłogę.

Plastik jest w tej sytuacji mniej podatny na uszkodzenia, a także dzięki jego zastosowaniu produkty są lżejsze. A nowy Nexus waży tylko 290 gramów, co jest jednym z najniższych wyników w tym segmencie.













Tablet jak już przystało na swoja linię, jest doskonale spasowany i nic w nim nie trzeszczy pod naciskiem naszych dłoni. Dodatkowego szlifu nadaje mu gumowe pokrycie plecków. Dzięki niemu Nexusa doskonale trzyma się w dłoni. Ma na to wpływ także zmniejszenie jego szerokości i zwiększenie wysokości.

Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej…

Już wcześniej trochę denerwowała mnie

mała ilość powierzchni roboczej w porównaniu do całości urządzenia.

Rozumiem, że dzięki temu pewniej trzyma się go w pozycji horyzontalnej i tak faktycznie jest, bo nigdy nie martwiłem się, że coś przypadkowo wcisnę. Jednak, gdy przewróciłem go do pionu, to górna i dolna ramka zaczęła kłuć mnie w oczy. Wrażenie to niestety pogłębia jeszcze, cały czas obecna belka z przyciskami Back, Home i Tabs. Cała czarna i minimalistycznymi białymi kształtami, zabierająca dla siebie bezcenne piksle…

Cóż, idzie się do tego przyzwyczaić i zbyć machnięciem ręki, gdyż taki już Nexusa urok. A skoro już pośrednio przy ekranie jesteśmy, to o nim można pisać tylko w samych superlatywach. Ma rozdzielczość FullHD, został wykonany w technologii IPS, oferuje świetne kąty widzenia i odwzorowanie kolorów. Jest to pierwszy 7-calowiec o tak dużej gęstości pikseli, a oglądanie na nim filmów, mimo małej matrycy, należy do przyjemności, zwłaszcza gdy są w 1080p.

Jak filmy, to obrazy. A jak obrazy to aparat. A ten w końcu i do Nexusów zawitał. Niestety robi on słabe zdjęcia, co mnie specjalnie nie zdziwiło, ani nie podłamało, gdyż prawdę mówiąc nie spotkałem jeszcze czegoś większego od phabletu, co zadowoliłoby mnie jakością fotek.

Świetnie wypada tryb zdjęć sferycznych

Obrazki, które załączyłem poniżej nie oddadzą w pełni tego jak świetnie przegląda się takie zdjęcia na Nexusie. Już teraz wyobrażam sobie jak miodnie byłby robić takie zdjęcia stojąc na szczycie jakiejś góry, albo też mając plażę za placami, a morze przed twarzą.


PANO_20130906_074435 IMG_20130906_074850 IMG_20130906_074432

Przednia kamerka nadaje się zaś tylko do Skype’a. No i szkoda, że nie ma jakiejś choćby malutkiej diody błyskowej.

Takie zabawy jednak dość destrukcyjnie działają na baterię, która jest mniejsza niż w poprzednim modelu i ma pojemność 3950 mAh. Oferuje jednak podobne osiągi, tzn. intensywne użytkowanie zeruje ja nawet w 5 godzin, a umiarkowane w 7-8.

Najszybciej można obserwować kurczący się pasek baterii oczywiście podczas grania w gry. A ich płynność jest uzależniona głównie od Qualcommowego układu Snapdragon 600, który jest biedniejszą  wersją tego, montowanego w HTC One.

Trio uzupełnia jeszcze chip graficzny Adreno 320 i 2 GB RAMu. Podczas testów nie spotkałem się z żadną przycinką, utratą płynności czy innym okresem błogiego zamyślenia. Wszystko działa z jak największą ilością klatek na sekundę, a przeglądarka wczytuje, przewija i powiększa strony internetowe w tempie karabinu maszynowego. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że będzie inaczej.

Miałem za to nadzieję na to, że tym razem możliwe będzie podłączanie do Nexusa zewnętrznych pamięci masowych, takich jak np. pendrive’y. I oczywiście jest to wykonalne za pomocą różnych przejściówek, ale i bezsensowne, bo tablet ich w ogóle nie rozpoznaje. Szkoda.

Do dyspozycji w tym przypadku mamy jedynie złącze mikro USB, które oczywiście bez problemu współpracuje z wszelkiej maści myszkami i klawiaturami. Nie ma niestety gniazda mikro HDMI, które jednak w modelu tej wielkości byłoby prawdziwym białym krukiem i z mojej strony zakrawa już trochę na czepianie się dla samego czepiania.

Pamiętacie może dość głośną aferę związaną z ilością wolnego miejsca w tabletach Microsoftu? Surface’y sprzedawane były m.in. w wersji 32 GB, w której prawie połowę pamięci rezerwował dla siebie system wraz z preinstalowanymi aplikacjami. Czyli faktycznie płaciliśmy jakby za 32, a dostawaliśmy trochę powyżej 16 GB.

Tu sytuacja nie jest aż tak ekstremalna, ale np. w wersji 16-gigabajtowej, mamy 12 GB wolnej przestrzeni – reszta to

goły Android, który jak zwykle jest największą zaletą urządzeń sygnowanych logo Google.

Widzę to teraz zwłaszcza, gdy na moim Samsungu Galaxy S3 chcę wejść w kontakty, a jeszcze zanim mi się one wyświetlą mogę iść do kuchni i zrobić sobie mocną kawę. Wiem, przesadzam…

Trochę ponarzekałem na tego Nexusa i przyznam szczerze, że mogłem Cię, czytelniku, zmylić nieco tymi wywodami, gdyż wystarczy rzut oka na górę strony, aby zobaczyć drugi w historii Antyweb dwucyfrowy wynik. Chciałem jednak w tej recenzji skupić się na przedstawieniu Ci rzeczy, które można było zrobić lepiej i poprawić do przyszłorocznej premiery nowego „nowego Nexusa”.

Trzeba sobie jednak zdać sprawę, że zainwestowanie w aspekty, które wymieniłem pociągnęłoby za sobą niewątpliwie wzrost ceny, a tego przecież nikt z nas by nie chciał.

Propozycja, którą serwuje nam Asus jest naprawdę bardzo trudna do odrzucenia. Za tysiąc złotych, na które wyceniona została najtańsza wersja (16 GB i WiFi)

dostajemy zgrabnego demona szybkości, który jest obecnie najlepszą tego typu propozycją na rynku.

A że nie idealną? No cóż nie można mieć wszystkiego zwłaszcza, że rzeczywistość można nieco nagiąć do progów tak świetnego urządzenia, jakim jest nowy Nexus 7 i dlatego z pełnym przekonaniem wystawiam mu maksymalna notę.