ogniem i mieczem
17

Netflix edukuje w polskiej kinematografii. Jednego wieczora obejrzyj najgorsze i najlepsze rodzime filmy

Netflix potrafi zaskakiwać. Ale żeby rzucić w nas Smoleńskiem i Ogniem i mieczem?

Istnieje cała masa filmów, które każdy powinien zobaczyć przed śmiercią. Jeszcze więcej jest list, które próbują to ogarnąć. Wiele produkcji powtarza się niemal na każdej z nich, ale uważam, że powinniśmy takie zbiory tworzyć samodzielnie, nie do końca zawierzając ich popularnym twórcom. To przecież nasze życie i śmierć, a nie tego kogoś, prawda? Dlatego też sukcesywnie rozbudowuje spis we własnej pamięci oraz na FilmWebie. Z przyjemnością dodaje tam również polskie filmy, bo jestem fanką naszej kinematografii. Zarówno tej świetnej, jak i tej okropnej. Zawsze bardzo się cieszę, kiedy na Netfliksie pojawiają się polskie filmy. Od pewnego czasu dodawane jest coraz więcej. No i super! Jest na co popatrzeć. Czasami mam wrażenie, że Netflix nie przebiera w półśrodkach. Oczywiście to hiperbola, bo na platformie są i filmy całkiem przeciętne, ale przy ostatniej aktualizacji zaszaleli. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że w ten sam dzień na VOD wskoczył Smoleńsk oraz Ogniem i mieczem? Głowa mała, jak te filmy są skrajnie różne jakościowo!

Smoleńsk miałam wątpliwy zaszczyt widzieć aż dwa razy. Z czego za tym drugim nie byłam w stanie, w którym wsiadłabym za kółko. Ten film jest tak źle zrobiony, że aż trudno mi w to uwierzyć. Ogniem i mieczem nigdy nie widziałam w całości. Kołatały mi się po głowie fragmenty i postaci, ale to tyle. Wreszcie miałam okazję zobaczyć produkcję od początku do końca i jestem zachwycona faktem, jak zgrabnie robiono filmy nawet te 20 lat temu. Muszę przyznać, że zetknięcie w mojej głowie tych dwóch dzieł wywołało lekkie zamieszanie. Czasami wydaje mi się, że oglądając polskie kino popadamy własnie w takie skrajności. Film jest albo Smoleńskiem albo Ogniem i mieczem. Nie może sobie być przeciętniakiem w naszej świadomości, trzeba go ciosać na poważnie. Netflix chyba też zaczyna w to wierzyć.

Nie wierzę, że to piszę, ale namawiam was na to nowe, polskie VOD. Oto odmieniony Cineman!

Przeglądając bibliotekę polskich produkcji na Netfliksie natknęłam się m.in. na: Ostatnią rodzinę, Bogów, Mowę Ptaków, Chce się żyć, W ciemności, Katyń, Wołyń, czy Rejs. W międzyczasie zobaczyłam też jednak Wkręconych, Historię Roja, 7 rzeczy, których nie wiecie o facetach, Obietnicę, Kochaj!, Na układy nie ma rady czy Botoks. Naprawdę można doznać niezłego dysonansu poznawczego i oczopląsu od tego wszystkiego. Oczywiście w idealnym świecie dostawalibyśmy do dyspozycji tylko filmy co najmniej dobre, żebyśmy mogli rozkoszować się kinem w każdej jego scenie, ale życie tak nie wygląda. Muszą powstawać te paździerze i to się nigdy nie zmieni.

A w filmie polskim, proszę pana, to jest tak: nuda…

Filmy z rodzimego kraju wrzuca się po to, aby zachęcić własnie rodaków. Belgów przecież nie będą obchodziły nasze produkcje, o ile w ogóle będą mieli do jakichś dostęp. Czemu więc zachęcać tymi marnicami? To musi być wyłącznie kwestia ich dziwnej popularności, jakimi otoczono je swego czasu. Bardzo chciałabym spojrzeć na statystki Netfliksa i dowiedzieć się, czy faktycznie jakieś dzikie tłumy Polaków rzucą się do oglądania Historii Roja, Obietnicy, Na układy nie ma rady i Smole… dobra, wycofuje to ostatnie. Niektóre filmy ogląda się przecież z masochistyczną przyjemnością, więc tacy się znajdą. Niektóre jednak nie spełniają nawet takiego wymogu.

W Polsce z nich kpimy, w Stanach są wielką siłą. Czemu wciąż podchodzimy poważnie do programów rozrywkowych

Ze swojej strony polecam oczywiście wierzyć w polskie kino i oglądać na Netfliksie to, co jest wartościowe, aby dać znać platformie, że właśnie takie rzeczy nas interesują. Jeśli jednak ktoś jest fanem wspomnianych na początku list, poza filmami wymienionymi wcześniej w kontrze, mogę polecić jeszcze: PokotMoje córki krowy, Plac zabaw i Carte Blanche. Nie powinniście być zawiedzeni po seansie.