61

Te zarzuty Spielberga wobec Netfliksa brzmią absurdalnie [komentarz]

Niektórzy filmowcy i aktorzy z przyjemnością decydują się na współpracę z platformami VOD, inni zaś woleliby, by granica pomiędzy kinem a usługami online pozostała nietknięta.

Steven Spielberg, znany wszystkim reżyser, wycelował swoje zarzuty wprost w Netfliksa, zapowiadając działania mające doprowadzić do ograniczenia udziału serwisu w festiwalach filmowych i w walce o Oscary. Czy zdobyte przez „Romę” statuetki i ciepły odbiór innych filmów, które dystrybuuje Netflix, były przyczynkiem do takich słów reżysera? To bardzo prawdopodobne, choć wydaje się, że Spielberg od dawna pragnął podzielić się swoją opinią ze światem. W jego opinii, filmy które goszczą w repertuarach kin tylko przez 2-3 tygodnie (albo nawet krócej), a później (lub nawet jednocześnie) stają się dostępne online na całym świecie, nie powinny być brane pod uwagę m. in. przez Akademię Filmową przyznającą Oscary. Sugeruje nawet, że powinny konkurować z innymi produkcjami o nagrody Emmy w kategorii filmów telewizyjnych. Domaga się on co najmniej kilkutygodniowego (4-6 tygodni) okienka, zanim film będzie szeroko dostępny w Internecie.

Polecamy: Netflix czy kina? Kto ma rację, jeśli chodzi o dystrybucję filmów?

Przypomnę, że po debiucie w Cannes, Netflix musiał znaleźć dla siebie inne miejsce i ze swoimi filmami wylądował w zeszłym roku na festiwalu w Wenecji. Po tym jak wprowadzono w Cannes wymagania, którym nie chciał sprostać – kilka tygodni opóźnienia w premierze względem pierwszych seansów to coś, na co Netflix nie chciał przystać – platforma nieco zmieniła swoje podejście, organizując pokazy filmów w kinach wraz z premierą online. Doczekaliśmy się tego nawet w Polsce, ale za obecność filmów w kinach odpowiadali lokalni dystrybutorzy i były to raczej prawdziwe wyjątki, niż początek wielkiej zmiany.

Jako widz, który nie zawsze ma czas i sposobność dotrzeć do kina na żądany seans, nie widzę oczywiście nic złego w równoczesnych premierach offline i online. Co więcej, niektóre z tytułów mogłyby do nas w ogóle nie dotrzeć, gdyby nie VOD, bo żaden z dystrybutorów nie ujrzałby w nim potencjału na zarobek. W przypadku niektórych filmów, jeśli to już się dzieje, to upływa nawet kilka miesięcy od debiutu w kinach w USA (i czasem nawet wokół globu), zanim film trafi do Polski. W takich sytuacjach chylę czoła przed platformami VOD, dla których wprowadzenie na nowy rynek danego tytułu wydaje się łatwe, jak pstryknięcie palcem.

Polecamy: Filmy Netflix w kinach w Polsce – są, będą, ale jakim cudem się tam znalazły?

Rynek się zmienia i choć niektórzy będą twardo się temu opierać, to nie da się uciec przed rewolucją, która nadchodzi. Zaangażowanie i znaczenie gigantów typu Netflix i Amazon będą rosnąć, a wraz z nimi grono popleczników. Zaznaczę, że nie chciałbym, by premiery online zastąpiły pokazy kinowe – po prostu uważam, że obydwie metody dystrybucji mogą i powinny współistnieć. To kompletny absurd, by sposób dystrybucji miał wpływać na to, czy film będzie walczyć o nagrody, czy nie. Tu nie ma co się obrażać i nawoływać do bojkotu. Celem powinno być osiągnięcie kompromisu, by zyskali na tym wszyscy – filmowcy, aktorzy, dystrybutorzy oraz widzowie.