44

TVP chce realizować misję i serwuje nowy program: Nerd szuka dziewczyny [AntySens]

Nerd szuka dziewczyny to program, który w najbliższym czasie ma wzbogacić ramówkę pierwszego programu telewizji publicznej. Po swataniu rolników stacja wzięła się za informatyków, programistów i zwykłych pasjonatów komputerów. Ludzi, którzy zatracili się w cyfrowym świecie i mimo licznego grona znajomych w sieciach społecznościowych, wielu randek odbytych w aplikacjach, nie potrafią nawiązać w realu kontaktu z drugim człowiekiem.

Koniec z rolnikami, ma być nowocześnie

Program Rolnik szuka żony okazał się hitem w ramówce TVP – każdy odcinek śledziły miliony widzów, były łzy wzruszenia, dobre rady płynące z całej Polski, dyskusje dotyczące programu, które można było usłyszeć i na molo w Sopocie i pod Giewontem. Okuto nawet powiedzonko: na temat rolniczego ślubu od Odry do Bugu. Z komercyjnego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę i nie może dziwić fakt, że na jednej edycji program się nie skończył. Okazuje się jednak, że nowe władze TVP nie zamierzają kontynuować tego projektu. Przedstawiciel stacji tak przedstawił sprawę:

– Nie wyczerpała się sama formuła, ale musimy trochę zmienić założenia. Żyjemy w XXI wieku, w centrum Europy, chcemy być kojarzeni w nowymi technologiami, startupami. Nie można zatem w prime time serwować audycji poświęconych wsi. Ma być nowocześnie i my tę nowoczesność wprowadzimy do polskich domów. Dzisiaj sexy są smartfony i aplikacje, a nie traktory – nie ma sensu zmagać się z postępem. Wierzymy, że widzowie ciepło przyjmą ten program i będą śledzić losy samotnych miłośników nowych technologii. Samotnych, ale poszukujących miłości.

Nerd szuka dziewczyny – nie żony

Zastanowiła nas nazwa programu: dlaczego twórcy odeszli od idei poszukiwania żony? Też za sprawą nowoczesnego podejścia do tematu? O odpowiedź poprosiliśmy prowadzącą program:

– Nie, to nie kwestia obyczajowości. Po pierwszych spotkaniach z tytułowymi nerdami wiedzieliśmy już, że o żeniaczce nie może być mowy. Rolnika trudno zaciągnąć przed ołtarz, a co dopiero informatyka. Oni mieli łzy w oczach, gdy musieli odejść od komputerów, a zamiast na ekran popatrzeć na twarze uczestniczek programu. Wiecie, jakie padały odpowiedzi, gdy w ankiecie spytaliśmy o kobietę idealną? Najczęściej pojawiały się Lara Croft i Ciri. Ale wskazywano też na Pikachu i Jeża Sonic. Nie ukrywam, że to było duże wyzwanie…

Dowiedzieliśmy się, że większość uczestników programu została zgłoszona przez rodziców, którzy pragną, by ich pociechy (najczęściej w wieku powyżej 30 lat) w końcu wyprowadziły się z domu. Znalezienie partnerki ma to przyspieszyć, jednocześnie rodzice wierzą, że program przywróci ich synów społeczeństwu.

– Chcę wnuków i to prawdziwych, a nie z jakiejś gry czy innych facebooków. Prawdziwe mają być!

Tak zaczyna się list ojca jednego z uczestników programu. Do spełnienia jego marzeń droga chyba daleka, ale możliwe, że widowisko zwiększy szanse na rozwiązanie „problemu”.

Gdzie misyjność?

W całym projekcie Nerd szuka dziewczyny najbardziej zastanawiała nas misyjność. Czy decydenci TVP uważają, że takie programy są potrzebne i pozytywnie wpływają na rozwój społeczeństwa? O odpowiedź poprosiliśmy jednego z twórców ramówki.

– Oczywiście, że realizujemy tu misję. Przywracamy społeczeństwu jednostki, które zatraciły się w cyfrowym świecie. Siedzą przed komputerami całymi dniami, sweter aż klei się od keczupu wylanego na pizzę, brzuch rośnie, kręgosłup się wykrzywia, wzrok słabnie. A potem przysłowiowy Kowalski musi płacić za leczenie takiego delikwenta. My to zmienimy, zmieni to nasz program. Znajdziemy tym ludziom partnerki, mam nadzieję, że w efekcie żony, bo bez ślubu to grzech, i naprawimy szkody, jakie wyrządził niekontrolowany rozwój technologiczny. Będzie nowocześnie, ale z poszanowaniem wartości. To jest nasza misja.

Brzmi, jak plan? Przedstawiciele TVP przekonują, że tak. Nam nie pozostaje nic innego, jak czekać na emisję pierwszego odcinka. Możliwe, że popularnością przebije on poszukiwania miłości wśród łąk umajonych…

Niniejszy wpis ma charakter satyryczny, a informacje i cytaty w nim zawarte nie są prawdziwe. Oznaczyliśmy to w tytule [AntySens], podobnie zamierzamy robić w przyszłości.

Źródła grafik: pexels.com