Xiaomi

Nawet zarząd Xiaomi uważa własnych klientów za przegrywów. Dosłownie

KR
Krzysztof Rojek
132

(Teraz już była)wicedyrektor Xiaomi w jednym ze swoich przemówień użyła wobec klientów stwierdzenia "Diaosi". W wolnym tłumaczeniu - uznała ich za "przegrywów".

W dzisiejszym świecie szefowie i członkowie zarządu firm to nie tylko osoby podejmujące najważniejsze decyzje dotyczące przyszłości przedsiębiorstwa, ale też (głównie dzieki social mediom) najistotniejsi ambasadorzy marki. Wszystko co powiedzą i jak się zachowają w przestrzeni publicznej będzie miało wpływ na odbiór produktów firmy, którą zarządzają. Z niewiadomych przyczyn Xiaomi ma znacznie większy problem z utrzymaniem dyscypliny wśród swojej kadry zarządzającej niż inne firmy. Nie tak dawno sam prezes został "przyłapany" na używaniu iPhone'a z czego potem firma próbowała się (dosyć nieudolnie) tłumaczyć. Teraz jednak sprawa ma dużo poważniejszy wymiar. W dużym skrócie - istnieje wśród fanów technologii narracja, że produkty Xiaomi kupują ludzie o niższym statusie majątkowym, których kolokwialnie mówiąc "nie stać" na droższe sprzęty. Tak się składa, że Xiaomi samo tę narrację potwierdziło.

Klienci Xioami to "przegrywy"? Tak uważa (była) wicedyrektor

Sytuacja zaogniła się momentalnie, gdy w jednym ze swoich przemówień wicedyrektor Xiaomi Wang Mei użyła wobec klientów firmy sformułowania "Diaosi". Dokładniej - uznała, że to właśnie diaosi (do których Xiaomi kieruje swoje produkty) są przyszłością rynku smartfonów. Nie jestem nawet w najmniejszym stopniu zaznajomiony z językiem chińskim, ale kiedy weryfikowałem informacje na temat tej wpadki, znalazłem dosyć przekonujące źródła odnoszące się do tego słowa jako do slangowego określenia jako nazwę dla osób biednych, bez znajomości i z bardzo marnymi perspektywami na przyszłość. Popularnie termin ten ma być też używany jako obelżywy w stosunku do drugiej osoby. W angielskich tłumaczeniach słowo to określane jest mianem "loser". Po naszemu, również slangowo, "przegryw".

Oczywiście, Xiaomi odcięło się od sprawy szybciej niż niektóre sklepy podnoszą ceny przed Black Friday. Firma zaznaczyła, że wicedyrektor nie reprezentowała tym zdaniem wartości Xiaomi, a sama zainteresowana w trybie natychmiastowym złożyła rezygnację. Rozmawiałem w tym temacie z przedstawicielem Xiaomi w Polsce, który potwierdził, że firma odcina się od słów pani Mei i że nie jest to jej stanowisko.

Niestety, w tym wypadku mówimy jednak o najwyższej kadrze zarządzającej, więc nie ma mowy o czymś takim jak niefortunny dobór słów. Wygląda to raczej tak, jakby na samym szczycie Xiaomi dobrze wiedziano, z jakiej klasy pochodzą główni konsumenci firmy, a pani Mei po prostu zapomniała przez chwilę ubierać prawdę w bardzo ładne slogany marketingowe. Jeżeli miałbym być szczery, to nie widzę, w jaki sposób ta sprawa mogłaby się dalej potoczyć. Gdyby na naszym rynku członek zarządu dużej firmy (Sony, LG, Microsoftu, wstawcie dowolną markę) nazwał swoich klientów "przegrywami", to wątpię, żeby taka firma sprzedała jeszcze jakieś urządzenie w naszym kraju. W przypadku Xiaomi jednak dużo rzeczy uchodzi im płazem, ponieważ w przypadku elektroniki użytkowej finalna decyzja o zakupie to wciąż bardzo często stosunek ceny do jakości i możliwości. Tak było chociażby w przypadku afery ze szpiegowaniem, po której dziś nie ma już śladu.  Dlatego też jestem bardzo ciekawy waszego zdania - co myślicie o słowach Wang Mei. Oburzające? Niewłaściwe?

A może.. prawdziwe?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: