5

Natywny HTML5 Microsoftu, wygląda gorzej z każdym następnym wyjaśnieniem

13 kwietnia przeczytałem na The Register, że Microsoft chce zaoferować nowy i w domyśle lepszy „wspierany natywnie HTML5”. Kusiło mnie, aby coś o tym skrobnąć, ale stwierdziłem, że wyśmiewanie się z marketingowego bełkotu nie jest najbardziej produktywnym zajęciem na świecie. Jednak po wypowiedzi Deana Hachamovitcha posypały się komentarze i próby wyjaśnienia ze strony Microsoftu, co […]

13 kwietnia przeczytałem na The Register, że Microsoft chce zaoferować nowy i w domyśle lepszy „wspierany natywnie HTML5”. Kusiło mnie, aby coś o tym skrobnąć, ale stwierdziłem, że wyśmiewanie się z marketingowego bełkotu nie jest najbardziej produktywnym zajęciem na świecie. Jednak po wypowiedzi Deana Hachamovitcha posypały się komentarze i próby wyjaśnienia ze strony Microsoftu, co tak właściwie miał na myśli – niektóre gorsze niż oryginalna wypowiedź. Dziś trafiłem na wywiad z Arturem Żarskim z Microsoftu, przeprowadzony przez Dariusza Nawojczyka z Webhostingu. W którym Żarski tłumaczy, że „natywne wsparcie” ma oznaczać dodatkowe, interpretowane tylko pod Windows i w IE tagi, które pomogą w zintegrowaniu aplikacji sieciowych z systemem :

Są to między innymi Jump Listy z listami zadań czy ostatnio otwieranymi dokumentami, przypinane do paska zadań programy i różne mechanizmy pochodne. Naszą ideą jest, aby przeglądarka za pomocą prostych tagów HTML mogła te mechanizmy wykorzystać. Już teraz coraz więcej stron w Polsce wykorzystuje takie mechanizmy (między innym Onet.pl, Interia.pl, TVP.pl czy Skąpiec.pl). Mechanizmy te nie wykorzystują żadnych dodatkowych bibliotek czy specjalnych funkcji, które użytkownicy muszą doinstalowywać.

I ok, dopóki rozszerzenia standardu nie dotyczą funkcjonalnego jądra aplikacji, a umożliwiają opcjonalną, lepszą integrację z systemem to czepiać się mogą tylko puryści. Jednak na pytanie, na czym ma polegać współpraca IE10 i systemu, która ma zaoferować prawdziwe korzyści z wspomnianej „natywnej obsługi” HTML5 brak jakiejkolwiek odpowiedzi.

Podejrzewam, że po prostu IE10 ma dostać nowe mechanizmy akceleracji sprzętowej zoptymalizowane pod aplikacje wykonane w HTML5, co nie jest ani nowością, ani rewolucją, ani nawet zagrożeniem dla standardu, co jest główną troską zaskoczonych wypowiedzią Deana. Tak więc cała afera sprowadza się znów do próby sprzedania starych koncepcji pod nową nazwą i odróżnienia się od konkurencji, która innowacyjnością od lat podgryza pozycję IE.

Zamiast postawić na to, co w IE9 i najpewniej 10 dobre, czyli lepszą obsługę standardów, szybkość i stabilność Microsoft znów generuje marketingowy bełkot, który każdego bardziej „technicznego” internautę przyprawia o ból zębów. Po co? IE9 było krokiem w dobrym kierunku i trudno się spodziewać, aby Microsoft go zmienił w IE10 – dobry produkt obroni się sam.