62

Nareszcie przestało mnie denerwować nadawanie przesyłek

Paczkomaty InPostu wystartowały 5 lat temu, a ja nie potrafiłem się do nich przekonać. Czasem tak mam, że w rozwiązaniach ułatwiających życie upatruję problemów. I na ogół okazuje się, że niepotrzebnie. Wyczytałem dziś, że grupa Integer.pl ma systematycznie rozszerza sieć Paczkomatów inPost w naszym kraju. W 2015 roku uruchomiono 800 nowych maszyn, a do końca […]

Paczkomaty InPostu wystartowały 5 lat temu, a ja nie potrafiłem się do nich przekonać. Czasem tak mam, że w rozwiązaniach ułatwiających życie upatruję problemów. I na ogół okazuje się, że niepotrzebnie.

Wyczytałem dziś, że grupa Integer.pl ma systematycznie rozszerza sieć Paczkomatów inPost w naszym kraju. W 2015 roku uruchomiono 800 nowych maszyn, a do końca 2016 sieć ma zostać powiększona do 2600 urządzeń. Gratuluję, bo to oznacza, że interes się kręci, a ludzie coraz chętniej korzystają z tego rozwiązania. Dla mnie jednak liczby w kontekście całego kraju nie mają większego znaczenia. Pojawienie się Paczkomatu po drugiej stronie ulicy już tak, bo to właśnie on sprawił, że zainteresowałem się tym rozwiązaniem.

Z początku oczywiście nieufnie. A bo ciągle czytałem lub słyszałem, że towar zamawiany do Warszawy, do konkretnego urządzenia, lądował gdzieś w Piasecznie i zamiast komfortowo odebrać przesyłkę, trzeba było wsiadać w samochód i jechać kilkanaście kilometrów. Do listonoszy nie mam szczęścia – albo przychodzą gdy nie ma mnie w domu, albo nie chce im się zabrać do torby czegoś cięższego niż zwyczajny list. Poczta przydzielana jest odgórnie, przez co muszę psuć sobie popołudnie nieplanowanym spacerem, a potem wystać swoje w kolejce – pisałem o tym jakiś czas temu.

Kurier? Jasne, super sprawa – kiedy zamawiam coś na adres redakcji, w której w godzinach pracy zawsze ktoś jest w biurze. W przypadku przesyłek zamawianych do domu jest już mniej kolorowo. Kurierzy owszem, dzwonią. Oczywiście nie mogą przyjść później, a następnego dnia też będą w tych godzinach, w których większość ludzi siedzi w pracy. Czasem zdarza mi się prosić o zostawienie przesyłki w pobliskim salonie fryzjerskim. Ale to sporadyczne przypadki – uważam bowiem, że zwyczajnie nie wypada.

Któregoś dnia się więc przemogłem i wybrałem przesyłkę odbieraną w Paczkomacie. Mówili, że łatwo i przyjemnie – no może faktycznie, w końcu Paczkomat widzę z okna. Czasem przepisuję kod z smsa/maila, innym razem skanuję kod QR. Banalnie proste, niesamowicie szybkie. Otwiera się skrytka, wyciągam przesyłkę, wracam do domu. Korzystam z tego rozwiązania już od jakiegoś czasu i jeszcze ani razu nie miałem problemu – zaginionej przesyłki, czy awarii urządzenia.

Ale równie sceptycznie co wcześniej do odbioru, podchodziłem do nadawania przesyłek. Przemogłem się dopiero wczoraj. Nie jestem Januszem handlu i w sieci sprzedaję rzeczy naprawdę sporadycznie. Święta to świetna okazja na pozbycie się kilku nieużywanych urządzeń, postanowiłem więc spróbować. Założyłem konto, wpisałem dane podane przez kupującego (email, numer telefonu, wybrany Paczkomat) i opłaciłem wysyłkę z poziomu komputera. Następnie wydrukowałem etykietę, nakleiłem ją na paczkę, zapakowałem towar do plecaka i poszedłem do Paczkomatu, w którym do tej pory odbierałem przesyłki.

Środek nocy, nie ma żywego ducha. Jestem tylko ja i ekran urządzenia. Wyciągam paczkę z plecaka, wybieram jej nadanie. System prosi mnie o podanie numeru lub przyłożenie kodu z etykiety. Przykładam więc przesyłkę do świecącego na czerwono czytnika – pik, otwiera się pusta skrytka, do której wkładam paczkę. Zamykam drzwiczki i kończę operację – całość zajęła mi 24 sekundy, a przecież robiłem to pierwszy raz. Przypominam sobie 20 minut jazdy samochodem (z szukaniem miejsca na parkingu), 30 minut stania na poczcie, ważenia paczki, wypełniania druczków i czekania aż przemiła pani raczy ruszyć się z fotela. Bez porównania – etykietę do nadania wypełniałem 3 minuty, do Paczkomatu szedłem kolejne 3, wysłałem towar w 20 sekund, wracałem 3 minuty. Nagle zamieniłem zepsute popołudnie i nerwy na poczcie na niecałe 15 minut szybkiej, przyjemniej akcji. Zero stresu, jeżdżenia na drugi koniec osiedla, stania w kolejce i użerania się z emerytami prowadzącymi klubik dyskusyjny przy pocztowym okienku. No tak to ja mogę handlować choćby codziennie.

Nie analizowałem cen, może nie jest to najtańsze rozwiązanie jeśli chodzi o wysyłanie przesyłek. Ale przy sporadycznym sprzedawaniu czegokolwiek w serwisach aukcyjnych, nie ma to dla mnie większego znaczenia. Wygoda już tak, bo nie burzę sobie harmonogramu dnia, do Paczkomatu mogę też podejść przy okazji, szczególnie, że postawiono go przy sklepie spożywczym, w którym często bywam. Nie muszę patrzeć na godzinę zamknięcia placówki, bo paczkę mogę nadać i odebrać choćby i o 3 nad ranem. Niezależnie od godziny zobaczę te same, proste i sympatyczne (a czasem żartobliwe) komunikaty na ekranie urządzenia.

Nie namawiam, bo jak coś pójdzie nie tak – powiecie, że to przez Winiarskiego z Antyweba. A pewnie któregoś dnia coś i u mnie pójdzie nie tak, bo w życiu nigdy nie jest z górki. Ale póki co przy każdej możliwej okazji zamierzam korzystać z tego rozwiązania, niezależnie od tego, czy będę coś nadawał, czy odbierał. Fajnie, że tworzy się w naszym kraju rozwiązania ułatwiające ludziom życie, szczególnie, że czasem ciężko mi znaleźć godzinę na niezaplanowane wycieczki. I niech usługa się rozwija, bo dzięki temu będę mógł z niej korzystać w jeszcze większym zakresie – przecież nie w każdym sklepie i nie przy każdej aukcji jest póki co taka możliwość. Tak, jak pisałem – nie namawiam do korzystania, ale do spróbowania już tak. Może tak, jak ja, nie będziecie już chcieli wracać do klasycznych rozwiązań. Ja nie zamierzam i żałuję tylko, że przekonałem się do Paczkomatów tak późno.

grafika: 1

źródło