Technologie

Nanopatch - szczepienia bez igły

MS
Maciej Sikorski
46

Ostatnio słowo "szczepionka" kojarzy mi się głównie z grupą ludzi (chyba coraz większą), która próbuje walczyć z czymś, co uratowało miliony istnień. Niestety. Wczoraj poznałem jednak projekt Nanopatch i mam nadzieję, że będzie to pierwsze skojarzenie dotyczące szczepień. Przykład postępu nauki, wyk...

Ostatnio słowo "szczepionka" kojarzy mi się głównie z grupą ludzi (chyba coraz większą), która próbuje walczyć z czymś, co uratowało miliony istnień. Niestety. Wczoraj poznałem jednak projekt Nanopatch i mam nadzieję, że będzie to pierwsze skojarzenie dotyczące szczepień. Przykład postępu nauki, wykorzystywania nowej technologii, zmian w sferze, która nadal bazuje na starych rozwiązaniach.

Zastrzyk przyjął w życiu każdy z nas. Jednym igła przeszkadza mniej, innym bardziej, znam przypadki ekstremalnych reakcji już nas sam jej widok. Szczepienia jakoś przyjmować jednak trzeba (tak, trzeba). Sposób ich podawania jest taki sam, jak wiele lat temu i może to dziwić, gdy spojrzy się na zmiany, jakie zaszły w innych dziedzinach naszego życia. Możliwe, że za kilka lat rozpocznie się też nowy rozdział w historii szczepień – na masową skalę zaczną być stosowane rozwiązania inne, niż tradycyjna igła i bolesne nakłucie.

Australijska firma Vaxxas tworzy produkt o nazwie Nanopatch. Jest mniejszy od znaczka pocztowego, porównuje się go do rozmiarów paznokcia dorosłego człowieka. Jakie są jego zalety? Wymienia się kilka. Dla osoby szczepionej ważne będzie z pewnością to, że nie jest to bolesna metoda – igła zostaje zastąpiona przez wiele znacznie mniejszych aplikatorów, maleńkich igiełek, których się nie czuje. Do ręki przytwierdzany jest swego rodzaju plaster, który po krótkim czasie należy usunąć. I już.

Z medycznego punktu widzenia ważniejsze może być to, że po pierwsze, ta metoda szczepienia jest bardziej skuteczna, substancję dostarcza się tam, gdzie działa ona najlepiej. Dzięki temu można zmniejszać dawkę szczepienia, pojawia się też przypuszczenie, iż zaczną działać szczepienia, które dostarczane w tradycyjny sposób nie spełniają swojej roli. Druga zaleta jest taka, że Nanopatch nie musi być (w przeciwieństwie do tradycyjnych szczepionek) przechowywany w chłodnym miejscu. To spory plus, ponieważ w dotkniętych nędzą regionach jest problem nie tylko z obecnością lodówek, ale też z dostępnością energii elektrycznej. Dostarczanie tam szczepionek i przechowywanie ich jest trudne i drogie. Pomysł Vaxxas wprowadza tu sporą zmianę.

Kolejny atut to bezpieczeństwo: uszkodzenia igłą nie dozna ani osoba szczepiona, ani ta, która je podaje. Skoro w teorii rozwiązanie jest bardzo dobre, to czy szybko doczekamy się jego wdrożenia? W najbliższej przyszłości raczej to nie nastąpi – pomysł będzie przez lata testowany, nim trafi do użycia. Australijczycy muszą udowodnić, że Nanopatch jest nie tylko skuteczny, ale też bezpieczny. Długa droga przed nimi. Oczywiście ma to swoje zalety – na rynek nie powinno trafić coś, co mogłoby przynieść więcej szkód, niż pożytku. Firma doczekała się wsparcia ze strony WHO i badania będą prowadzone, pozostaje czekać na efekty.

Nanopatch to naprawdę ciekawy przykład wykorzystania nowych technologii. Odbywa się to na płaszczyźnie, która dotyczy każdego z nas, a która tkwi w minionych dekadach. Skoro zmienił się sposób, a w jaki się komunikujemy, spędzamy czas wolny, pracujemy, to należałoby tez oczekiwać (r)ewolucji w zakresie szczepień czy przyjmowania leków. Dobrze, że coś się dzieje w tej materii.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: