27

Nakręcenie idealnego filmu o Jobsie jest niemożliwe – wrażenia po seansie Steve’a Jobsa

„Gdyby to nie był film o Jobsie, to byłaby to całkiem fajna produkcja” – w taki sposób można podsumować większość opinii na temat ekranizacji biografii Waltera Isaacsona. Choć pojawiają się zdania, że jest to po prostu lepszy film od tego z Ashtonem Kutcherem, to wiele osób nadal nie jest w pełni usatysfakcjonowana postacią i historią, […]

„Gdyby to nie był film o Jobsie, to byłaby to całkiem fajna produkcja” – w taki sposób można podsumować większość opinii na temat ekranizacji biografii Waltera Isaacsona. Choć pojawiają się zdania, że jest to po prostu lepszy film od tego z Ashtonem Kutcherem, to wiele osób nadal nie jest w pełni usatysfakcjonowana postacią i historią, z którą zapoznały się w kinie. Czy kiedykolwiek powstanie obraz, który spodoba się większości?

Steve Jobs to film wzbudzający emocje, czasem nawet w sposób delikatnie kiczowaty, ale nie chcę zdradzać jego fabuły, bo wiem że nadal wiele osób nie zdecydowało się na wizytę w kinie. Sam wybrałem się na seans już w piątek i zaraz po powrocie do siebie miałem zasiąść do tego tekstu. Nie zrobiłem tego, bo jak wiemy zaraz po obejrzeniu czegokolwiek kierują nami przede wszystkim emocje. Wolałem przeczekać ten okres i nieco chłodniejszym okiem spojrzeć na to, co przygotowali nam Aaron Sorkin i Danny Boyle. Pierwszego z dżentelmenów znam doskonale. Cenię twórcę The Social Network czy The Newsroom, choć wiem jak duża fala krytyki spływa na niego nie tylko za wspomniane produkcje. Danny Boyle zdołał jednak odczytać zamiary scenarzysty Steve’a Jobsa i przeniósł na ekran to, co Sorkin potrafi stworzyć najlepiej – długie, lecz dynamiczne dialogi będące fundamentalnym elementem filmu.

20-fall-preview-movies-steve-jobs-michael-stuhlbarg-michael-fassbender-kate-winslet.w750.h560.2x

Czy po tych kilku dniach moja opinia na temat produkcji Universal Pictures uległa zmianie? Nie będę ukrywał, że film po prostu mi się spodobał. Oczywiście, że przebieg przedstawionych wydarzeń naciągnięto do granic możliwości, bo chyba mało kto uwierzy w to, że w kilkadziesiąt czy kilkanaście minut przed prezentacją każdego z produktów mogło wydarzyć się tak wiele. Oczywiście, że wypowiedzi bohaterów nie są kalką prawdziwych rozmów z tamtych dni, lecz sprytnie ułożonymi konwersacjami przez scenarzystę. Oczywiście, że życie Jobsa to znacznie więcej niż przedstawiono w filmie. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że tak nie będzie?

Sprostanie wszystkim oczekiwaniom odnośnie takich filmów jest niemożliwe. Podobnie jak film z 2013 roku, Steve Jobs również będzie miał swoich zwolenników i przeciwników. Jest też grono widzów, którzy będą gorzej lub lepiej bawić się w kinie, ale ostatecznie nie dołączą do ani jednej, ani drugiej grupy. Celem takiego filmu nie jest bowiem wierne odwzorowanie wydarzeń, w których brał udział Jobs, lecz przedstawienie ogólnego zarysu postaci. Sorkin, Boyle, a szczególnie Michael Fassbender robili wszystko, by ukazać osobę Jobsa najwierniej jak to tylko możliwe. Zapytacie o efekt? Nie zdradzając zbyt wiele napiszę, że są sytuacje w których przez ułamki sekund można było wyobrazić sobie prawdziwego Steve’a w pokazanych na ekranie okolicznościach. Lecz są też idealne przykłady tego, jak swoje piętno na filmie odcisnęło Hollywood, by film można było zamknąć w odpowiedni sposób.

sj1

Idealny, pod względem fabuły, film o Jobsie nie powstanie nigdy. Technicznie, Steve Jobs stawia poprzeczkę bardzo wysoko, gdyż każdy instrument w tej orkiestrze zagrał na możliwie najwyższym poziomie. Fassbender, Winslet, Daniels, Rogen pokazali, że ich udział w tej produkcji nie jest przypadkiem. Naturalnie wszyscy pamiętamy przymiarki takich nazwisk jak DiCaprio czy Bale do roli Jobsa, lecz ostatecznie jestem zadowolony, że żaden z nich nie przywdział charakterystycznego zestawu jeansów i golfa. Niezwykle ważną częścią filmu jest muzyka, na którą zwróciłem szczególną uwagę. Ścieżka dźwiękowa była dostępna w sprzedaży jeszcze przed polską premierą filmu, lecz nie odsłuchałem jej, dając szansę Danielowi Pembertonowi na wykazanie się umiejętnością połączenia skomponowanej muzyki z obrazem. W mojej ocenie soundtrack wypada świetnie i jest na tyle dobry, że z wielką chęcią do niego powracam.

Idealny film o Stevie Jobsie nie powstanie. Żadna produkcja nie zachwyci wszystkich, a dla osób poszukujących informacji na temat tej osoby najlepszym wyborem będą książki i produkcje dokumentalne, których nie brakuje. Tegoroczny film ogląda się fantastycznie.

Fot. Universal Pictures.