55

Muzyka w chmurze – jestem prawie na tak

Testuję ostatnio dwa serwisy, które można zaliczyć do tej kategorii. Jednym z nich jest proste i przyjemne Google Music a drugi znany i w Polsce nie dostępny Spotify. O Google Music właściwie niewiele można napisać, nasza muzyka ląduje na serwerze Google (zgrabny proces – wszystko robi się samo) a następnie możemy ją dzięki prostemu playerowi […]

Testuję ostatnio dwa serwisy, które można zaliczyć do tej kategorii. Jednym z nich jest proste i przyjemne Google Music a drugi znany i w Polsce nie dostępny Spotify.

O Google Music właściwie niewiele można napisać, nasza muzyka ląduje na serwerze Google (zgrabny proces – wszystko robi się samo) a następnie możemy ją dzięki prostemu playerowi odsłuchiwać na różnych urządzeniach. Są oczywiście playlisty itp. I to tyle.

Spotify to natomiast kombajn, który dla mnie jest genialnym narzędziem do odkrywania nowych wykonawców. Właściwie zapomina się o naszej muzyce na dysku i zaczyna się przeglądać obszerne zasoby serwisu. Do tego wszystko oprawione jest w dość dobry interfejs i klika ciekawych rozwiązań jak na przykład top3 piosenki danego wykonawcy (i wiele wiele innych)

Spotify na tyle mnie wciągnął, że już myślę o przejściu na konto płatne. W darmowym mamy z tego co się orientuje miesięczny limit na odsłuchiwanie nie swojej muzyki + potwornie irytujące reklamy audio, których trzeba co jakiś czas odsłuchać.

To tyle o tych dwóch produktach, są zupełnie inne i nie bardzo jest sens ich porównywać. Napisałem w tytule, że jestem prawie na tak jeśli chodzi o muzykę w chmurze więc postaram się to prosto uzasadnić.

Przede wszystkim bawiąc się Spotify czujemy się jakby cała muzyka świata była dla nas dostępna i jedyną kwestią jest odnalezienie wykonawców, którzy pasują do naszego gustu muzycznego. Zapominamy o tym czego słuchamy obecnie, co mamy na dysku i zaczynamy naszą muzyczną wędrówkę.

Po drugi – po co mi muzyka na własność? Skoro wszystko jest dla mnie dostępne do „odsłuchu”. Owszem nie na każdym urządzeniu i nie w każdych okolicznościach. Ale to moim zdaniem dopiero początek.




Po co mam kupować muzykę skoro robię to tylko po to aby jej słuchać. W chmurze mogę słuchać muzyki bez potrzeby jej posiadania (mówię o niektórych serwisach). Owszem kolekcjonerzy czy audiofile pewnie nie będą usatysfakcjonowani – reszcie to z pewnością wystarczy.

Chmurę z nasz muzyką mam też wszędzie tam gdzie jest internet (a niektóre serwisy oferują także opcje offline). Jest to z jednej strony ograniczeni z drugiej zaś zaleta. Nie musimy nosić ze sobą dysku z naszymi MP3 – wystarczy przysiąść do dowolnego komputera – uruchomić onlionowy player i słuchać.

Na koniec – muzyczna Chmura to moim zdaniem olbrzymi potencjał, który może sporo namieszać w całym rynku muzycznym. Ludzie wprawdzie mogą przestać kupować tak dużo muzyki w postaci klasycznego CD czy też poprzez sklepy internetowe, przerzucą się za to na abonament, który przy odpowiedniej skali będzie rekompensował wytwórnią spadki sprzedaży.

Muzyka w chmurze pokazuje też tak naprawdę jaki jest potencjał chmury w zastosowaniach nazwijmy to „konsumenckich”. Do tej pory mówiliśmy o korzyściach dla biznesu, o bezpieczeństwie itp. Tutaj mamy natomiast do czynienia z najbardziej popularną kategorią czyli rozrywką. Muzyczna chmura może więc popchnąć w znacznym stopniu całe zjawisko jakim są usługi online w stronę przeciętnego kowalskiego.

Oczywiście o potencjale łatwo jest pisać, warto też jednak wspomnieć nieco o wadach i problemach. Przede wszystkim dostęp do internetu, teraz znacznie ogranicza możliwość słuchania muzyki wszędzie tam gdzie chcemy. Po drugie sam proces tworzenia tego typu rozwiązań jest bardzo skomplikowany. Wszyscy wiemy ile zajęło Spotify wejście do US, nie wspominają że usługa jest dostępna w wybranych krajach EU. Do tego trzeba niestety dojść do porozumienia z wytwórniami muzycznymi, przykład Google pokazuje że nie zawsze jest to łatwe – a wydawałoby się wspólny biznes nie dla każdego jest oczywisty.

Problemy z muzyką z chmury to też jej jakość i technologia. Aby docelowo mogła ona zagościć na stałe w naszych domach musi być dostępna w naszym zestawie grającym (już się takie pojawiają), na naszych telefonach i komputerach i przenośnych urządzeniach grających.

Kolejna rzecz to problem zmiany, nie wszyscy i nie od razu będą akceptować muzykę jedynie w tak zwanym internecie. Potrzeba więc będzie czasu po to aby ci wszyscy którzy teraz ściągają tysiące megabajtów mp3 przesiedli się na coś co nie oferuje mi pliku z muzyką na własność ale za to daje na końcu to samo czyli możliwość słuchania każdego utworu jaki chcemy.

Chmura muzyczna to nie jest rewolucja na dziś i na teraz. Jedna już teraz jest świetnym „dodatkiem” a za chwilę może stać się głównym daniem dla wszystkich którzy „słuchają”