Gry

Mortal Kombat XL, czyli jak się zmieniała przez pół roku najlepsza bijatyka na rynku

18

Najlepsza aktualnie dostępna na rynku bijatyka na komputery i konsole? Dla mnie bez wątpienia Mortal Kombat X, czego wyraz dałem w recenzji. Od premiery minęło już kilka miesięcy. Co się przez ten czas zmieniło?

Na półkach sklepowych niedawno pojawiła się specjalna edycja dziesiątego Mortala oznaczona "XL". Jest to kompletne wydanie, w którym zawarto wszystkie dodatkowe stroje oraz postaci. Co ciekawe, zadebiutowało ono jedynie na konsolach. Może pecetowcy nie są tak skorzy do płacenia za DLC? Tak czy inaczej dostaliśmy reedycję gry dopakowaną wszystkimi dodatkami, a więc swoiste połączenie podstawki i przepustki sezonowej. Czy tędy powinni podążać wydawcy i producenci?

Gra, która ma zarabiać po premierze

W dniu premiery Mortal Kombat X już wiedzieliśmy, że gra będzie mocno nastawiona na zarabianie. Wewnątrz wbudowano mikropłatności, które pozwalały na zakup żetonów na "łatwe fatality". Nie każdy jest mistrzem pada, więc mógł sypnąć groszem i uzyskać dostęp do prostszego sposobu na efektowne zakończenie walki. Kuriozum, które można tylko i wyłącznie potępić.

Twórcy jednak już niejednokrotnie bawili się konwencją i wprowadzali bohaterów spoza uniwersum.

Na tym jednak nie poprzestano, bo maszynką do robienia pieniędzy miały też być nowe postaci oraz stroje. Pierwszy (i jak wówczas sądzono jedyny) Kombat Pack zawierał Tanyę, Tremora, Jasona oraz Predatora. O ile pierwsza dwójka znalazła się tutaj nie przypadkiem, to Jason z 'Piątku, trzynastego" pasował tutaj raczej jak pięść do nosa. To samo można powiedzieć o Predatorze. Twórcy jednak już niejednokrotnie bawili się konwencją i wprowadzali bohaterów spoza uniwersum. W poprzednim Mortalu był to na przykład Kratos z God of War. Ruch kontrowersyjny, ale w ogólnym rozrachunku całkiem ciekawy i urozmaicający rozgrywkę. To wszystko szło w parze z paczkami strojów: klasyczne, brazylijskie (eee?), grozy, samurajskie, zimnowojenne i wiele innych. Inwencja twórców wydawała się nie znać granic.

Na początku tego roku zapowiedziano kolejny Kombat Pack i kolejne cztery postaci. Znowu dwie pochodziły z uniwersum Mortal Kombat (Bo' Rai Cho i Triborg), a dwie spoza (Leatherface z Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną oraz Obcy). To zbiegło się z zapowiedzią reedycji gry - wspomnianego Mortal Kombat XL.

Jak Mortal Kombat wygląda dziś?

Oczywiście przez cały ten czas gra była też łatana i ulepszana. Skupiano się na balansie rozgrywki, eliminowaniu błędów i tym podobnych. To dość normalne, a wręcz obligatoryjne dla twórców. Co jednak najbardziej boli, w worku tych wszystkich płatnych dodatków, postaci po kilkanaście i strojów po kilka dolarów nie przewinęła się żadna bezpłatna zawartość dla graczy. Niektórzy twórcy mają to w zwyczaju, aby rozpieszczać graczy. Nawet giganci, jak Ubisoft czy EA zauważyli, ze warto. Rainbow Six Siege regularnie otrzymuje pomniejszą dodatkową zawartość. To samo dzieje się z Battlefrontem, który w jednej z ostatnich aktualizacji otrzymał nowe mapy, a w kolejnej zostanie rozbudowany o trym obserwatora. Bezkonkurencyjni na tym polu są jednak twórcy Halo 5: Guardians, którzy wydali już dwa "duże" DLC z bezpłatną zawartością (mapy, bronie, stroje, karty, a nawet edytor). Na tym tle Mortal Kombat X, w którym za wszystko trzeba płacić wypada trochę blado.

Dlatego dość dobrze oceniam pomysł wydania edycji XL, która to wszystko, co wypuszczono już ma. Gracze, którzy dotąd na Mortal Kombat X z różnych powodów jeszcze się nie zdecydowali, teraz mogą mieć kompletną edycję. Ruch dość często praktykowany w branży gier - jak widać się sprawdza. Podstawowe pytanie brzmi - czy warto?

Jest to jakaś uczta dla oczu, gratka dla fanów serii (szczególnie te odniesienia do pierwszych Mortali).

Moda na DLC jest niczym rak toczący branżę gier. Nigdy nie promowałem i nie zachęcałem do kupowania skórek, strojów, assetów i innych wizualnych ulepszeń wypuszczanych przez twórców po parę dolarów za sztukę. Jeszcze gorsze są jednak dodatki, które dają jednym graczom przewagę nad innymi lub ułatwiają grę (potężne bronie, bonusy, modyfikatory). W przypadku Mortal Kombat XL nowe postaci niczego nie zmieniają - stroje czy klasyczne fatality, tym bardziej. Jest to jakaś uczta dla oczu, gratka dla fanów serii (szczególnie te odniesienia do pierwszych Mortali), ale w dalszym ciągu niczego nie zmienia w samej rozgrywce. Dla kogo zatem będzie to gratką? Na pewno dla wszystkich, którzy zawsze marzyli o tym, by zagrać w bijatykę z Obcym i Predatorem, albo przez pół swojego życia zastanawiali się, czy Leatherface byłby w stanie przepiłować Jasona (spojler - byłby). Zresztą samego Mortal Kombat X polecam zdecydowanie wszystkim fanom bijatyk i nie tylko, więc jeśli dotąd się w niego w nie zaopatrzyliście, wydanie wersji XL wydaje się dobrą okazją. To jednocześnie kolejny dowód na to, że nie warto się śpieszyć z kupowaniem gier. Powściągliwość i opanowanie są tym, co prędzej czy później portfel każdego gracza doceni.

Przyszłość Mortala?

Bardzo chciałbym zobaczyć Mortal Kombat X jako jedną z ważniejszych produkcji e-sportowych.

Bardzo chciałbym zobaczyć Mortal Kombat X jako jedną z ważniejszych produkcji e-sportowych. Co prawda sama liga ruszyła, ale nie jest o niej zbyt głośno. Warto tutaj wspomnieć, że jedna ze skórek oferowanych w sklepie (Blue Steel Sub-Zero) była sprzedawana właśnie w celu wsparcia rozgrywek w Mortala prowadzonych w ramach ESL - cały dochód miał być przeznaczony na nagrody. Mam nadzieję, że to nie jest koniec.

Chciałbym też, żeby NetherRealm dalej animowało graczy i inwestowało w swoją produkcję (może już niekoniecznie, wypuszczając płatne dodatki, bo tych wyszło już dostatecznie dużo). Jest tutaj jeszcze ogromne pole do popisu. Na pewno kierunkiem, w którym twórcy iść nie powinni jest ten, który obrał Capcom w przypadku nowego Street Fightera V. Zdecydowanie jednak powinni zaangażować się w inicjatywy Microsoftu dotyczące wspólnego multiplayera na PC, Xboksach i PS4. To by było coś!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

mortal kombat