Można pomyśleć, że im większy monitor tym frajda z jego użytkowania jest większa. Dodajmy do tego jeszcze nowatorską feerię barw wybijającą z tyłu obudowy i efekt 3D pozbawiony zasilaczy i kabelków w okularach. Jak wypada taki misz-masz i czy sprawdza się w czymś innym niż oglądanie filmów i granie? Taki właśnie monitor dostałem do testów. […]

Można pomyśleć, że im większy monitor tym frajda z jego użytkowania jest większa. Dodajmy do tego jeszcze nowatorską feerię barw wybijającą z tyłu obudowy i efekt 3D pozbawiony zasilaczy i kabelków w okularach. Jak wypada taki misz-masz i czy sprawdza się w czymś innym niż oglądanie filmów i granie?

Taki właśnie monitor dostałem do testów. Dokładnie jest to 27 – calowy panel Philipsa, który w katalogu widnieje zaszyfrowany kodem 278G4DHSD, ale najlepiej jest mówić na niego po prostu Gioco. Sponsoruje go przede wszystkim trójwymiar, a także podświetlenie Ambiglow. Te dwie cechy wyróżniają Philipsa spośród innych dostępnych na rynku propozycji z matrycą AH-IPS i to właśnie na nich skupię się w swojej recenzji. Ale zacznijmy od początku.

Wygląd

Od razu po rozpakowaniu pudła, rzucił mi się w oczy oszczędny, aczkolwiek atrakcyjny design monitora. Paradoksalnie, przed podłączeniem do prądu, najbardziej intrygujący jest tył urządzenia, który przecież najprawdopodobniej będziemy oglądali przez zaledwie ułamek czasu spędzanego z monitorem. Nic to jednak nie szkodzi, aby te chwile spożytkować na napawanie się liniami obudowy tworzącymi znak X, a także futurystycznie wyglądającym lampkom, zapewniającym podświetlanie np. ściany za monitorem.

Przód jest pod tym względem zdecydowanie oszczędniejszy, bo i nie on ma zresztą przyciągać wzroku, a treść, która jest wyświetlana na matrycy. Do gustu przypadły mi jednak dość cienkie ramki (centymetrowe), które dodatkowo, znajdują się za ta samą powloką, która chroni ekran i dzięki temu sprawiają wrażenie wtopionych w ekran i dobrze z nim harmonizujących.

Widzę siebie

Niestety zapomnieć musimy o stawianiu monitora przy oknie, chyba że zamiast strony głównej Antyweba, chcecie oglądać własne odbicie. Jeśli nie macie dobrych zasłon, albo rolet, to przed ewentualnym kupnem, akurat tego modelu musicie się upewnić, że możecie przestawić biurko gdzieś w bardziej zaciemnione miejsce. Jeśli akurat nie potrzebujecie dość dużego lustra, to pokrycie ekranu odbijającą powłoką należy uznać za dość poważną niedogodność, którą jednak można bardzo łatwo wyeliminować.

Pochwalić za to muszę projekt stopki. Mimo iż sama w sobie jest ona obszerna, to także pusta. Ja nie omieszkałem w prostokątną przestrzeń w stopce włożyć okularów, przez co zawsze miałem je pod ręką. Ze względów praktycznych chcę jeszcze nadmienić, że taki rozmiar matrycy nie jest przeznaczony do zwykłych biurek o standardowych wymiarach, bo przy nich siedzi się po prostu zbyt blisko, co może powodować dyskomfort związany z koniecznością ogarniania wzrokiem tak dużego obszaru roboczego.

Jako HUB?

Bardzo zdziwiłem się gdy zerknąłem na porty, które producent raczył zamontować z tytuł obudowy. Nie ma śród nich DVI. Jednak to zaskoczenie wynikało raczej z przyzwyczajenia, gdyż prawdę mówiąc tego złącza używałem ostatnio chyba przed czterema laty, więc bardzo trudno wyobrazić mi sobie kogoś, komu jego brak będzie szczególnie doskwierał. Dla starszych typów kart graficznych i innych urządzeń nadawczych jest jeszcze przecież port VGA.

Philips nie poskąpił za to jeśli chodzi o HDMI – 3 porty i USB 3.0 – 4 porty. Takie zestaw czyni z monitora faktyczne centrum domowej rozrywki, bo można do niego podpiąć jednocześnie i komputer i konsolę i dekoder, a jeśli ma on pracować w środowisku typowo biurowym, to zapewni nam choć trochę ulgi od plączących się wszędzie kabelków bo myszkę czy klawiaturę możemy wygodnie podpiąć pod monitor.

Obraz

Dodatkowe wyposażenie monitora jest oczywiście bardzo ważne, jednak nawet ono na nic się nie zda jeżeli obraz będzie do kitu. W tym modelu za jego wyświetlanie odpowiada matryca AH-IPS, która oferuje świetne odwzorowanie kolorów i takież same kąta widzenia, czego też można było się spodziewać. Zaskakująco dobrze wypadł też czas reakcji, co widać podczas co dynamiczniejszych sesji strzelankowych. Został on zmierzony i wynosi 4 ms, co jest wybornym rezultatem ja na IPS.











Gioco oferuje także (a raczej przede wszystkim) możliwość wyświetlania obrazu w formacie 3D w technice polaryzacyjnej. Możecie więc zapomnieć o napakowanych elektroniką okularach, które przez połowę czasu zasłaniają Wam obraz  i wzajemnie niekompatybilnych rozwiązaniach Nvidii i AMD. Tutaj producent do monitora, oprócz kabelka HDMI, dołącza jeszcze leciutkie okulary, które co prawda pod względem komfortu nie umywają się do tych IMAX’owych, ale są dość wygodne.

Polaryzacja nie męczy też tak oczu i w wielu przypadkach usuwa problem zawrotów głowy, ja co prawda nigdy się na nie, nie uskarżałem, ale znam wiele osób, które ze względu na dyskomfort zrezygnowały z oglądania trójwymiarowych filmów.

A te na Gioco wyglądają naprawdę świetnie – niemal ja w kinie. Głębia ostrości jest doskonale zauważalna, a obraz jest naprawdę „wypukły”. Niestety, aby to zauważyć trzeba się odsunąć od monitora na jakieś 2 metry, przez co nawet 27 cali traci już swój „gigantyczny urok”.

Właśnie przez to granie nie jest tak wygodne – należy sobie załatwić dodatkową podstawkę pod klawiaturę i myszkę. Problem ten, oczywiście doskwiera zdecydowanie mniej jeśli gramy na konsoli, bo wtedy zwykle siedzimy trochę dalej od wyświetlacza, niż w przypadku PC.

Choć jeśli już dopracujemy sobie stanowisko rozrywki, to 3D nadaje grom zupełnie „nowego wymiaru”. Nie pogramy w strzelanki (podwójny celownik), ale już ścigałki czy platformówki wyglądają po prostu bajecznie. Zupełnie nie trafionym pomysłem jest za to konwersja materiału dwuwymiarowego w trójwymiarowy. Efektu praktycznie nie daje się zauważyć.

Choinka za monitorem

Jak wszyscy wiemy, nie należy przesiadywać przed monitorami w zupełnych ciemnościach. Nawet zapalenie zwykłej lampki może znacząco ulżyć naszemu wzrokowi w tej sytuacji. Philips pomyślał jednak o tych, którzy nie mogą się zdobyć nawet na taki gest i wpakował z tyłu Gioco, kilka lampek po obu stronach obudowy.

Współgrają one z tym, co dzieje się na ekranie, zmieniając dynamicznie kolor. Np. pisząc tekst (białe tło) świecą na żółto, kiedy wyjdziemy do niebieskawy pulpit, zmieniają podświetlenie na fioletowo. Dodatkowo, przez to, że ramki są tak wąskie, to całość tworzy złudzenie obrazu rozpościerającego się nawet poza granice obudowy.

Podsumowując

Philips Gioco 3D, to bardzo dobrej klasy monitor o solidnym wykonaniu – brakuje mi w nim tylko regulacji wysokości wyświetlacza. Decydując się na jego zakup, za 1200 zł, otrzymujemy dużą matrycę, która w wielu przypadkach może robić za jedyny „świecący ekran” w domu. 3D działa świetnie, o ile mamy dość materiałów (czytaj: gier, lub filmów), korzystając z których możemy się dobrze bawić. Ambiglow nie jest wcale zbędnym bajerem i po przesiadce na mojego „starego” LG zaczęło mi go brakować. Koreańczycy mają jednak nad Holendrami przewagę niższej ceny, a wielu klientów wybierając monitor głosuje właśnie portfelem.