Recenzja

Będzie tylko lepiej, albo tylko gorzej - recenzja iOS7

KK
Konrad Kozłowski
119

Premiery iOS7 nie mogłem się doczekać. Po tym, co Apple pokazało nam w iOS6, firma musiała stanąć na wysokości zadania i tym razem zaserwować nam coś zupełnie nowego, świeżego, innowacyjnego(?). Z każdym dniem, który przybliżał nas do tegorocznej konferencji WWDC czułem lekki niepokój. Po debiucie i...

Premiery iOS7 nie mogłem się doczekać. Po tym, co Apple pokazało nam w iOS6, firma musiała stanąć na wysokości zadania i tym razem zaserwować nam coś zupełnie nowego, świeżego, innowacyjnego(?). Z każdym dniem, który przybliżał nas do tegorocznej konferencji WWDC czułem lekki niepokój. Po debiucie iOS7 odetchnąłem z ulgą, a teraz znów zaczynam odliczać do przyszłorocznego wydarzenia i iOS8. Czy to się kiedykolwiek zmieni?

Nie chcę rozpoczynać dyskusji na temat tego, która z platform jest lepsza, ponieważ każdy z użytkowników wybiera ten system, który jak najlepiej spełnia jego potrzeby i mu po prostu odpowiada. Nie znaczy to jednak, że wybierając którykolwiek z produktów nie mogę być w pełni zadowolony, bo stawiając iOS ponad Androida, mam cały czas bardzo dużo do zarzucenia mobilnemu systemowi Apple. Także po premierze siódmej jego odsłony.

Kolorowo, płasko - nie na to czekaliście?

“Gwoździem programu” w przypadku iOS7 jest naturalnie jego nowy wygląd. Przesłanki na temat płaskiego i czarno-białego interfejsu spełniły się jedynie połowicznie, choć chyba nikt nie przypuszczał jak bardzo daleko Apple odsunie się od tej drugiej przewidywanej cechy interfejsu systemu. Apple wybrało drogę przebojowości i przyciągania wzroku, niekoniecznie samego użytkownika telefonu. Postawiło na prosty, lecz paradoksalnie, przesycony projekt systemu iOS. Nie mogę powiedzieć, że iOS7 zupełnie mi się nie podoba, lecz za każdym razem, gdy odblokuję ekran nie sposób oprzeć się wrażeniu, że na wyświetlaczu po prostu dzieje się za dużo. Można się do tego przyzwyczaić i szczerze mówiąc już to zrobiłem.

Kosztem cieni i wypukłości iOS zyskał gradienty i przezroczystości. Etykiety tekstowe zastąpiły przyciski, co nie będzie w żaden sposób szokiem dla dotychczasowych użytkowników tego systemu, lecz sprawiło, że iOS nie jest już tak intuicyjnym systemem jakim był. Apple pragnęło, by system nieco “ożył” dodając animacje wlatujących losowo ikon na ekran po jego odblokowaniu, czy maksymalizacji aplikacji w przypadku jej uruchomienia. Po zamknięciu programu jest on niejako wsysany z powrotem do ikonki - fajne, ładnie zrobione, ale czy potrzebne? Wielu użytkowników kieruje się zasadą “get things done”, więc tego typu fajerwerki mogą tylko spowolnić pracę ze smartfonem czy tabletem. Podobnie jak wybudzający się wyraźnie dłużej ekran blokady - już nigdy więcej nie sprawdzę tak szybko czy nie pojawiły się nowe powiadomienia, jak mogłem to zrobić przed aktualizacją.

Myślę, że zrzuty ekanu z iPada nowego wyglądu folderów nie wymagają żadnego komentarza.

Wybór tapety to nie lada wyzwanie

Od pewnego czasu w Sieci można znaleźć dziesiątki poradników, które podpowiadają w jaki sposób można sprawić, by iOS7 stał się bardziej czytelny. Ponieważ “czytelny” to ostatnie słowo jakiego bym użył opisując ten system. Spora ilość rzeczy stała się po prostu nieco mniej przyjemna w odbiorze - nawet sam springboard, czyli ekran główny pełen ikon aplikacji. Po uaktualnieniu spędziłem blisko pół godziny zanim odnalazłem tapetę, która pozwoli mi na komfortowe patrzenie na ekran. W większości przypadków etykiety ikon zlewały się z tłem, zaś tęczowe kolory powiększonych ikonek tak bardzo gryzły się z tym co znajdowało się za nimi, że najlepiej określającym tę sytuację słowem był najnormalniej w świecie “chaos”.

Nowy wygląd klawiatury w iOS7 po raz pierwszy oferuje co najmniej dwie wersje barwne klawiszy - jasną i ciemną. W zdecydowanej większości spotykać będziemy się z tą pierwszą, a szkoda ponieważ wpadająca w czerń, przezroczysta klawiatura ekranowa podoba mi się zdecydowanie bardziej.

Control Center? Czekałem na to 5 lat!

iOS7 to jednak także kilka usprawnień w kwestii funkcjonalności systemu, które w zdecydowanej większości przypadły mi do gustu. Bo jak inaczej mógłbym zareagować na pojawienie się Control Center - wysuwanego od dołu ekranu menu pozwalającego na szybkie zarządzanie jasnością, łącznością bezprzewodową, blokadą orientacji ekranu czy sterowanie muzyką. Znalazło się tam nawet miejsce dla szybkich skrótów do latarki, kalkulatora, zegarka i aparatu. Właśnie ta nowość zmienia najwięcej, jeżeli chodzi o codzienne obcowanie z urządzeniami Apple, nie zmuszając nas więcej do ciągłego powracania do ustawień chociażby w celu połaczenia się z siecią Wi-Fi. Wielka szkoda jednak, że nie zawsze dotarcie do Control Center jest tak łatwe jak być powinno. Wielokrotnie zdarzało się, że w przypadku aktywnej klawiatury, gest od dolnej krawędzi ku górze nie powodował wysunięcia panelu, lecz wstukanie kilku przypadkowych liter.

Usprawnione zostało także centrum powiadomień, które dysponuje teraz trzema zakładkami - dzisiaj, wszystkie i nieodebrane. Z początku można poczuć się nieco zagubionym, ponieważ niejednokrotnie zdarza się, że zamiast listy zaległych notyfikacji otrzymujemy informacje z kalendarza i na temat pogody. Po kilku dniach jednak wszystko wraca do normy i choć rozszerzone możliwości centrum powiadomień nie są wielkim krokiem naprzód, ani sposobem na organizację dnia, to po pewnym czasie docenimy, że z każdego miejsca w systemie można podejrzeć zbliżające się wydarzenia zapisane w kalendarzu, nie zwracając uwagi na powiadomienia, którymi nie chcemy zawracać sobie głowy. Nareszcie możliwe jest “odrzucenie” otrzymanego powiadomienia gestem ku górze, jeżeli otrzymamy je w nieodpowiednim momencie.

Poprzedni multitasking poproszę

Muszę przyznać się, że nie jestem zbyt wielkim zwolennikiem nowego pomysłu na multizadaniowość w systemie iOS. Apple wyraźnie kierowało się w tym przypadku wspominanymi przeze mnie chęciami do “napompowania” systemu bajerami, co prowadzić może tylko do jednego - redukcji produktywności. Gdy zachodzi potrzeba przełączenia się do innej aplikacji doskonale wiem jak wyglądać będzie jej ikona. Jeżeli nie, pod spodem znajdują się etykiety, które mi w tym pomogą. Nie potrzebuję więc zminimalizowanej wersji aplikacji (które tak na marginesie nie działają jeszcze we wszsytkich aplikacjach poprawnie), lecz rozwiązania pozwalającego mi na sprawne “przeskoczenie” do innego programu. Uwielbiałem wręcz możliwość przerzucania kolejnych zestawów czterech ikon u dołu ekranu, mając cały czas nad tym kontrolę.

Aktualnie, wykonanie gestu poziomego powoduje może spowodować przesunięcie listy aplikacji o dwie, ale i pięć pozycji. Naprawdę nie mam ochoty, ani czasu na praktykowanie tego, by móc wyczuć jakiej siły gestu mam użyć, by wrócić do trzeciej na liście aplikacji. Wiele osób ceni sobie także nowy sposób zamykania aplikacji poprzez “wyrzucenie” jej gestem w górę. Można to zrobić nawet jednocześnie z trzema aplikacjami, ale po tym jak “zabijemy” wszystkie aplikacje w tle, nasz kciuk lub inny palec, będzie miał dosyć ciągłego machania góra-dół. Jeszcze bardziej zabawnie nowy interfejs multitaskingu prezentuje się na iPadzie, gdzie zamiast siedmiu lub sześciu ikon u dołu ekranu (w zależności od orientacji urządzenia), są trzy, w tym jedna w której się znajdowaliśmy, a więc de facto dwie. Postęp?

Zamienniki głupcze, zamienniki

Czym byłaby odświeżona wersja systemu operacyjnego bez, chociażby pozornie wyglądających na nowe, aplikacji. Oczywiście nie oczekuję od Apple przygotowania zupełnie nowych programów, które nie były do tej pory częścią systemu, lecz oczekiwałem po nich znacznie więcej, aniżeli jedynie zmiany wyglądu. I to w większości przypadków… na gorszy.
Z mało udanej aplikacji kalendarza pozostało niewiele, gdyż po aktualizacji nie mam najmniejszej ochoty mieć do czynienia z kosmicznie mało czytelnym interfejsem. Efektem braku stosowania typowych przycisków zastąpionych przez tekst nie wiadomo, które elementy interfejsu są przyciskami, a które nie. W kalendarzu nie doświadczymy także obsługi gestu powrotu (od lewej krawędzi ekranu do prawej). Pozostaje jedynie dziękować firmom trzecim za dostarczanie do App Store tak udanych aplikacji jak chociażby Sunrise.

Tak naprawdę w Zegarze, Notatkach, Przypomnieniach i Kontaktach nie znajdziemy prawie nic nowego oprócz bardziej kolorowego wyglądu i przedłużenia pomysłu na cały system. Na całe szczęście nie zmieniono ich aż tak diametralnie, dlatego nadal można z nich na co dzień bez większego kłopotu korzystać.

Kalkulator, kompas i dyktafon przeszły moje najśmielsze oczekiwania - zapewne znajdą się takie osoby, którym wygląd tych aplikacji przypadnie do gustu, lecz ja tego entuzjazmu podzielić nie mogę. Z niemalże tęczowej kolorystyki wpadamy w “ciemniejsze rozdziały” systemu iOS, gdzie panuje czerń z domieszką bieli i koloru pomarańczowego. Taka rozbieżność razi zdecydowanie bardziej niż sama idea nakierowania systemu na taką ścieżkę jaką będzie teraz podążał.

W związku z powyższym ubolewam nad faktem wyboru jasnej kolorystyki aplikacji od SMS-ów. Owszem, podoba mi się, ale nie w każdej sytuacji. Dlaczego? W ciemniejszym otoczeniu takie barwy mogą jedynie irytować, a zmniejszenie jasności ekranu do minimum niewiele pomaga. Z telefonów korzystamy nie tylko za dnia, dlatego odebranie SMS-a po zmroku może okazać się lekkim szokiem dla naszych oczu.

W przypadku sklepów Apple zaskoczyło mnie najbardziej. Bo jak ta sama firma może tak fajnie i ciekawie przeobrazić do nowej postaci iTunes Store i App Store i jednocześnie zaoferować coś takiego jak nowy Kiosk. Są już tacy, którzy przywykli do niego, niestety mnie nigdy nie uda się tego zrobić. Pięć pasków gradientów i dwie etykietki - jedna większa, druga mniejsza. Serio? Gdybym oceniał indywidualnie wygląd każdej z aplikacji nie pokusiłbym się nawet o “zero” dla naszego “hitu z iOS7”. Prawie zapomniałem, Kiosk można teraz umieścić w folderze.

Dzisiejsza muzyka to już nie to samo

Odtwarzacz muzyczny w iOS od zawsze spełniał moje oczekiwania niemalże w całości, dlatego nigdy nie rozglądałem się za zamiennikami. Tym razem jednak bez nich może się nie obejść, ponieważ styl panujący w iOS7 przeniesiono dosyć niezdarnie do tej aplikacji. Całe szczęście, że przyciski sterujące pozostały w użyciu, zamiast etykietek: “Poprzedni”, “Odtwarzaj/pauza”, “Następny”. Nie uniknęły tego takie funkcje jak powtarzanie, tworzenie listy i losowe odtwarzanie kawałków. Przez zastosowanie jasnego tła i różowawych etykietek mało która okładka albumu wygląda po prostu dobrze i choć może to zabrzmieć nieco zabawnie, to jednak do tej pory odtwarzacz cieszył się swego rodzaju harmonią z zawartoścą muzyczną urządzenia.

Teraz jest ona zupełnie oderwana od niego, co najlepiej widać na przykładzie okładki albumu na zablokowanym ekranie i liście albumów wewnątrz aplikacji. To co doprowadziło mnie do szewskiej pasji to brak widoku siatki albumów na iPadzie w tejże aplikacji. Konsekwencją tego jest potrzeba przeglądania całej listy albumów zanim dotrzemy do konkretnego. Do tej pory wystarczyło rzucić okiem na kilkanaście okładek, by odnaleźć tę poszukiwaną. Totalne nieporozumienie.

Foto się udało

Dosyć udanymi aplikacjami okazał się Aparat i Zdjęcia, gdzie pojawił się nowy tryb robienia kwadratowych zdjęć, a co najważniejsze wykonanie fotografii jest znacznie szybsze, niż odbywało się to na iOS6. Przełączanie się pomiędzy trybami kamery poziomym gestem jest wręcz fantastyczne. W aplikacji zdjęć, Apple odkryło funkcję filtrowania i segregowania zdjęć - to znaczy, że nasze fotki od tej pory będą dzielone na albumy czasowe, zaś my możemy poruszać się po wielu poziomach: lata, miesiące, dni. Łatwo dostępne są także informacje nt. tego, gdzie zdjęcia zostały wykonane, co także należy docenić.

Dwa kroki w przód, jeden w tył

W dalszym ciągu brakuje funkcji wymiany danych z prawdziwego zdarzenia i szczerze mówiąc, nie liczyłbym na to, że Apple w najbliższej przyszłości to zmieni. Struktura iOS w tej kwestii jest niezmienna od wielu lat, zaś “ustępstwa” w postaci nowego panelu udostępniania czy usługi AirDrop będącej odpowiedzią na wykorzystanie łączności NFC w smartfonach z Androidem. To co robi Google wewnątrz swoich aplikacji jest godne podziwu - buduje niejako swój mikrosystem wewnątrz ekosystemu Apple. Wielka szkoda, że musi nam to wystarczyć w temacie zmiany domyślnych programów w systemie. Bardzo fajnie, że iOS7 umożliwił aplikacjom na pobieranie danych w tle, co wykorzystują już między innymi Pocket czy Evernote. iOS7 może być niezłym początkiem czegoś większego. Czegoś, co nie tylko zmieni to jak iOS wygląda, ale jak korzystają z tego systemu miliony użytkowników. Może okazać się także, że jest on początkiem… ale końca, który obwieszcza już tak wiele osób.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

AppleiPhoneiPadios7