9

To moja ulubiona usługa Google na wakacje. Szkoda, że firma nie traktuje jej poważnie

Mimo że Google Trips było tylko jedną z platform które wykorzystywałem przy planowaniu moich podróży, będzie mi brakować tej niepozornej aplikacji, która w mig pozwalała stworzyć szlak, którym warto poznawać nowe miejsca. Jednak podczas przygotowywania do podróży moim ulubionym narzędziem od lat pozostają Moje Mapy Google. Platforma pozwalająca nanosić własne warstwy z punktami jest dla mnie narzędziem, bez którego nie wyobrażam sobie już żadnych wakacji. Przykro mi, że gigant nie traktuje tej funkcji specjalnie poważnie.

Moje Mapy Google: banalnie proste tworzenie map, z których… korzysta się dość topornie

Atutem Moich Map Google niewątpliwie pozostaje prostota obsługi i… ogromne możliwości. Na moim Dysku Google mam folder, w którym regularnie lądują tworzone z myślą o kolejnych wyprawach pliki, a każda z nich to… co najmniej dwie warstwy. Te związane z miejscami które chcę zobaczyć, a także miejscami, w których smakołyków muszę spróbować. Coraz częściej jednak dochodzą kolejne: ot, jak chociażby te z dobrą kawą. Każde z nich dostaje ode mnie inny znacznik, dzięki czemu patrząc później na mapkę w oddaleniu — mam lepszy ogląd na całość i dużo łatwiej planuje mi się dzień — a rzeczy takie jak kolorki pinezek odróżniające atrakcje pod gołym niebem od tych wewnątrz budynków to kolejne ułatwienie. Lata praktyki nauczyły mnie jednak, że najwygodniej wszystko to zaplanować jeszcze z poziomu komputera — bo na smartfonach… działa, owszem, ale ile się człowiek nairytuje, to jego.

To prawda, że dostęp do stworzonych w ten sposób map możliwy jest nie tylko z poziomu przeglądarki, ale też bezpośrednio w Mapach Google (Twoje miejsca -> Mapy). Każdy jednak kto miał okazję z nich skorzystać prawdopodobnie zgodzi się z tym, ze działa to po prostu topornie. Interfejs jest kłopotliwy, kolejne odznaczanie czy zaznaczanie warstw mało ma wspólnego z intuicyjnością. Sama aplikacja Moje Mapy Google (dostępna wyłącznie na Androida) doczekała się pierwszej aktualizacji po… trzech latach. Co w niej?

  • Dodawanie i edytowanie linii
  • Uprawnienia na żądanie (Android 6.0 lub nowszy)
  • Poprawki błędów i lepsze działanie aplikacji

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że to żadne rewolucje. A powiedzenie, że gigant podchodzi do tematu po macoszemu to… dość delikatne stwierdzenie.

Listy w Mapach Google nie dorastają jej do pięt, mimo że korzysta się z nich odrobinę lepiej

Tworzenie list w Mapach Google to przydatna funkcja, z której — nie ukrywajmy — w aplikacji korzysta się znacznie wygodniej. Ale ze względu na ich specyfikę, pod względem funkcjonalności daleko im do wspomnianej wyżej funkcji. Nie mamy tam żadnej większej kontroli, a wszystkie zapisane punkty — niezależnie od nazwy listy — zlewają się w jedną całość. Możemy co najwyżej się przez nie przeklikać i w ten sposób stworzyć plan działania. Brakuje jednak ikonek czy większych opcji dostosowania do własnego widzimisię. Może i korzystanie z nich w telefonie jest odrobinę łatwiejsze, ale do ideału brakuje daleko. A biorąc pod uwagę ograniczenia z porównaniem do pełnych map przez siebie stworzonych — zdecydowanie jest nad czym pracować. I nawet zeszłotygodniowa aktualizacja która usprawniła kilka tamtejszych elementów — tak naprawdę niewiele zmienia.

Bo nadal nie możemy z funkcji tych korzystać w trybie offline — co byłoby bardzo miłą odmianą. Mało tego — Mapom zdarza się… po dłuższej chwili zapomnieć, co oglądaliśmy — i bez dostępu do sieci nic nie zrobimy. O wyznaczaniu trasy nawet nie wspomnę. Jest wiele elementów, które można byłoby w tych usługach poprawić — ale patrząc na działania Google mam wrażenie, że… po prostu im na tym nie zależy. Szkoda.