40

Mini NES wzięty pod lupę

Firma Nintendo postanowiła, że zamiast ulepszyć i wzbogacić usługę Virtual Console – dostępna na 3DS i Wii U, lepiej będzie wydać miniaturową wersję swojej pierwszej konsoli NES (Nintendo Entertainment System). Urządzenie posiada 30 wgranych produkcji i pozwala na zabawę dla dwóch graczy jednocześnie. Sam pomysł wydawał się dobry, a cena nieprzekraczająca 300 zł wydawała się przystępna.

Niedawno sprzęt ten miał swoją premierę i rozpoczął się prawdziwy cyrk z dostępnością. Nintendo Classic Mini: NES cieszył się ogromnym zainteresowaniem, ale ciężko było go nabyć, a o dodatkowym kontrolerze praktycznie można było zapomnieć. Sprzedawcy zaczęli podnosić ceny, natomiast część osób, którym udało się zdobyć omawiany przedmiot, szybko wystawiła konsolkę na serwisach aukcyjnych i ogłoszeniowych dodając przy tym wysoką marżę.

Niestety, ludzie nie mogli oprzeć się pokusie i mimo wywindowanych cen płacili za Mini NES’a duże kwoty. Swoją sztukę początkowo zamówiłem w sklepie X-KOM, bo na stronie widniała informacja, że towar jest dostępny. Na drugi dzień okazało się jednak, że mieli błąd systemu i nie wiadomo, kiedy będzie dostawa. Anulowałem wszystko i odebrałem pieniądze. Nie lubię robić przedpremierowych zakupów i to była dobra decyzja. Jakiś czas temu na stronie Media Markt pokazał się omawiany sprzęt. Cena wynosiła 289zł – tańszej nie widziałem – więc zaryzykowałem. Produkt Nintendo był do odbioru na następny dzień roboczy. Po rozpakowaniu poczułem się, jakbym cofnął się w czasie.

Sprzęt jest naprawdę mały i mieści się na dłoni. Producent postarał się, aby wiernie odwzorować oryginał w miniaturowej wersji. Oczywiście, nie ma mowy o wkładaniu kartridży i otwieranej klapce, ale jest za to przycisk Power i Reset, które spełniają takie same role co dziesiątki lat temu. Mimo iż wizualnie mocno przypomina swojego dawnego przodka, to posiada inne porty na pady i wyjście A/V. Do sygnału wideo zastosowano HDMI, natomiast gniazda na kontrolery są identyczne, jakich użyto w Wiilotach. Takie rozwiązanie pozwala podłączyć do Mini NES’a Wii Classic Controller oraz Classic Controller Pro, co uważam za spory plus, bo ciężko dostać drugi klasyczny pad w tym momencie. Do zasilania małej konsolki użyto kabla micro USB.

Zastosowane oprogramowanie bazuje na Linuxie, jeżeli chodzi o hardware to w środku mamy procesor Allwinner R16 (4x Cortex A7, Mali400MP2 GPU), SKHynix (256MB DDR3) RAM oraz pamięć flash Spansion 512MB SLC NAND TSOP48. Wszystko po to, aby ta mała konsolka bez problemu wyświetlała obraz w rozdzielczości 1080p. Całość zapakowana w ładne opakowanie z kilkoma instrukcjami bez zbędnych dodatków i niepotrzebnych rzeczy. Podłączamy sprzęt do monitora lub do telewizora i można rozkoszować się starymi produkcjami.

Wspomniałem, że tych dostajemy trzydzieści i pozwólcie, że wymienię wszystkie z nich, aby każdy wiedział, w co można zagrać:

• Balloon Fight
• Bubble Bobble
• Castlevania
• Castlevania II: Simon’s Quest
• Donkey Kong
• Donkey Kong Jr.
• Double Dragon II: The Revenge
• Dr. Mario
• Excitebike
• Final Fantasy
• Galaga
• Ghosts N’ Goblins
• Gradius
• Ice Climber
• Kid Icarus
• Kirby’s Adventure
• Mario Bros.
• Mega Man 2
• Metroid
• Ninja Gaiden
• Pac-Man
• Punch-Out!! Featuring Mr. Dream
• StarTropics
• Super C
• Super Mario Bros.
• Super Mario Bros. 2
• Super Mario Bros. 3
• Tecmo Bowl
• The Legend of Zelda
• Zelda II: The Adventure of Link

Każdy z wymienionych tytułów możemy włączyć w trzech różnych trybach:

1. Pixel perfect – wyświetlanie obrazu za pomocą pikseli, tak jak to robił oryginalny NES. Wyświetla dwa czarne paski po bokach, zaś rozgrywka może wydawać się nieco wolniejsza, jeżeli ktoś nie miał styczności ze starymi konsolami.

2. 4:3 – proporcje, jak w typowych telewizorach CRT. Czasami potrafią występować rozmycia obrazu, co nie jest zbyt komfortowe.

3. CRT filter – nałożenie na grę specjalnego filtru z liniami, który ma oddawać to, czego można było doświadczyć w starych telewizorach. Niestety, dla mnie efekt jest stanowczo za mocny, męczy oczy i nie daje zamierzonego rezultatu.

Z powyższych trybów pasuje mi tylko jeden, Pixel perfect. To właśnie on stara się jak najlepiej wyświetlić to, co dawał poczciwy, stary NES i efekt jest znakomity. Jeżeli komuś przeszkadza, że są paski po bokach, to można za pomocą ustawień w TV rozciągnąć wszystko. Nie będzie idealnie, ale pewnie część osób będzie zadowolona z takiego rozwiązania. Co więcej, wspomniany tryb daje lepsze rezultaty niż to, co można było zobaczyć za sprawą usługi Virtual Console. Jeżeli chcecie osiągnąć najlepszy efekt oryginału z dawnych lat, to Mini NES i Pixel perfect Wam to zapewnią.

Miłym ukłonem w stronę dzisiejszych graczy jest dodanie funkcji zapisu w dowolnym momencie. Kiedy grało się na Pegazusie nie było takiego komfortu. Można było ustawić wiele żyć i przejść dane gry, ale prawdziwa satysfakcja była wtedy, gdy udało się dotrzeć do napisów końcowych przy normalnych zasadach. Teraz takiego problemu nie ma. Wystarczy wcisnąć przycisk RESET i gdy pojawi się menu, można zaobserwować dymek z informacją o zapisie gry. Nie trzeba z tego rzecz jasna korzystać i na pewno wiele osób zapragnie się trochę pomęczyć, niżeli robić save w trudnym momencie.

Ja przynajmniej tak robię, dlatego Super C (druga część Contry) daje mocno w kość, ale lubię wyzwania i łatwo się nie poddaję. Styl gry to indywidualna sprawa. Ważne, że jest wybór i do niczego odbiorca nie jest zmuszany. Doskonale rozumiem, kiedy ktoś nie chce się stresować i woli w spokoju rozprawić się z daną produkcją, chociaż i tak nie będzie to proste zadanie. Można przecież zrobić save w dowolnym momencie, ale nie ma mowy o nieśmiertelności, przyspieszeniu czy dodatkowych życiach. Stara szkoła pozostaje niezmieniona, co uważam za plus.

Mini NES nie jest sprzętem idealnym i ma swoje wady. Jedną z nich jest długość kabla od pada. Ten jest krótszy niż w przypadku klasycznego NES’a, co sprawia, że konsolę trzeba mieć w miarę blisko siebie. Nie użyto tutaj technologii bezprzewodowej, gdyż zapewne Nintendo wolało pozostać przy starych rozwiązaniach, co w zupełności rozumiem. Szkoda tylko, że przewód nie starcza na zbyt dużą odległość. Nawet HDMI i micro USB są dłuższe, więc nie wiem, dlaczego tylko kontroler jest poszkodowany. Zawsze można podpiąć Wii Classic Controller lub Classic Controller Pro zamiast podstawowego pada, ale wtedy całość traci trochę swój urok. Mam ten komfort, że sprzęt leży na biurku obok monitora, więc dużo miejsca nie trzeba, ale w przypadku podłączenia pod telewizor mamy dwa wyjścia: siedzimy blisko, albo mamy kable przez środek salonu i gramy z daleka. Niezbyt wygodny kompromis muszę przyznać. Tutaj wielkie N się nie postarało.

O ile mnie waga mini NES’a nie przeszkadza, tak innym już może. Sprzęt jest bardzo lekki, przez co łatwo go przesunąć i raczej mało stabilnie stoi w danym miejscu. Rozumiem idee, ale gdyby dodano mu trochę ciężaru, to prawie pewne jest, że wyszłoby to wszystkim na zdrowie. Nie wiem natomiast, jak z wytrzymałością, bo konsola upadku nie zaliczyła i mam nadzieje, że w razie czego takowe wypadki przetrwa, ale nie wygląda na solidną konstrukcję. Pad natomiast wydaje się mocny i niestraszne mu przykre incydenty. Czas pokaże, czy faktycznie tak jest.

Na koniec chciałbym poruszyć temat czy warto zakupić ten sprzęt i czy 30 gier wystarczy? Mówiąc krótko. Tak. Według mnie to wspaniały stosunek jakości do ceny. Widziałem, że gracze narzekali, że nie te produkcje, że mało i w ogóle. Tylko, ile Nintendo miało tam tego dodać? W przypadku stu tytułów cena byłaby bardzo wysoka, a i tak ludzie by płakali. Nie da się zadowolić wszystkich. Za 289 złotych dostajemy naprawdę ciekawy kawałek plastiku z mnóstwem wspaniałych gier, których na pewno nie przejdzie się wszystkich w jeden wieczór.

Ogromną ich zaletą jest to, że można do nich ciągle wracać i nie ma mowy o znudzeniu. Po to też powstał Mini NES, aby zapewniać dobrą zabawę. Udało się. Japończycy tego dokonali. Mamy wiele konkretnych klasyków legalnie, z możliwością zapisu w dowolnym momencie i dobrym obrazem. Takiego retro oczekiwałem. Mogę się czepiać wagi i długości kabla, ale jestem zadowolony z zakupu. Nie dajcie się tylko nabrać ludziom z serwisów aukcyjnych. Nintendo powoli dostarcza kolejne egzemplarze do sprzedaży i szkoda dopłacać 100zł lub więcej. Mnie się udało i Wam na pewno też się powiedzie, a warto.