Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Polska

Mieszkańcy Katowic chcą, by miasto zostało zniszczone w Transformersach. Oby więcej takich akcji

MS
Maciej Sikorski
7

Krótko przed ostatnim IEM przeczytałem o ciekawych planach wobec Katowic i nie chodziło o mistrzostwa w grach komputerowych - niektórzy chcą, by miasto zostało zniszczone. Mówimy tu jednak o destrukcji w jednym z filmów z serii Transformers. Podejrzewam, że część osób to rozbawi, stwierdzą, że pomysł jest co najmniej dziwny, może nawet idiotyczny, ale gdy chwilę się nad tym zastanowić, to inicjatywa wydaje się dość sensowna. Oby nie skończyło się na wydarzeniu na Facebooku...

Tak, sprawa zaczyna się na Facebooku. Znajdziemy tam wydarzenie "Żądamy zniszczenia Katowic w Transformers 6!". Na czym miałoby to polegać? Pewnie na tym samym, na czym polega niszczenie innych miejscowości w blockbusterach. Nie jestem ekspertem w temacie serii Transformers, ale tu chyba nie potrzeba eksperta - cel wydaje się raczej oczywisty, chodzi o promocję miasta. Niektórzy pewnie się zdziwią: jaka to promocja? Ale prawda jest taka, że o filmy tego typu (zresztą nie tylko takie) naprawdę warto walczyć.

Promowanie miast w filmach to temat rzeka. Kiedyś głośno było o tym, że Kraków mógłby pojawić się w filmie Allena. Niczym Nowy Jork, Paryż czy Barcelona. Tylko, że to kosztuje. Może się jednak okazać opłacalne - po serialu Gra o Tron sporo mówiło się o lokacjach w Chorwacji czy w Irlandii, po Władcy pierścieni popularna stała się Nowa Zelandia. To jest naprawdę duży biznes, a miasta walczą o możliwość pokazania się w filmie, przyjęcia ekipy filmowej. Wspominany już Kraków od jakiegoś czasu współpracuje z Bollywood. I nie ma w tym nic śmiesznego...

Pojawienie się w blockbusterze Michaela Baya byłoby dla Katowic dużym wydarzeniem. Nie dziwi zatem, że Ratusz pozytywnie zareagował na wieść o tej inicjatywwie.

Przedstawiciele władz miasta podeszli do tej idei entuzjastycznie. - Bardzo się cieszymy, że zdaniem internautów to Katowice powinny znaleźć się w hollywoodzkiej superprodukcji - mówi Maciej Stachura, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Katowice. Wpisuje się to w strategię promocji Katowic, opartą m.in. na organizowaniu dużych wydarzeń w skali międzynarodowej, jak rozgrywki e-sportu Intel Extreme Masters, które już w ten weekend odbędą się w Spodku.

- Być może organizatorzy IEM i hollywoodzcy reżyserzy mogliby połączyć siły? Optimus Prime wchodzący do Spodka pełnego graczy i fanów gier komputerowych robiłby niesamowite wrażenie na wielkim ekranie - sugeruje Stachura, który jest przekonany, że obecność w "Transformerach" świetnie wypromowałaby Katowice jako miejsce rozwoju nowoczesnych technologii.[źródło]

IEM i Transformers? To nawet ma sens. Oczywiście do takiego scenariusza droga bardzo daleka, tym musieliby być zainteresowani i twórcy filmu i firmy stojące za mistrzostwami. Widzę jednak korzyści dla jednych i drugich. Zostawmy łączenie tych wydarzeń - byłoby naprawdę ciekawie, gdyby udało się je zrealizować nawet oddzielnie.

W ubiegły weekend udawałem się do Spodka taksówką. Rozmawiałem z kierowcą o imprezie. On dopytywał, o co w tym wszystkim chodzi, ja zbierałem informacje dotyczące ruchu związanego z wydarzeniem. Jest większy - taksówkarze są naprawdę zadowoleni, bo przez kilka dni w wydawałoby się martwym sezonie dużo się dzieje. Zadowoleni są też hotelarze, restauratorzy, sklepy ulokowane w okolicach Spodka i MCK. Taksówkarz stwierdził wprost: to daje miastu naprawdę dużo. Nie mam konkretnych danych, więc nie powiem, ile, ale trudno się z nim nie zgodzić.

Jestem przekonany, że dla rzeszy graczy na całym świecie Katowice są obecnie najbardziej znanym polskim miastem. Nie Warszawa, nie większe Kraków czy Łódź, ale Katowice - miasto, w którym obywa się super wydarzenie esportowe. Świetna reklama. Władze miasta zdają sobie z tego sprawę i to podkreślają. Cieszy mnie także to, że zauważają kolejne opcje promowania stolicy Górnego Śląska. Niesztampowego promowania. Pojawienie się w takim filmie może być lepszym rozwiązaniem niż akcje reklamowe z krótkimi materiałami prezentującymi wybrane zakątki regionu i emitowanego w telewizji czy w kinach przed seansami. To ciekawsze niż banery i reklamy w gazetach.

Widz zobaczy Spodek niszczony przez roboty i możliwe, że zainteresuje się tym obiektem: co to było? Gdzie to było? A gdy dowie się, że ten budynek ma już dobrych kilka dekad, może stwierdzić, że ktoś miał niezły rozmach i wyobraźnię...

Zdaję sobie sprawę z tego, że między wydarzeniem na Facebooku a kręceniem filmu jest kosmiczna przepaść. Zwłaszcza takiego filmu. Ale cieszy mnie to, że władze miasta reagują pozytywnie (oby na słowach się nie skończyło) i dostrzegają potencjał, a ludzie wychodzą z oddolną inicjatywą. Warto w tym miejscu wspomnieć, że chcą przy tym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu:

Tymczasem organizatorom towarzyszy nie tylko optymizm. Inspirują się katowickimi ruchami społecznymi, walczącymi o usunięcie barierek na ulicy Kościuszki czy protestującymi przeciwko budowie kolejnych galerii handlowych.

Piotr Gacek, jeden z założycieli wydarzenia na FB, zauważa, że stolica Górnego Śląska jest bardziej przyjazna dla samochodów niż dla ludzi i chyba tylko tu można dostać mandat za przechodzenie przez deptak. Z dezaprobaty wobec takiego stanu rzeczy narodził się pomysł na wpuszczenie do miasta Transformerów. - Chcemy w ten sposób zadać mieszkańcom pytanie, czy wolą, żeby Katowice były niszczone przez urzędników czy przez superroboty - wyjaśnia swoją motywację. Próbując udowodnić, jak malowniczo może wyglądać destrukcja, przywołuje niedawny incydent z samochodem, pod którym zawalił się fragment fontanny na rynku. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądałoby to zdarzenie przefiltrowane przez wyobraźnię Michaela Baya.[źródło]

Walka o lepsze miasto i jego promocja nie są ze sobą sprzeczne, więc tym większy plus. Życzę powodzenia, oby inni brali przykład i sprawy w swoje ręce - samo się nie zrobi...

PS Autorem grafiki tytułowej jest Jakub Kowalczyk - stworzył ją kilka lat temu, teraz przydała się przy zainicjowaniu wspomnianego wydarzenia.

Tak, sprawa zaczyna się na Facebooku. Znajdziemy tam wydarzenie "Żądamy zniszczenia Katowic w Transformers 6!". Na czym miałoby to polegać? Pewnie na tym samym, na czym polega niszczenie innych miejscowości w blockbusterach. Nie jestem ekspertem w temacie serii Transformers, ale tu chyba nie potrzeba eksperta - cel wydaje się raczej oczywisty, chodzi o promocję miasta. Niektórzy pewnie się zdziwią: jaka to promocja? Ale prawda jest taka, że o filmy tego typu (zresztą nie tylko takie) naprawdę warto walczyć.

Promowanie miast w filmach to temat rzeka. Kiedyś głośno było o tym, że Kraków mógłby pojawić się w filmie Allena. Niczym Nowy Jork, Paryż czy Barcelona. Tylko, że to kosztuje. Może się jednak okazać opłacalne - po serialu Gra o Tron sporo mówiło się o lokacjach w Chorwacji czy w Irlandii, po Władcy pierścieni popularna stała się Nowa Zelandia. To jest naprawdę duży biznes, a miasta walczą o możliwość pokazania się w filmie, przyjęcia ekipy filmowej. Wspominany już Kraków od jakiegoś czasu współpracuje z Bollywood. I nie ma w tym nic śmiesznego...

Pojawienie się w blockbusterze Michaela Baya byłoby dla Katowic dużym wydarzeniem. Nie dziwi zatem, że Ratusz pozytywnie zareagował na wieść o tej inicjatywwie.

Przedstawiciele władz miasta podeszli do tej idei entuzjastycznie. - Bardzo się cieszymy, że zdaniem internautów to Katowice powinny znaleźć się w hollywoodzkiej superprodukcji - mówi Maciej Stachura, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Katowice. Wpisuje się to w strategię promocji Katowic, opartą m.in. na organizowaniu dużych wydarzeń w skali międzynarodowej, jak rozgrywki e-sportu Intel Extreme Masters, które już w ten weekend odbędą się w Spodku.

- Być może organizatorzy IEM i hollywoodzcy reżyserzy mogliby połączyć siły? Optimus Prime wchodzący do Spodka pełnego graczy i fanów gier komputerowych robiłby niesamowite wrażenie na wielkim ekranie - sugeruje Stachura, który jest przekonany, że obecność w "Transformerach" świetnie wypromowałaby Katowice jako miejsce rozwoju nowoczesnych technologii.[źródło]

IEM i Transformers? To nawet ma sens. Oczywiście do takiego scenariusza droga bardzo daleka, tym musieliby być zainteresowani i twórcy filmu i firmy stojące za mistrzostwami. Widzę jednak korzyści dla jednych i drugich. Zostawmy łączenie tych wydarzeń - byłoby naprawdę ciekawie, gdyby udało się je zrealizować nawet oddzielnie.

W ubiegły weekend udawałem się do Spodka taksówką. Rozmawiałem z kierowcą o imprezie. On dopytywał, o co w tym wszystkim chodzi, ja zbierałem informacje dotyczące ruchu związanego z wydarzeniem. Jest większy - taksówkarze są naprawdę zadowoleni, bo przez kilka dni w wydawałoby się martwym sezonie dużo się dzieje. Zadowoleni są też hotelarze, restauratorzy, sklepy ulokowane w okolicach Spodka i MCK. Taksówkarz stwierdził wprost: to daje miastu naprawdę dużo. Nie mam konkretnych danych, więc nie powiem, ile, ale trudno się z nim nie zgodzić.

Jestem przekonany, że dla rzeszy graczy na całym świecie Katowice są obecnie najbardziej znanym polskim miastem. Nie Warszawa, nie większe Kraków czy Łódź, ale Katowice - miasto, w którym obywa się super wydarzenie esportowe. Świetna reklama. Władze miasta zdają sobie z tego sprawę i to podkreślają. Cieszy mnie także to, że zauważają kolejne opcje promowania stolicy Górnego Śląska. Niesztampowego promowania. Pojawienie się w takim filmie może być lepszym rozwiązaniem niż akcje reklamowe z krótkimi materiałami prezentującymi wybrane zakątki regionu i emitowanego w telewizji czy w kinach przed seansami. To ciekawsze niż banery i reklamy w gazetach.

Widz zobaczy Spodek niszczony przez roboty i możliwe, że zainteresuje się tym obiektem: co to było? Gdzie to było? A gdy dowie się, że ten budynek ma już dobrych kilka dekad, może stwierdzić, że ktoś miał niezły rozmach i wyobraźnię...

Zdaję sobie sprawę z tego, że między wydarzeniem na Facebooku a kręceniem filmu jest kosmiczna przepaść. Zwłaszcza takiego filmu. Ale cieszy mnie to, że władze miasta reagują pozytywnie (oby na słowach się nie skończyło) i dostrzegają potencjał, a ludzie wychodzą z oddolną inicjatywą. Warto w tym miejscu wspomnieć, że chcą przy tym upiec dwie pieczenie na jednym ogniu:

Tymczasem organizatorom towarzyszy nie tylko optymizm. Inspirują się katowickimi ruchami społecznymi, walczącymi o usunięcie barierek na ulicy Kościuszki czy protestującymi przeciwko budowie kolejnych galerii handlowych.

Piotr Gacek, jeden z założycieli wydarzenia na FB, zauważa, że stolica Górnego Śląska jest bardziej przyjazna dla samochodów niż dla ludzi i chyba tylko tu można dostać mandat za przechodzenie przez deptak. Z dezaprobaty wobec takiego stanu rzeczy narodził się pomysł na wpuszczenie do miasta Transformerów. - Chcemy w ten sposób zadać mieszkańcom pytanie, czy wolą, żeby Katowice były niszczone przez urzędników czy przez superroboty - wyjaśnia swoją motywację. Próbując udowodnić, jak malowniczo może wyglądać destrukcja, przywołuje niedawny incydent z samochodem, pod którym zawalił się fragment fontanny na rynku. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak wyglądałoby to zdarzenie przefiltrowane przez wyobraźnię Michaela Baya.[źródło]

Walka o lepsze miasto i jego promocja nie są ze sobą sprzeczne, więc tym większy plus. Życzę powodzenia, oby inni brali przykład i sprawy w swoje ręce - samo się nie zrobi...

PS Autorem grafiki tytułowej jest Jakub Kowalczyk - stworzył ją kilka lat temu, teraz przydała się przy zainicjowaniu wspomnianego wydarzenia.

PPS Na Facebooku udzielają się w tym wydarzeniu nie tylko mieszkańcy Katowic - warto to wykorzystać.

PPS Na Facebooku udzielają się w tym wydarzeniu nie tylko mieszkańcy Katowic - warto to wykorzystać.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

filmkatowice