Felietony

Do jednego standardu długa droga. Wciąż mam plątaninę kabli z różnymi końcówkami

Mirosław Mazanec
14

W moim biurku jest szuflada. Z założenia miała służyć do trzymania najpotrzebniejszych mi rzeczy. Ale wrzucam też do niej testowane smartfony czy smartwatche, których jeszcze nie zapakowałem do pudełka. I ostatnio zauważyłem, że zmieniła się w jedno wielkie kłębowisko kabli.

Są to kable służące do ładowania testowanych przeze mnie zegarków. Oczywiście każdy z nich jest inny. Piny, wtyki – każda końcówka w różnych rozmiarach, różnej wielkości i konstrukcji. Najdziwniejsza była dla mnie sytuacja, gdy okazało się, że standardowa wersja jednego ze smartwatchy ma ładowarkę na piny, które nie pasują do identycznej z wyglądu wersji Pro, oczywiście tego samego producenta. Musiałem więc wyjąć z pudełka kolejny kabelek…

Z jednej strony firmy coraz częściej i głośniej mówią o ekologii i ochronie środowiska. Z drugiej – mają ją gdzieś, cały czas konsekwentnie produkując tony elektrośmieci. Dlatego tak jak jestem zdecydowanym zwolennikiem wolnego rynku i konkurencji, tak w tym przypadku mam nadzieję, że jakiś regulator, czytaj Komisja Europejska, zrobi z tym kiedyś porządek.

Jedno wejście dla wszystkich

Tak jest np. w przypadku wejścia USB-C, które będzie stosowane we wszystkich smartfonach, tabletach i aparatach fotograficznych sprzedawanych w Unii.  Ma się to stać do jesieni 2024 r. Czyli okazuje się, że można. I to wbrew oporowi takiego giganta, jakim jest Apple, stosującego swój port. Jak widać do czasu.

Kolejny przykład? Nowe zasady dotyczące naprawy telefonów komórkowych i tabletów, które chce wprowadzić Parlament Europejski. W założeniu ma to wydłużyć ich żywotność nawet do pięciu lat. Chodzi o możliwość wymiany niektórych części. Wiąże się to również z wydawaniem obligatoryjnych aktualizacji zabezpieczeń przez taki sam okres i aktualizacji systemu przez trzy lata. Pisał o tym Patryk Koncewicz. Co prawda to dopiero pomysł, ale skoro udało się z USB-C, powinno udać się też tutaj.

Oszczędność dla firm

Wracając do smartwatchy. Nie widzę powodu, by ich producenci również nie mogli zacząć stosować jednego standardu ładowania. Oczywiście na początku zawsze będzie krzyk. Że się nie da, że to bez sensu, że to podniesie koszty, że zapłacą za to klienci itp. itd. Tak jest zawsze, gdy ktoś odgórnie coś narzuca. To przecież zamach na wolność.

Ala czasami trzeba się popatrzeć na rzeczywistość z nieco szerszej perspektywy. Zdać sobie sprawę, że pomimo pięknych słówek, korporacjom chodzi o zysk. Zaś celem państw jest dobro obywateli i teraz i co ważniejsze, w przyszłych pokoleniach.

A tak poza wszystkim, mogłoby to przynieść firmom oszczędności. Ja nie miałbym problemu, gdybym kupił smartwatch bez ładowarki w pudełku wiedząc, że będzie pasować do niego inna, którą mam już w domu. W końcu w pudełkach z telefonami też coraz rzadziej znajdujemy ładowarkę…

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton