11

Uber i podobne mu firmy będą dotować taksówkarzy. Sprawiedliwość czy przesada?

Kolejna odsłona sporu o Ubera i podobne mu firmy, tym razem na amerykańskiej ziemi. Obyło się bez niszczenia samochodów i blokowania ulic przez taksówkarzy, ale to nie powinno dziwić - władze idą na rękę tej grupie zawodowej. Chociaż niektórzy stwierdzą, że to po prostu wyrównywanie szans i początek sprawiedliwości. Za taką zostanie pewnie uznany nowy podatek płacony przez firmy oferujące aplikacje do zamawiania pojazdów. Pieniądze uzyskane z tych opłat trafią do kas miast, państwa i tradycyjnych korporacji taksówkarskich.

Massachusetts – ten stan zdecydował się na wprowadzenie nowego podatku. Nim przejdę do szczegółów, przywołam fragment komentarza Czytelnika, który pojawił się na AW w ubiegłym tygodniu:

I druga, bardzo ważna sprawa – coś za co zostanę zjedzony, ale uważam, że trzeba to napisać, bo to przeoczenie, które miało miejsce ponad 100 lat temu w nieco innej formie – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby firmy wykorzystujące autonomiczne samochody (ale i innego rodzaju roboty), wpłacały do krajowego budżetu co miesiąc kwotę równą np. minimalnemu wynagrodzeniu, za każdy taki pojazd. Być może w USA wydaje się to szaleństwem, ale Europa powinna sobie na takie szaleństwo pozwolić.[źródło]

Do tego droga pewnie daleka, ale po decyzjach w Massachusetts trudno stwierdzić, czy w USA zostanie to uznane za szaleństwo – może właśnie w Ameryce będą wprowadzane podatki, o których pisał Czytelnik? Wszak to tam uruchamiany jest test z podatkiem gwarantowanym (dla porównania Szwajcarzy odrzucili w referendum możliwość wprowadzenia dochodu podstawowego). Nim jednak dojdziemy do autonomicznych pojazdów, które zaczną odbierać pracę ludziom, kierowcom zawodowym i amatorom dorabiającym po godzinach, będziemy obserwować dalszy spór taksówkarzy z uberowcami i spółką. Znamy to doskonale z Polski, więc nie muszę ponownie opisywać sprawy.

Urzędnicy i politycy w Massachusetts postanowili rozwiązać problem w następujący sposób: każdy przejazd w ramach aplikacji Uber, Lyft czy podobnej zostanie obłożony podatkiem wysokości 20 centów, z czego 10 centów ma trafić do miejskich kas, 5 centów do stanowego funduszu transportu, a 5 centów do taksówkarzy. Dwie pierwsze opłaty nie powinny dziwić, władze szukają pieniędzy, więc wprowadzają nowe podatki – nic nowego. Firmy stojące za aplikacjami zastanawiają się jednak, dlaczego mają dotować konkurencję? I w jaki sposób pieniądze te zostaną wydane?

Taksówkarze przekonują, że kasa pójdzie na rozwój ich usług, modernizację, dostosowanie się do zmian na rynku. W teorii pieniądze powinny też być przeznaczone na szkolenia kierowców, dostosowywanie ich do realiów rynku pracy w XXI wieku. Jeżeli za kilka lat na ulice rzeczywiście trafią autonomiczne pojazdy, lepiej, by taksówkarze mieli nowy fach w ręku. Jednocześnie ci ostatni powtarzają, że podatek sprawy nie załatwia, bo uberowcy nadal mają lepiej niż taksówkarze objęci np. kontrolami. Mamy zatem uspokojenie sytuacji, a nie jej rozwiązanie.

Czy firmy zapłacą? Cóż, nie mają innego wyjścia. Możliwe jednak, że nie będą za bardzo protestować, bo dostają coś w zamian – np. możliwość zbierania pasażerów z lotnisk. Trzeba przy tym podkreślić, że w nowych przepisach zaznaczono, iż nowej opłaty nie można przenosić na kierowców i pasażerów – płacić mają firmy. Chyba każdy zdaje sobie sprawę z tego, iż korporacje znajdą sposób, by ominąć tę barierę – jeśli stracą tutaj, to spróbują odzyskać pieniądze w innym miejscu. Ostatecznie więc kierowcy mogą zarobić mniej, a klienci zapłacą więcej. Suma niby nie jest porażająca, lecz pojawią się głosy przekonujące, że chodzi o coś więcej: o dotowanie taksówkarzy i sztuczne utrzymywanie ich na rynku pracy.

Podatek w Massachusetts ma obowiązywać do roku 2021. Właściwie do tego roku taksówkarze będą dostawać wspomniane 5 centów, potem ta część opłaty zostanie podzielona między pozostałych beneficjentów, czyli miasta, urzędy i stan. To ma potrwać do roku 2026. Nowe prawo ma zatem obowiązywać przez dekadę. Najwyraźniej władze zakładają, że nie ma co wybiegać dalej w przyszłość, bo sytuacja w tym biznesie może się poważnie zmienić w ciągu dziesięciu lat. Może w kolejnej dekadzie rzeczywiście będą się zastanawiać nad tym, jak opodatkować firmy przewozowe, które korzystają z pracy autonomicznych samochodów i nie potrzebują żywych kierowców? To już jednak inny temat. Na razie mamy podatek, który powinien się spodobać taksówkarzom nie tylko w innych stanach, ale też w innych krajach…