16

Marvel szuka sposobu na powrót Tony Starka i Kapitana Ameryki do kolejnych filmów

„Nie zabija się kur znoszących złote jaja” to przysłowie, które w branży filmowej może mieć dość przewrotne znaczenie. Siłą początkowych sezonów „Gry o Tron” było właśnie bezwzględne pozbywanie się pierwszoplanowych bohaterów, a gdy tego zaprzestano, poziom serialu podupadł. Wiele serii popsuło swoich bohaterów, przywracając ich na siłę do życia, a powroty całkiem udane to raczej wyjątki potwierdzające regułę. Przed dylematem co zrobić dalej z dwoma najważniejszymi postaciami z uniwersum Marvela stoi dziś Disney. I mam niestety obawy, że może wybrać źle.

Infinity War i Endgame

W dwu ostatnich filmach serii Avengers twórcy zastosowali już ten zabieg, ale przywrócenie do życia bohaterów zabitych w „Infinity War” zostało przykryte śmiercią Iron Mana i odejściem Kapitana Ameryki. Gdyby Endgame zakończył się klasycznym hollywodzkim happy endem, oba filmy straciłyby dużo ze swojego emocjonalnego wydźwięku.

Nie mniej, z plotek krążących wokół uniwersum wynika, że twórcy nie bardzo potrafią rozstać się z obiem charyzmatycznymi postaciami, które, nie ma się co oszukiwać, były siłą napędową całej serii. Biorąc pod uwagę, że chaos, który spowodowała pandemia, wprowadził niepewność nawet dla premier które wcześniej byłyby pewniakami, w pewnym sensie ich rozumiem. Ale tylko w pewnym…

Nikt nie chce źle, ale…

Z drugiej jednak, w tym konkretnym przypadku taka próba, w tym konkretnym przypadku jest bardzo ryzykowna. Szefostwo Disneya zdaje sobie z tego podobno sprawę i jak mówią przecieki, poszukują metody jak zrobić to w sposób, który nie zrujnuje wymowy „Endgame”.

Pomysł jak mają na chwilę obecną twórcy, to wprowadzenia do nadchodzącej sagi „Secret Wars” Tonego Starka z… równoległego wszechświata. Według informacji podanych przez Mike Suttona, specjalizującego się w wyciąganiu informacji z Marvela, taki „inny” Stark miałby za namową Mister Fantastica dołączyć do grupy Illuminati. Jednocześnie nie jest pewne, czy byłby wtedy w ogóle Iron Manem. Pomimo tego, że taka sytuacja daje twórcom trochę ciekawych możliwość pobawienia się wizerunkiem bohatera, nie postawiłbym złotówki, że taka operacja zakończyłaby się sukcesem.

Kapitan-senior?

Teoretycznie w trochę lepszej sytuacji jest Kapitan Ameryka, którego sytuacja, pomimo sugestii z „Spiderman: Far From Home” jest niejednoznaczna. Zabieg z cofnięciem w czasie pozostawił sporo niedomówień, które dają twórcom większą elastyczność. Tyle, że wybór Kapitana z „Endgame” był na tyle mocny, że jedyną sensowną opcją byłby jego powrót jako seniora, a mam wrażenie, że to nie o to twórcom chodzi.

Jak narazie podobno nic nie zostało jeszcze postanowione i osobiście mam nadzieję, że Marvel przemyśli sprawę i porzuci te pomysły. Nie dość, że mogą popsuć starą serię, to i nowa, obciążona tak mocnymi postaciami, może nie być w stanie wykreować wystarczająco odmiennego wizerunku i pozycji pierwszoplanowych bohaterów. Zjeść ciastko i mieć ciastko udaje się bardzo rzadko, nawet na srebrnym ekranie.

Źródło: [1]