mapy google
3

Macki Google sięgają coraz dalej – wszystko w imię naszej wygody

Można narzekać na to, że Google wie o nas coraz więcej i coraz mocniej próbuje się wgryźć w naszą rzeczywistość. Pytanie jednak, czy to źle, jeżeli możemy dzięki temu uzyskać konkretne, wymierne korzyści. Bo jeśli miałbym się dzięki temu dowiedzieć, jak duża jest obecnie kolejka do mojego lekarza: nie mam nic przeciwko.

Pewnie zastanawialiście się kiedyś, w jaki sposób Google określa natężenie ruchu na konkretnych odcinkach drogi. Ogromna część z Was nie ma problemu ze zidentyfikowaniem sposobu, w jaki Google to robi – na podstawie lokalizacji smartfonów poruszających się po drogach jest w stanie rozpoznawać miejsca, w których jazda odbywa się wolniej. To niezwykle przydatna wiedza nie tylko dla giganta, ale również dla użytkowników, którzy dzięki temu mogą uniknąć przykrego stania w korkach i wybrać trasę alternatywną, o ile jest dostępna.

Ile wolnych miejsc jest w pociągu?

Takie powiadomienia zaczęły pojawiać się w aplikacji Google Maps użytkownikom, którzy korzystają z metra lub pociągów za granicą. Przy czym użytkownicy na platformie iOS otrzymywali pytania o ilość miejsc w pociągu już od kilku miesięcy. Google chce dzięki temu dowiedzieć się, jakie są możliwości konkretnych pociągów i najpewniej, informować użytkowników o tym, czy mogą spodziewać się tłumów w ich wnętrzu. Zadawanie bezpośrednich pytań użytkownikom w takich miejscach jest bardzo istotne – użytkownicy znajdują się w takich sytuacjach przeważnie poza zasięgiem GPS i znacznie trudniej jest zbudować odpowiednią bazę informacji.

Google Maps

Google po raz kolejny korzysta z rozbudowanej bazy tzw. „lokalnych przewodników”, którzy chętnie dzielą się zdjęciami miejsc w Google Maps, odpowiadają na pytania, dokonują zmian, oceniają lokale – generalnie robią wszystko, by Mapy były jeszcze dokładniejsze i oferowały bardziej precyzyjne dane. Bez ich zaangażowania raczej nie udałoby się uczynić tego produktu giganta „kombajnem”.

Jednak jego możliwości sięgają znacznie dalej i nie zdziwię się, jeżeli kiedyś będę w stanie dowiedzieć się takich rzeczy z Map. Wyobraźmy sobie, że zamierzamy udać się do naszego lekarza rodzinnego. Nie wiemy jednak, czy obecnie możemy spodziewać się ogromnych kolejek – wystarczy rzut oka na smartfona i już wszystko wiemy. Na podstawie lokalizacji urządzeń oraz „wiedzy” Map co do typowego obłożenia konkretnej miejscówki, możliwe będzie określenie w przybliżeniu czasu, jaki spędzimy w kolejce. Co istotne – Google już teraz jest w stanie powiedzieć nam, ile mniej więcej użytkownicy spędzają czasu w konkretnej lokalizacji (a także, jaki jest ruch o konkretnej porze).

I podobnie może być w sklepach – jeśli Mapy Google byłyby w stanie ostrzec mnie przed robieniem zakupów o tej i o tej godzinie z uwagi na możliwe trudności – też nie miałbym nic przeciwko. W imię wygody jestem w stanie zgodzić się na wiele, choć cały czas zastanawiam się, gdzie leży granica „wiedzy” dla Google i o co jeszcze ten gigant może nas zapytać. Albo i nie zapytać… a dowiedzieć się samodzielnie.