facebook
18

Manipulacja masowej populacji ludzi w wykonaniu Facebooka

Nie masz Facebooka, nie istniejesz. Internetowy gigant w pierwszym kwartale 2018 roku liczył sobie przeszło 2 miliardy aktywnych użytkowników. Brak konta na Facebooku wydaje się czymś nie do pomyślenia w dzisiejszych czasach, szczególnie dla pokolenia Y, które wychowuje się z tą technologią. Wielu użytkowników nie jest jednak świadom tego, jak media społecznościowe podświadomie kształtują ich myślenie i zachowanie. Dlaczego smartfony i portale social media stały się częścią naszego życia i jak na nas wpływają? Te kwestie poruszę w poniższym artykule. Mimo iż skupię się na Facebooku, dalsza treść w dużej mierze dotyczy również portali jak Instagram, Snapchat, czy Twitter, o czym sami się przekonacie.

Autorem artykułu jest Maciej Owczarzak

Czuję ogromne poczucie winy. Stworzyliśmy narzędzia, które rozrywają społeczną strukturę funkcjonowania społeczeństwa

-Chamath Palihapitiya, były kierownik ds. wzrostu bazy użytkowników w Facebooku

Bóg jeden wie co media społecznościowe robią z mózgami naszych dzieci

-Sean Parker, były prezes Facebooka

Zacznę od krótkiej historii moich doświadczeń z portalem. Z Facebookiem zostałem zapoznany w 2009 roku, miałem wtedy 13 lat. Był to okres jeszcze przed masową eksplozją popularności urządzeń mobilnych w Polsce. Osobiście nie widziałem potrzeby założenia konta, portal sprawiał wrażenie następcy Naszej-Klasy, a nadal najpopularniejszym komunikatorem było Gadu-Gadu także nie było problemu z kontaktem ze znajomymi. Z upływem czasu, Facebook messenger stał się głównym kanałem komunikacji w internecie, z tego powodu w 2014 roku postanowiłem dołączyć do Facebooka. Portal miał mi służyć jedynie do komunikowania się ze znajomymi, nie publikowałem na profilu zbyt wiele. Mogłoby się wydawać, że wcale z Facebooka nie korzystam, a jednak byłem od niego uzależniony. Mowa tu o konsumpcji informacji z tablicy.

Zawsze zdawałem sobie w głębi sprawę z tego, że media społecznościowe negatywnie wpływają na społeczeństwo. Wśród znajomych byłem znany z narzekania na ich nieustanne korzystanie ze smartfonów. Niektórzy woleli poświęcać więcej uwagi smartfonowi, czatując z nieobecnymi z nami osobami, niżeli żyć własnym doświadczeniem. Każda aktywność musiała być koniecznie udokumentowana w postaci zdjęć i filmów, a niektóre spotkania były wręcz sesją fotograficzną.

Było to irytujące zarówno dla mnie, jak i dla nich. Ja zniechęcałem się do spotkań, a oni uważali, że mamy XXI wiek – Świat ruszył naprzód, a ja nie potrafię się zaadaptować do technologii. W końcu niemal całe pokolenia Y korzysta z mediów społecznościowych, a problem w nich widzą głównie seniorzy.

Nie zgadzałem się z tą myślą, w technologii jestem bardziej obeznany niż każdy w moim kręgu, ale bywało, że zastanawiałem się, czy może mają rację? Może powinienem zacząć wstawiać selfie, lajkować posty innych, i robić zdjęcia moich posiłków? Nigdy do tego nie doszło. Zrezygnowałem z mediów społecznościowych po czterech latach ich użytkowania i chciałbym przekonać was do podjęcia tej samej decyzji.

Mechanizm działania Facebooka – Programowanie ludzkich zachowań

Każdy użytkownik zna zewnętrzne działanie portalu, nie każdy jednak zdaje sobie sprawę z zasad, które kierują jego funkcjonowaniem.

Korzystanie z Facebooka jest bezpłatne, jak więc osiągają dochody o wysokości 12 miliardów dolarów? Myślę, że każdy się domyśla – Wyświetlają reklamy. Niewielu ma świadomość, że nie są to przypadkowe, a ukierunkowane reklamy – Dopasowane do naszych potrzeb i zainteresowań. Skąd Facebook zna nasze potrzeby i zainteresowania? Publicznie wiadomo, że gromadzą o nas dane między innymi na podstawie: postów, które oglądamy, lajkujemy i komentujemy, polubionych fanpagów, grup do których należymy, czy Informacji, które podaliśmy Facebookowi (płeć, wiek, szkoły, praca, ulubione książki itp..). Wiedzą także o zewnętrznych stronach internetowych, które przeglądamy, wykorzystują do tego celu wtyczki “polub”, “udostępnij”, oraz narzędzia analityczne Facebooka, które developerzy umieszczają na swoich witrynach. Gromadzą również dane osób niezarejestrowanych na portalu, „ze względów bezpieczeństwa” – wyjaśnia Facebook. Wykorzystując adres IP sieci komórkowej, pobliskie Wi-Fi, czy chociażby bezpośrednią zgodę na udostępnienie lokalizacji, wiedzą gdzie i kiedy się przemieszczamy.

Istnieją także podejrzenia, że aplikacja Facebooka na naszym smartfonie, która nieustannie działa w tle, korzysta z funkcji zamiany mowy na tekst. Mikrofon nasłuchuje tego, co mówimy, przetwarza na tekst i wysyła dane do bazy Facebooka, gdzie algorytmy starają się wyłapać słowa kluczowe. Według doniesień użytkowników, jeżeli rozmawiamy np. o wakacjach w Paryżu, możemy spodziewać się reklam hoteli w Paryżu, lub biura podróży. Są to jednak spekulacje, nie zostało to udowodnione.

W ustawieniach Facebooka możemy pobrać paczkę z niektórymi informacjami, które Facebook o nas zgromadził. Znajdziemy tam historię naszych aktywności, w tym czat messengera i wyciąg połączeń wychodzących i przychodzących naszej sieci komórkowej oraz wiadomości SMS.

Zaskakująco, wielu osobom wcale to nie przeszkadza, nie zależy im na prywatności.

„No dobra, wielkie halo. Co z tego, że mają te dane i tak niczego nie kupuje, nawet nie klikam w te reklamy, nie mam niczego do ukrycia. Tylko korzystam sobie z Facebooka.”

Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka, w kwietniu 2018 roku został przesłuchany przez kongres Stanów Zjednoczonych w sprawie skandalu Cambridge Analytica, w którym prywatne dane 87 milionów użytkowników zostały zgromadzone nielegalnie. Ludziom przestało się podobać to, jak wykorzystywane są ich prywatne informacje, wielu zaczęło usuwać konta.

Facebook szukając wyjścia z sytuacji, zaproponował płatną wersję portalu dla osób, które nie życzą sobie ukierunkowanych reklam. Mieliby płacić miesięczny abonament o wysokości 25 zł – Poinformowali, że tyle średnio zarabiają na każdym użytkowniku.

Nie musimy więc wcale klikać w te reklamy, nie jest to model płatności za kliknięcie- jak w przypadku np. Google. Facebook zarabia na samym wyświetlaniu reklam, czyli za portal płacą reklamodawcy, a produktem są gałki oczne użytkowników.

Zastanówmy się teraz, jak firma z takim modelem biznesowym może zwiększyć swoje dochody? Proste. Użytkownicy muszą oglądać więcej reklam, muszą poświęcać jak najwięcej swojego czasu Facebookowi..

Jak udało im się zmanipulować do tego masową populacje ludzi?

Na to pytanie odpowiada Sean Parker, były prezes i członek grupy tworzącej Facebooka. W grudniu 2017 roku udzielił wywiadu dla portalu Axios, w którym głośno oznajmił:

„Proces myślowy, z którego korzystaliśmy podczas budowania tych sieci społecznościowych, Facebooka jako pierwszego, polegał na odpowiedzi na pytanie: Jak możemy przyciągnąć najwięcej Twojego czasu i świadomej uwagi ile tylko możliwe.

To znaczy, co jakiś czas musimy dać Ci dawkę dopaminy – Ktoś polubił czy skomentował Twoje zdjęcie, post, cokolwiek. Przez to będziesz ciągle tworzyć nową treść, będą się pojawiać nowe lajki i komentarze.”

Dopamina to neuroprzekaźnik w naszym mózgu,  który kontroluje uczucie przyjemności. Sprawia też, że nieustannie jej pożądamy. Dopamina uwalnia się również przy spożywaniu alkoholu, paleniu papierosów, czy hazardzie. Powoduje uzależnienie.

manipulacja Facebooka

W dalszej części wywiadu Parker powiedział coś, co mówi samo za siebie:

Jest to pętla zwrotna społecznej walidacji. Jest to dokładnie coś, na co wpadłby haker taki jak Ja. Media społecznościowe wykorzystują lukę w ludzkiej psychice.

Twórcy tych portali, Ja, Mark Zuckerberg, Kevin Systrom od Instagrama. Wszyscy mieliśmy tego świadomość, a i tak dalej to robiliśmy.”

Chodzi głównie o reakcje użytkowników. Luka naszej psychiki polega na tym, że chcemy zyskać aprobatę społeczeństwa, w przypadku Facebooka – wyrażoną lajkami, serduszkami i komentarzami. W momencie, kiedy je dostajemy – czujemy się lepiej, jest to wyrzut dopaminy, który potrafi uzależnić. Po czasie zastanawiamy się co kolejnego musimy zrobić – bo chcemy kolejnej dawki. Jakie kolejne selfie wstawić, jaki kolejny post napisać, czym się pochwalić itd.

Bardzo nam zależy, żeby wiedzieć co inni o nas myślą, w momencie, gdy wstawimy nowe zdjęcie, nasz umysł staje się ciekaw opinii innych i chętnie sprawdzamy, czy dostaliśmy nowe lajki i komentarze. Facebook aranżuję w tym celu odstęp czasowy wyświetlania naszego nowego zdjęcia, czy jakiegokolwiek postu między naszymi znajomymi i znajomymi naszych znajomych. U jednych wyświetli się np. natychmiast po zamieszczeniu, a u innych po dwóch, pięciu czy dwunastu godzinach. Jest to oczywiście przykład, dokładne działanie tych algorytmów nie jest publicznie udostępnione. Chodzi jednak o to, aby nowe lajki i komentarze przypływały z upływem czasu, mamy być ciekaw przez dłuższy czas i wyrobić sobie nawyk częstego odwiedzania Facebooka. Bardzo chętnie podsuwają nam dodanie nowych znajomych, których możemy znać. Chcą, abyśmy dodawali 300-2000+ “znajomych”, aby dostawać więcej lajków – przełoży się to na większą produkcję dopaminy w mózgu, spowoduje większe uzależnienie i sprawi, że Facebook zarobi na nas więcej.

Co z użytkownikami, którzy nie są zainteresowani publikowaniem niczego na swoich profilach? Na takich również mają rozwiązanie. Oferują nieustannie nowe treści, nowe wiadomości ze świata, nowości od naszych ulubionych youtuberów i bloggerów, nowe memy, w których możemy tagować znajomych itp. Ma tam na nas ciągle czekać coś nowego, coś, co nie pozwoli nam odejść od tych aplikacji. Priorytet wyświetlania treści jest dopasowywany do tego, czym w danym okresie jesteśmy się najbardziej zainteresowani. Angażujecie się w tagowanie znajomych w memach? Facebook będzie wam podsuwać więcej nowych memów. Najczęściej oglądacie materiały polityczne, czy udzielać się w grupach? Na tablicy znajdziecie jak najwięcej materiałów politycznych i postów z grup. Facebook wie, że wtedy chętnie wrócimy do portalu.

“Jeśli produkt jest za darmo, to produktem jesteś Ty.”

Ta technologia została skonstruowana przez inżynierów społecznych tak, aby była możliwie jak najbardziej uzależniająca w celu maksymalizacji dochodów. Firmy jak Facebook, Instagram, Google, YouTube, czy Snapchat, rywalizują o nasz czas, by móc go sprzedać reklamodawcom. Wykorzystują w tym celu sztuczki psychologiczne.

Tristan Harris, były pracownik Google, nazwał to “wyścigiem do najniższego pnia mózgu” – Przyciągnięciem uwagi poprzez dotarcie do najbardziej prymitywnych emocji użytkowników.

Na łamach portalu Big Think, wyjaśnił kolejną lukę w mózgu, którą nazwał „zmiennymi nagrodami harmonogramowymi

Wyjaśnił, w jaki sposób nasze smartfony działają na zasadzie silnie uzależniających automatów do gier w kasynach:

„W automacie do gier, wystarczy, że pociągniesz za dźwignię – Czasem dostaniesz nagrodę, a czasem nie. Im bardziej nieregularne to jest, tym bardziej uzależnia.

Kiedy sprawdzamy naszego smartfona – Pociągamy za dźwignię, bo jesteśmy ciekaw tego, co nowego dostaliśmy.

Weźmy dla przykładu aplikacje do randkowania jak Tinder – Każde przesunięcie w prawo to pociągnięcie za dźwignię – Sprawdzasz, czy dostałeś nowe dopasowanie z innym użytkownikiem.”

Wyjaśnia również, dlaczego rodzice powinni być przejęci dzisiejszą technologią i nie porównywać jej z technologią z własnego dzieciństwa:

“W latach siedemdziesiątych martwiliśmy się, że ludzie co chwile do siebie wydzwaniali. Mówiło się: Dzieci w tych czasach.. Co oni robią ze swoim umysłem.

Teraz można powiedzieć podobnie: Dzieci w tych czasach.. Cały czas używają Snapchata.

Kiedy ktoś podniósł telefon w latach siedemdziesiątych i dzwonił do znajomego, żeby poplotkować – nie było w tym nic złego, ale telefon nie był codziennie aktualizowany o nowe techniki manipulacyjne mające na celu skusić Cię do ponownego dzwonienia.

Wygląda to inaczej ze Snapchatem. Setka inżynierów każdego dnia udoskonala ich produkt, aby zwabić was do wzajemnej komunikacji.”

Na uniwersytecie Stanforda istnieje laboratorium technologii perswazyjnej – Specjalistyczna klasa poświęcona wykorzystywaniu podatności umysłu do kształtowania myśli i zachowań w zastosowaniu dla technologii.

Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka studiował informatykę i psychologię na uniwersytecie Harvardu, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni świata. W wywiadzie dla Y Combinator, otwarcie przyznał, że zawsze fascynował się myśleniem ludzi i tym jak porozumiewają się między sobą.

Biznes biznesem, ale co z moralnością? W grę wchodzi masowa liczba ludności, która korzysta z tych aplikacji. Zmieniają nasze zachowanie, myśli oraz pochłaniają czas, który jest naszym najcenniejszym zasobem. Przedstawiciele tych firm technologicznych z doliny krzemowej unikają wypowiedzi na temat uzależnienia od ich produktów.

Sam termin “uzależnienie” – Wolą nazywać “zaangażowaniem użytkownika”.

Zresztą prośba o rozwiązanie problemu uzależnienia to przecież prośba o generowanie mniejszych dochodów. Nierealna prośba.

manipulacja facebooka

Czy to uzależnienie stanowi problem?

Jedni są uzależnieni bardziej od drugich, na to pytania każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Jeżeli jednak podczas spotkania ze znajomymi jesteśmy bardziej zainteresowani smartfonem i piszemy z kimś nieobecnym – stanowi to problem. Jeżeli czujesz potrzebę sprawdzenia powiadomień co 15 minut – jesteś uzależnionym. Jeżeli rano po przebudzeniu pierwszą czynnością, którą robisz jest korzystanie ze smartfonu – jesteś uzależnionym.

Co czujesz na myśl, że ktoś pozbawiłby Cię dostępu do Twojego telefonu i Facebooka?

Możliwe, że nadal Ciebie nie przekonałem, ale przyznajesz: No dobra, jestem uzależniony, ale w niczym mi to nie przeszkadza. W końcu prawie każdy jest uzależniony.

Samo uzależnienie może wpłynąć na nasze życie jak każda inna używka, której poświęcamy zbyt dużo czasu, np. gry komputerowe. Istnieje jednak ciemna strona mediów społecznościowych, która w połączeniu z ich nadmiernym użytkowaniem stanowi globalny problem społeczny. Temu tematowi poświęcę dalszą część artykułu.

Media społecznościowe, a wpływ na nasze myślenie i decyzje

Notowania depresji, stanów lękowych i samobójstw są na najwyższym dotąd poziomie. Wielu przyznaje, że ma „doła” i nie czuje pełnej satysfakcji z życia. Związki i przyjaźnie stają się bardzo powierzchowne, przestajemy formułować prawdziwe, głębokie więzi.

Instytuty zdrowia psychicznego oraz nieliczni psycholodzy twierdzą, że nadmierne korzystanie ze smartfonów i mediów społecznościowych wpływa na nasze zdrowie psychiczne. “Social media depression” to bardzo powszechny temat w sieci, został bardzo dobrze udokumentowany przez setki przeprowadzonych badań i ankiet.

Co stanowi problem?

W mediach społecznościowych ludzie pozwalają nam zobaczyć tylko to, co chcą, abyśmy zobaczyli. Pokazują siebie z najlepszej strony, tylko najlepsze urywki swojego życia. Zdjęcia są starannie dobrane mające na celu ukazać ich w określony sposób. Na profilach znajdziemy zdjęcia z luksusowych wakacji, czy spotkań ze znajomymi, selfie na którym muszą wyglądać odpowiednio ładnie, związki w mediach społecznościowych wydają się idealne. Nie pokazują jednak 99% szarej codzienności swojego życia, nie napiszą o stresie i smutku, problemach w związku, o tym, że pracują w pracy, której nie cierpią i właśnie wydali wszystkie oszczędności, żeby zrealizować te luksusowe wakacje. Potrafią pokazać, że życie jest świetne, mimo że mają depresję. Tworzą w sieci tożsamość po to, aby udowodnić innym, że także robią ciekawe rzeczy. Także są piękni. Także mają znajomych. Także mają życie.

Facebook liczy sobie przeszło 2 miliardy użytkowników, świadomie bądź nieświadomie, często porównujemy własną rzeczywistość do tych najciekawszych momentów życia innych. Wzorujemy swoje życie wokół tego postrzeganego poczucia doskonałości, w zamian nagradzani jesteśmy lajkami i komentarzami. Sprawiają one, że czujemy się lepiej, ale jest to krótkoterminowe uczucie niedające nam prawdziwego szczęścia. Wręcz przeciwnie, im bardziej nam na nich zależy, tym bardziej będziemy nieszczęśliwi. Popadamy w ciągły obieg dzielenia się czymś z naszego życia, zastanawiamy się jakie kolejne selfie wstawić, jaki kolejny post napisać, jakiego snapa wysłać, gotowi jesteśmy zrobić coś tylko po to, by podzielić się tym w mediach społecznościowych. W środku pozostaje pustka.

Wszystko to marnuje jedynie nasz czas, zmienia naszą naturę i może potencjalnie wpłynąć na stan emocjonalny. Jestem zdania, że dla własnego szczęścia, nie trzeba udowadniać swojego życia innym w internecie.

Potrzeba akceptacji społeczeństwa towarzyszy nam również w życiu codziennym. Wielu moich rówieśników zaczęło nałogowo palić papierosy i pić alkohol w szkole gimnazjalnej. Również byłem do tego namawiany. Nie winię ich za złe decyzje, ludzki umysł bywa podatny na presję otoczenia. Bywa, że opinia innych o nas staje się ważniejsza niż nasza własna. Kształtujemy nasze życie na wzór innych, pozwalamy społeczeństwu decydować o tym, co powinniśmy robić i jak powinniśmy wyglądać.

Myślę, że niemal każdy użytkownik mediów społecznościowych przyzna, że założył na nich konta tylko dlatego, że każdy dokoła je założył. Dołączamy do tzw. owczego pędu i bezmyślnie naśladujemy innych. Doskonale to rozumiałem, a i tak dałem się wciągnąć.

Życie bez mediów społecznościowych?

Są osoby, które z jednej strony pewnie chciałyby zrezygnować z mediów społecznościowych, ale z drugiej boją się, że odłączą się w ten sposób od świata. Mówi się o syndromie „FoMO” – Fear of Missing Out, czyli strachu przed tym, że ominie nas coś ważnego. Istotna informacja ze świata, czy wydarzenie z życia znajomych. Brak nieustannego kontaktu ze znajomymi może sprawiać, że będziemy się czuli wykluczeni z ich życia i może potencjalnie doprowadzić do stanów lękowych. To właśnie skutki uboczne wcześniej wspomnianych technik perswazyjnych wykorzystywanych przez inżynierów społecznych.

FoMO występuje także przy nadmiernym korzystaniu ze smartfonów i mediów społecznościowych – Zmniejsza satysfakcję z życiowych doświadczeń i skutkuje brakiem poczucia spełnienia życiowego. Każdy z nas zapewne w jakieś formie tego doświadcza. Jesteśmy na spokojnym piknikowym grillu i miło spędzamy czas.

Dostajemy powiadomienie – Inni znajomi informują nas, że wybierają się do klubu. Nagle grill przestaje nas satysfakcjonować, czujemy, że omijamy lepszą zabawę. Z czasem wyrabiamy sobie złe nawyki i nie potrafimy cieszyć się chwilą obecną.

Osobiście, korzystałem jedynie z Facebooka przez okres czterech lat. Miałem także kilkutygodniowe doświadczenie z Instagramem. Doszedłem do wniosku, że wszystkie negatywne aspekty przewyższają kilka zbędnych korzyści. Przede wszystkim, odwiedzałem Facebooka zbyt często, potrafiłem spędzić na portalu nawet dwie godziny dziennie. Nie podobał mi się również sposób, w jaki wykorzystywane były moje dane i programowanie mojego zachowania z użyciem nieetycznych technik. Dostrzegłem jak te portale zmieniają społeczeństwo, w szczególności moje pokolenie. Te zmiany zdecydowanie nie są przemożnie pozytywne. Postanowiłem z tych mediów całkowicie zrezygnować. Ponadto ograniczyłem korzystanie ze smartfona do niezbędnego minimum. Zostawiłem jedynie messengera, który zastąpił już SMS’y. Wyłączyłem jednak powiadomienia na stałe, aby nie rozpraszały mojej uwagi, odpisuję wtedy kiedy mam na to ochotę. Ważne sprawy załatwiam drogą telefoniczną.

  • Czuje się, jakbym zyskał więcej wolnego czasu w ciągu dnia.
  • Kładąc się spać, po prostu idę spać, nie muszę już konsumować informacji.
  • Po przebudzeniu moją pierwszą czynnością nie jest patrzenie w ekran telefonu.
  • Wychodząc w teren w celu spędzenia wolnego czasu nie zabieram smartfona, żyje teraźniejszością i czuje, że jestem bardziej zadowolony z moich doświadczeń.

Całkowita rezygnacja z tych portali to oczywiście przycisk nuklearny, te portale nie są do końca złe. Grunt, żebyśmy to my je kontrolowali, a nie one nas.

Niemniej jednak, czy media społecznościowe są nam w ogóle potrzebne?

Proponuje każdemu tymczasową dezaktywację kont na okres jednego miesiąca (tyle mniej więcej potrzeba na przyswojenie sobie nowego nawyku), usunięcie aplikacji społecznościowych ze smartfonów i wyłączenie powiadomień, które tylko rozpraszają naszą uwagę i długoterminowo zmniejszają zdolność do koncentracji i skupieniu się na tym tym co ważne. Po tym okresie zobaczycie jak zmieni się wasze życie i zdecydujecie, czy chcecie wrócić do tych portali.