19

LucidChart, czyli mapy umysłu i schematy blokowe w przeglądarce

Jak dotychczas, do tworzenia map umysłu i schematów blokowych używałem z powodzeniem dokumentów Google. Dziś trafiłem na znacznie efektywniejszą aplikację sieciową, oferującą większe możliwości. Choć cena LucidChart z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego jest raczej zaporowa, to wielu profesjonalistów może się poważnie zastanowić, czy to nie czas aby przenieść kolejne narzędzie „w chmurę”. LucidChart umożliwia stworzenie […]

Jak dotychczas, do tworzenia map umysłu i schematów blokowych używałem z powodzeniem dokumentów Google. Dziś trafiłem na znacznie efektywniejszą aplikację sieciową, oferującą większe możliwości. Choć cena LucidChart z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego jest raczej zaporowa, to wielu profesjonalistów może się poważnie zastanowić, czy to nie czas aby przenieść kolejne narzędzie „w chmurę”. LucidChart umożliwia stworzenie dowolnego schematu, klikalnego szkieletu strony w spójnej graficznie formie bez zabawy w przesuwanie elementów po pikselu, ciągłych zmian rozmiaru elementów, ręcznego precyzyjnego rozkładania strzałek i dodawania im „na piechotę” opisów. 

 

Nienawidzę mechanicznej pracy na komputerze, która najczęściej da się w dużej mierze zautomatyzować, zwalając detale na oprogramowanie. Choć jako zapalony użytkownik Linuxa potrafię sobie pewne rzeczy oskryptować, to brakuje w tym środowisku przyjaznego użytkownikowi oprogramowania, które nie atakuje mnie milionem nieprzydatnych funkcji. Podobnego do iWork, które pokochałem korzystając jeszcze z Maca (Keynote!). Dodatkowo, korzystając najczęściej z wielu maszyn (Netbook, Desktop, Smartphone, do niedawna firmowy laptop i serwer), doceniam również bezpieczeństwo i wygodę dokumentów „w chmurze”. Jak na razie przejawia się to głównie w intensywnym wykorzystaniu dokumentów Google, ale pewne rzeczy da się zrobić lepiej z wyspecjalizowanych oprogramowaniem, takim jak Lucid Chart.

Serwis oferuje prosty interfejs zawierający to co najpotrzebniejsze i mieszczący się w oknie przeglądarki. Doszlifowany, aby użytkownik zamiast detalami zajmował się treścią i nie gubił w piętrowych menu. Dane składowane są w chmurze, co najczęściej gwarantuje wyższy poziom bezpieczeństwa niż lokalne dyski i klucze USB zapchane setkami wersji tego samego dokumentu. Na dokładkę zawiera bogaty zestaw szablonów ułatwiających pracę i nadzwyczaj przydatne funkcje, jak linkowanie elementów diagramu do innych stron dokumentu, czy zewnętrznych adresów url. Na koniec, umożliwia zdalną współpracę i udostępnianie stworzonych dokumentów, co przydaje się (wg. moich doświadczeń) nawet w zespołach pracujących w jednym biurze. Jednak jego prawdziwa siła zawiera się właśnie w takich detalach, jak wygodne opisywanie łączących elementy strzałek, co oszczędza masę czasu w porównaniu z konkurencyjnymi rozwiązaniami.

Niestety, coraz rzadziej można takie cuda znaleźć w wersji darmowej. LucidChart posiada konto demonstracyjne, ale nakłada na nie poważne ograniczenia, które uniemożliwiają wykorzystanie go w pracy. Z kolei konto osobiste to w przeliczeniu na złotówki to jakieś 120 złotych, a profesjonalne (=opłacalne) 400 zł rocznie. Dla freelancera z USA to drobne. Polski zapewne zastanowi się trzy razy, czy LucidChart jest mu koniecznie potrzebny, bo to wciąż tylko jedno z wielu narzędzi jakie potrafią ułatwić pracę i najczęściej nie najważniejsze.