109

Lion i jego 250 funkcji których nie zauważam

Od środy mój system operacyjny przemienił się w groźnego Lwa. Zmiana ta kosztowała mnie chyba ok 25 EUR dlatego nie do końca spodziewałem się po niej rewolucji aczkolwiek zapowiedź 250 nowych funkcji robiła wrażenie. Robiła do czasu aż uruchomiłem nowy system. Zanim jednak o tym słowo o instalacji. Jak wiadomo Lion był pobierany z sklepu […]

Od środy mój system operacyjny przemienił się w groźnego Lwa. Zmiana ta kosztowała mnie chyba ok 25 EUR dlatego nie do końca spodziewałem się po niej rewolucji aczkolwiek zapowiedź 250 nowych funkcji robiła wrażenie.

Robiła do czasu aż uruchomiłem nowy system. Zanim jednak o tym słowo o instalacji. Jak wiadomo Lion był pobierany z sklepu z aplikacjami dla Maka. Przyznam, że transfer był przyzwoity aczkolwiek nie obyło się bez dziwnych przerwań połączenia i dziwnych komunikatów o tym, że plik nie może zostać pobrany. Dobrze, że sama instalacja przebiegła bez niemiłych niespodzianek.

Po pierwszym uruchomieniu przywitał mnie nowy ekran logowania. Ładny i zgrabny jak na Apple przystało. Po zalogowaniu jednak wszystko wyglądało dokładnie tak samo. Zacząłem więc szukać tych 250 nowości.

Znalazłem na początku Launchapd – to taka reprezentacja wizualna programów w formie jaką znamy z iPada czy iPhona. Super bezużyteczne pokazujące jak dużą pomyłką może być powielanie rozwiązań z iOS. Naprawdę nie wiem co Apple chciało przez tego typu rozwiązanie usprawnić? Najpotrzebniejsze aplikacja mam w docku – tak samo też skróty do katalogów z dokumentami. A to?




Druga widoczna rzecz to Mission Control. Nie wiem po co ktoś wyciągnął funkcje spaces do docka i jakie dodatkowe funkcje zyskałem. Korzystam tak jak do tej pory.

Niektórzy zachwycają się możliwością pracy z aplikacją włączoną na full screen. Wygląda to może i efektownie ale nie po to mam 15 calowy laptop aby teraz pracować tylko z jedną aplikacją na pełnym ekranie.

Słyszałem też zachwyty kilku osób jeśli chodzi o nowy program pocztowy. Szczerze mówiąc nie używam od kiedy przesiadłem się na Gmaila.

Coś jeszcze? I tutaj jest największy problem z Lione. Przeciętny użytkownik, który nie jest maniakiem systemowy nie znajdzie użytecznych zmian dla siebie. Właściwie można nie zauważyć, że jest to nowa wersja systemu. Szczerze mówiąc jest to trochę rozczarowujące kiedy z 250 nowych funkcji tak naprawdę nie dla mnie żadna z nich nie jest przydatna lub mówiąc inaczej w jakiś znaczący sposób pomocna w moje pracy z laptopem.




Zapomniałem o jednym absurdzie. Ktoś na fali integracji i zblizania Liona do iOS wymyślił, że będziemy przewijać strony i tekst w naturalny sposób czyli kręcąc myszką w górę strona przewija się w dół. Na szczęście ten absurd dało się wyłączyć.

Nie wspomniałem jeszcze o garści nowych gestów – Apple chce z nas zrobić pianistę, wirtuoza w posługiwaniu się gładzikiem. Dzięki ale postoję – mi wystarczą 3 proste gesty aby obsługiwać laptopa.

Jest jeszcze zapisywanie w tle (praca z aplikacjami) oraz wersjonowanie dokumentów. Możliwe, że przydatne choć mi wystarcza automatyczny zapis.

Czym wiec jest Lion? Mam nadzieję, że chociaż technicznie była to dobra aktualizacja bo funkcjonalnie jest to moim zdaniem rozczarowanie. Szczególnie kiedy człowiek nasłuchał się o 250 nowych funkcjach i spodziewał się nowych skutecznych i efektownych rozwiązań a tymczasem dostał niewiele a w moim przypadku praktycznie nic.