30

Lindsay Lohan faktycznie pozywa twórców Grand Theft Auto

Są pewne granice megalomanii, aczkolwiek chyba parę kroków za rzeczoną granicą plasuje dojście do wniosku, że seria Grand Theft Auto musi sobie pomagać w promocji przez wykorzystanie wizerunku jednej osoby. Cóż, Lindsay Lohan doszła do takich konkluzji i pozwała Rockstar Games. Jeszcze w zeszłym roku pojawiały się plotki, jakoby aktorka/piosenkarka była wściekła na twórców GTA […]

Są pewne granice megalomanii, aczkolwiek chyba parę kroków za rzeczoną granicą plasuje dojście do wniosku, że seria Grand Theft Auto musi sobie pomagać w promocji przez wykorzystanie wizerunku jednej osoby. Cóż, Lindsay Lohan doszła do takich konkluzji i pozwała Rockstar Games.

Jeszcze w zeszłym roku pojawiały się plotki, jakoby aktorka/piosenkarka była wściekła na twórców GTA za to, że jedna z postaci w grze, a także na artworku promującym ten tytuł, była do niej łudząco podobna. Groźby stały się rzeczywistością i obecnie w sądzie faktycznie znajduje się pozew w tej sprawie.

Chodzi o postać „Lacey Jonas”, która pełni epizodyczną rolę. Gracz ma za zadanie pomóc jej opędzić się od paparazzi. Niewykluczone, że faktycznie jest ona inspirowana w pewien sposób wizerunkiem Lindsay Lohan. Wskazuje się również, że miejsce w którym mieszka przypomina słynny hotel Chateau Marmont (do którego aktorka nie ma teraz wstępu, z powodu nieopłaconego sowitego rachunku), a jej ubiór przypomina linię stworzoną przez Lohan.

Okej, sądzę, że nie ulega wątpliwości, że faktycznie Lacey Jonas może być inspirowana Lindsay Lohan. Pytanie brzmi jednak, czy faktycznie jest to poza prawem? W USA kwestia praw autorskich i ochrony wizerunku jest dosyć luźna, przynajmniej jeżeli mowa o korzystaniu z nich w ramach tak zwanego „fair use”. Tak długo, jak cudze dobra służą nam pośrednio, w celu autorskiego wyrazu, możemy liczyć na to, że sędzia okaże się łaskawy i oddali pozew. Dzięki temu właśnie mogą wciąż ukazywać się kolejne sezony South Park, które praktycznie bez przerwy zapożycza wizerunki, parodiuje, wytyka, a nawet ubliża rozmaitym osobom publicznym. Co prawda zmagają się od czasu do czasu z problemami prawnymi, ale wystarczy obejrzeć parę odcinków, żeby zdać sobie sprawę jak daleko może sięgać „fair use”.

Krótko mówiąc – wygląda to na desperacki skok na kasę osoby, która w ostatnich latach spędza zdecydowanie za dużo czasu na odwykach, w przerwie popełniając kolejne drobne wykroczenia, a za mało na planach filmowych. Mam nadzieję, że Rockstar nie ugnie się i nie pójdzie na ugodę.