18

Test LG X Power. Tego smartfona tak łatwo nie rozładujecie

LG X Power to kolejna już propozycja LG z serii X. Założeniem producenta było stworzenie urządzeń, spośród których każde będzie posiadało pewną cechę flagowca. W przypadku X Power ma to być długi czas pracy na baterii. Czy się udało? Zapraszam do recenzji.

LG jest trzecim największym producentem smartfonów w Polsce. Bynajmniej nie jest to zasługą topowych urządzeń, jak LG G5. Siłę koreańskiej firmy budują tutaj średniaki – dokładnie takie, jak opisywany dziś X Power. Okazuje się, że Polacy chętnie decydują się na te urządzenia (szczególnie w abonamencie, gdzie na ogół kosztują symboliczną złotówkę). Seria X to, jak już wspomniałem, dość nietypowe podejście do średniej półki. Zakłada bowiem wypuszczenie na rynek kilku urządzeń, z których każde posiada pewną cechę flagowca. LG X Power, jak sugeruje zresztą nazwa, to długi czas pracy będący zasługą pojemnego akumulatora 4100 mAh. Czy na tym jego atuty się kończą?

Wygląd i wykonanie LG X Power

LG X Power, jak przystało na średniaka, został wykonany głównie z tworzywa sztucznego. Nie uświadczymy tutaj metalowych elementów, co może napawać dużym niepokojem. Na pierwszy rzut oka nie jest jednak źle – obudowa nie trzeszczy ani nie ugina się przy mocniejszym uścisku. Jest przy tym zaskakująco kompaktowa:  148,9 x 74,9 x 7,9 mm przy 139 gramach wagi.

Chciałbym napisać o wyjątkowym wzornictwie, niespotykanej wcześniej poręczności, wyrafinowanych trikach designerskich i pomysłowym projekcie. Nic z tych rzeczy. LG X Power jest do bólu zwyczajny (żeby nie napisać nudny). Przód to jednolita tafla szkła, na którą z góry i z dołu zachodi nieco wypukły plastik. Na prawej krawędzi umieszczono przycisk zasilania. Na lewej mamy regulację głośności oraz szufladkę na kartę SIM oraz MicroSD. Na dole mamy mikrofon rozmów, złącze słuchawkowe 3,5 mm oraz Micro USB. U góry dodatkowy mikrofon dom redukcji szumów.




Tył ma prążkowaną fakturę i został wykonany z lekko gumowanego tworzywa, które fajnie leży w dłoni. Tutaj również nie powinniśmy spodziewać się niespodzianek: obiektyw aparatu z diodą LED w lewym górnym rogu, maskownica głośniczka multimedialnego w lewym dolnym, a gdzieś pomiędzy nimi logo LG oraz tabliczka znamionowa. Jak już się pewnie domyślacie, klapki nie zdejmiemy, a więc i nie wymienimy baterii.

Ekran i bateria

Zastosowany w LG X Power wyświetlacz ma przekątną 5,3 cala oraz rozdzielczość 1280 x 720 px. Przekłada się to na przeciętne ale też w zupełności wystarczające zagęszczenie pikseli na poziomie 271 PPI. Wprawne oko zapewne wyłapie poszarpane, nieostre fonty i im podobne. Większość osób nie będzie jednak miała powodów do narzekań. Szczególnie, że ekran cechuje się bardzo przyzwoitymi parametrami. Odwzorowanie kolorów, kontrast i przede wszystkim czerń  stoją na niezłym poziomie. Z jasnością jest już gorzej, ale da się to jakoś przełknąć. Zresztą do matryc LG na ogół trudno się przyczepić, zatem nie stanowi to jakiegoś większego zaskoczenia.

Bateria to najmocniejszy punkt tego smartfona. Jestem przekonany, że większość użytkowników spokojnie wytrzyma bez ładowania trzy dni. U mnie były maksymalnie dwa, ale to wynika z intensywnego używania telefonu. W tym czasie ekran (Screen on Time) był aktywny przez nieco ponad 7 godzin. To bardzo dobry wynik, którego LG X Power mogłyby pozazdrościć dużo droższe telefony. A to nie wszystko, bo testowany smartfon może pełnić również rolę powerbanka, co z pewnością należy uznać za dużą zaletę. Kolejną jest czas ładowania, który nie przekracza 2 godzin (to akurat zasługa technologii Pump Express Plus – takiego odpowiednika Quick Charge w chipach MediaTek). Pisałem już, że bateria to najmocniejszy punkt tego smartfona?

System, aplikacje i wydajność

LG X Power pracuje pod kontrolą Androida 6.0 z nakładką graficzną LG UX 5.0. Jest to ta sama wersja, którą zastosowano w LG G5, a więc interfejs jest łudząco wręcz podobny. Zabrakło oczywiście kilku rozwiązań znanych z flagowca, ale zdecydowana większość aplikacji się pokrywa. Doskonale widać to na poniższych zrzutach ekranu.

Nakładka graficzna LG powoli dojrzewa i z wersji na wersję staje się bardziej przyjemna dla oka. Oczywiście dalej czuć tutaj nieco cukierkowaty charakter, co nie wszystkim będzie się podobało. Ja korzystam z G5 na co dzień zdołałem się już przyzwyczaić. Znacznie trudniejszy do przełknięcia może być brak szuflady na aplikację. Na szczęście możemy ją z łatwością przywrócić w ustawieniach ekranu głównego.

Wydajność nie rzuca na kolana. Zastosowanie znalazł tutaj raczej budżetowy chip –  Mediatek MT6735 z czterema rdzeniami Cortex-A53 o taktowaniu 1,3 GHz. Wspierają go 2 GB pamięci RAM i zaledwie 16 GB pamięci wewnętrznej. Jeżeli spodziewacie się płynnego działania wymagających gier 3D, będziecie rozczarowani. Sam system i aplikacje spisują się zadowalająco, ale nie możemy mieć pewności, że sytuacja będzie wyglądała podobnie po trzech miesiącach, gdy już zapchamy urządzenie treścią.

Aparat w LG X Power

Zastosowany w LG X Power aparat oparto na matrycy o rozdzielczości 13 Mpix (przekątna pojedynczego piksela 1,12 mikrometra) i optyce z przysłoną f/2.2. Nie zabrakło autofocusa i diody doświetlającej LED. Z przodu mamy zwyczajne, niczym szczególnym się nie wyróżniające „oczko” z matrycą 5 Mpix i przysłoną f/2.4. Nie jest to oczywiście fotograficzna ekstraklasa w świecie smartfonów, co możecie zobaczyć na przykładowych zdjęciach. Aplikacja do obsługi samego aparatu oferuje dość podstawowe możliwości. O trybie ręcznym możecie tylko pomarzyć.




LG X Power – podsumowanie

LG X Power nie jest smartfonem szczególnie wybitnym Prawdę powiedziawszy, gdyby nie bateria, nie wyróżniałby się w tym segmencie cenowym absolutnie niczym. Na jego niekorzyść działa też plastikowa konstrukcja i SoC MediaTek na pokładzie. Mimo to muszę przyznać, że X Power może się podobać. Długi czas pracy na baterii jest z całą pewnością cechą pożądaną przez wielu użytkowników. Natomiast w tym segmencie cenowym nie ma zbyt wielu urządzeń z równie potężnym akumulatorem – na myśl przychodzi mi jedynie ASUS Zenfone Max. Poza tym jednym wyróżnikiem LG X Power to po prostu przyzwoity średniak, któremu trudno zarzucić cokolwiek poważnego.

Ocena: 7/10