57

Co jest nie tak z tym LG? Robi świetne smartfony, ale i tak traci pieniądze

Myśląc o LG i jego telefonach zawsze jawi się taki sam wizerunek. Firma robi dobre telefony (nie tylko!), może śmiało konkurować z resztą stawki i co ważne - nie boi się eksperymentów. Urządzenia tej marki puszczają do mnie oko nie tylko za pomocą ciekawego logo producenta, ale również jakością i innowacjami. Co zatem jest z LG nie tak, że ten cały czas traci na swoim biznesie smartfonowym?

No, właśnie. LG G6 to przecież jeden z najlepszych telefonów dostępnych na rynku – relatywnie tani, co jego cena spadła (nie bez powodu) i naprawdę wydajny. V30? Potężny, ciekawy i choć jeszcze nietani, co za chwilę na lady trzeba będzie wyrzucić nieco mniej, niż sobie sprzedawcy życzą dzisiaj. W tych smartfonach znajdziemy naprawdę świetne ekrany, podobnież i podzespoły, a ponadto naprawdę dobre aparaty fotograficzne. Przy okazji – są świetnie wykonane. Brzmi jak przepis na telefon – hicior? W ogromnym uproszczeniu – tak. Jednak rynek raz po raz weryfikuje te starania i robi to w tak brutalny dla firmy sposób, że aż mi jej szkoda. Tak szczerze szkoda, bo robi to zupełnie… niesprawiedliwie.

No, pomyślmy. Jak to jest, że taka firma jak LG traci pieniądze na biznesie smartfonowym?

W trakcie kwartału lipiec – wrzesień, LG na swoim biznesie smartfonowym straciło 334 milliony dolarów, natomiast strata operacyjna była trzy razy większa w stosunku do poprzedniego kwartału. Jak się okazuje, wpływ na ten stan rzeczy mają drożejące podzespoły. Ten problem nie dotyczy tylko LG, ale również innych, mniejszych producentów urządzeń mobilnych – szczególnie takich, którzy nie wytwarzają własnych kluczowych komponentów. W kręgu telefonów „klasy premium”, najlepiej radzą sobie Apple i Samsung – firmy, które to… właściwie żyją ze sobą w symbiozie. Samsung dostarcza pewne komponenty Apple, a Apple – jak zwykle zarabia na swoich urządzeniach krocie. „Więksi Koreańczycy” nie mają problemów z tym, aby nie płacić swoim konkurentom za podzespoły, w większości przypadków mogą polegać na własnych rozwiązaniach. Całe szczęście, że LG ma jeszcze inne biznesy, które ciągną wyniki finansowe za uszy do góry. Telewizory, a dokładniej dział „rozrywkowy” wygenerował najlepsze wyniki kwartalne w całej historii LG.

LG V30

O ile dane z samego biznesu smartfonowego nie są zbyt optymistyczne, tak już całe LG ma powody do tego, by ogłosić „małe święto” w firmie. Ale mówimy cały czas o telefonach. Sytuacja dla producenta nie jest sprawiedliwa – powiedzieliśmy sobie już o tym, że robi po prostu dobre urządzenia. Promuje je ile wlezie, nie zalicza większych wpadek (no, może poza ekranem w V30). Co zatem jest nie tak z LG?

Większy pobratymca przeszkadza

I to cholernie przeszkadza. Nie dość, że generuje znacznie lepsze wyniki sprzedażowe, to w dodatku LG jest zależne w pewien sposób od jego obecności. Otóż, dobrze wiadomo, że telefony które trzymamy w dłoniach składają się z podzespołów różnych firm. W telefonach LG znajdziecie więc z powodzeniem komponenty od bezpośrednich konkurentów. Cóż, tak bywa. I właśnie owe zależności powodują, że strata operacyjna będzie niestety rosła. LG natomiast nie może sobie pozwolić na to, by kiedyś z przytupem opuścić biznes smartfonowy – byłaby to przeogromna szrama na wizerunku Koreańczyków.

W smartfonowej historii LG były jednak pewne „wypadki przy pracy”. Najbliższy mojej pamięci? LG G5. Modułowy telefon, który nie udał się ani trochę. W stosunku do innych, obecnych już na rynku flagowców był nieco mniej wydajny, a i dodatki, tzw. „Friends” zostały przemyślane w sposób… a co tam. Nie zostały przemyślane w ogóle. LG G6 poszedł zupełnie inną drogą nie oferując już aż takich „innowacji”, ale udowadniając, że firmę stać na robienie ciekawych urządzeń. LG V30 natomiast nieco mnie rozczarował, choć to w dalszym ciągu świetny telefon. Żałuję, że zrezygnowano z dodatkowego ekranu znanego mi z początkowych konceptów nowej generacji. Zdecydowano się na bezpieczniejsze, aczkolwiek wcale nie lepsze rozwiązanie. Cóż.

LG G5

Nic złego LG się nie stanie. Ale i tak mi smutno

Bardzo smutne są realia całego rynku smartfonowego. Ci producenci, którzy mają wszystko, co jest potrzebne do osiągnięcia sukcesu na rynku muszą się liczyć z tym, że „nie wyjdzie”. I najczęściej tak właśnie się dzieje. Wszystkiemu winna jest obecna sytuacja – ów biznes jest tak zatłoczony i jednocześnie tak bardzo zależny od Samsunga, Apple oraz Huawei, że właściwie nic z tym zrobić się nie da. Mamy trzech niekwestionowanych liderów i tak już pozostanie. Przykład drugiego, „większego Koreańczyka” pokazał nam dobitnie, że nawet przeogromna wpadka wizerunkowa z Note’em 7 nie zdołała zachwiać jego pozycją. Czyli – wielkich niespodzianek nie będzie.