Świat

Lenovo przyciąga klientów, czyli "Steve Jobs" po chińsku

MS
Maciej Sikorski
18

Zatrudnianie celebrytów w kampaniach reklamowych nie jest niczym nowym – chyba wszyscy przyzwyczaili się już do aktora trzymającego masło czy piosenkarki zachwalającej komodę. To zjawisko nie omija branży nowych technologii – wystarczy wspomnieć o współpracy Polaroida i Lady Gagi czy korporacji Blac...

Zatrudnianie celebrytów w kampaniach reklamowych nie jest niczym nowym – chyba wszyscy przyzwyczaili się już do aktora trzymającego masło czy piosenkarki zachwalającej komodę. To zjawisko nie omija branży nowych technologii – wystarczy wspomnieć o współpracy Polaroida i Lady Gagi czy korporacji BlackBerry, która postanowiła wykorzystać do promocji swoich produktów Alicię Keys. Podobnie działa Lenovo, ale ta firma idzie chyba krok dalej.

Część z Was zapewne pamięta, że do promocji swoich tabletów pod koniec ubiegłego roku, Lenovo postanowiło zaprosić Ashtona Kutchera. Niby typowe wykorzystanie znanej twarzy do promocji sprzętu, ale amerykański aktor nie został dyrektorem kreatywnym czy po prostu twarzą marki – zrobiono z niego "inżyniera produktu". Początkowo nie przywiązywałem do tego większej wagi: ot, znany człowiek wziął do rąk tablet, powiedział, że fajny i pewnie zgarnął za to niezłe pieniądze. Dopiero kilka dni temu dłużej zastanowiłem się nad tym mariażem i stwierdzam, iż Chińczycy nieźle to wymyślili. Znowu.

Pod koniec ubiegłego tygodnia w branży pojawiły się doniesienia dotyczące smartfonów opracowywanych wspólnie przez Kutchera i Lenovo. Kluczowe jest to słowo opracowywanych – wkładem aktora ma być nie tylko znana twarz i nazwisko, ale też jego zdolności. Jakie? Do końca nie wiadomo, lecz coraz więcej mówi się o tym, że Kutcher studiował kiedyś kierunki ścisłe i jest niedoszłym inżynierem. Tym samym, jakieś pojęcie o technologii ma (nawet, jeśli zajmował się zupełnie inną działką – ważne jest zrobienie z człowieka "niedoszłego inżyniera"). Jednocześnie Kutcher to postać związana ze środowiskiem nowych technologii – inwestuje w tym sektorze i pewnie wie o nim znacznie więcej, niż przeciętny celebryta. Dla niego startup nie jest jakimś wyimaginowanym pojęciem. Mamy już dwie części składowe: biznesmen i inżynier.

Czas na najlepszy fragment. Z jaką rolą był ostatnio kojarzony Kutcher? Steve’a Jobsa. Abstrahując od tego, czy film był dobry i jak zaprezentował się w nim Kutcher, można zaryzykować stwierdzenie, iż jego nazwisko i twarz będą kojarzone jeszcze przez jakiś czas z postacią współzałożyciela giganta z Cupertino. Warto to wykorzystać. Kutcher poznał tę postać i pewnie może wykorzystać wiele trików ze swojego aktorskiego rzemiosła – dobry pomysł na lidera. Bo to właśnie rozpoznawalnego lidera potrzebuje teraz Lenovo. Nawet, jeśli będzie to lider bez realnej władzy.

Chińska korporacja ma wiele atutów, ale dla wielu osób to jakiś bezosobowy twór, średnio rozpoznawalny i kojarzony przede wszystkim z atrakcyjną ceną, ewentualnie dobrym stosunkiem ceny do jakości produktu. To może nie wystarczyć do odniesienia sukcesu, bo firm oferujących produkty w dobrej cenie przybywa – szczególnie w branży smartfonowej. Należy się zatem jakoś wyróżnić, wybić na tle konkurencji. Kutcher wydaje się tu niezłym rozwiązaniem – jeśli dobrze to rozegrają, to aktor może się za jakiś czas stać świetnym "elementem" ich prezentacji.

Charyzmatyczny i powszechnie rozpoznawalny facet z branży. To wygląda znacznie lepiej niż słabo (lub w ogóle) kojarzony top menedżer korporacji zachwalający sprzęt łamaną angielszczyzną (niedawno byliśmy świadkami takiego popisu i chyba każdy przyzna, że to nie porywa). Kutcher pojawi się na scenie, zrobi show, zahipnotyzuje i poprowadzi Lenovo zupełnie nową ścieżką. Teraz będzie atrakcyjnie cenowo, dobrze pod względem technicznym i… pociągająco. Im dłużej zastanawiam się nad poczynaniami chińskiego producenta, tym bardziej jestem przekonany, że oni daleko zajdą.

Źródło informacji: recode.net
Źródło grafiki: fonearena.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Lenovo