8

Wszystko dla mojej wygody. Oto jeden z pozytywnych skutków pandemii

Służba zdrowia jest przeciążona. Obserwujemy ogromne wzrosty ilości zakażeń wśród ludności w Polsce. Od początku pandemii, w Polsce odbyły się zmiany, które w istotny sposób wpływają nie tylko na moją wygodę, ale również innych pacjentów. Jako że mam w ostatnim czasie sporo kontaktu ze służbą zdrowia (niestety choruję przewlekle), muszę w jakiś sposób mieć dostęp do koniecznych w moim przypadku usług. I jak się okazuje - mam do nich dostęp w taki sposób, w jaki chcę.

Miesiąc w miesiąc potrzebuję recept na leki, które przyjmuję przewlekle ze względu na kilka schorzeń. W okresie pierwszej fali, gdy kontakt z lekarzem był utrudniony, udało mi się kilka razy wyprosić u farmaceutki tzw. „receptę farmaceutyczną” – chodziło o leki na nadciśnienie (które muszę przyjmować do końca życia). Był to moment, w którym utrzymanie odpowiednich wartości ciśnienia był dla mnie trudny – również ze względu na stres, który w tamtym okresie był dużo większy niż teraz. Byłem krótko po TIA (przemijającym epizodzie niedokrwiennym, tzw. „mały udar”), więc obawa o zdrowie była tym większa niż obecnie. W ciągu 4 miesięcy udało mi się zrzucić sporo kilogramów (obecnie – ponad 20 kilogramów) i utrzymanie prawidłowego ciśnienia jest dużo prostsze. Udało mi się zredukować odrobinę niektóre leki, a z doraźnych obniżających ciśnienie, właściwie zrezygnowałem. Rzadko zdarza mi się przekroczyć w miarę bezpieczne wartości.

Nie są to jednak jedyne leki, które przyjmuję regularnie. Druga fala pandemii spowodowała, że ponownie kontakt z jakimkolwiek lekarzem jest utrudniony, a zasadniczo, dostanie się do prywatnych usług medycznych też nie jest proste. A jeżeli się już da, to trzeba naprawdę słono zapłacić. Wizyta u neurologa kosztuje obecnie w Rzeszowie kilka ładnych stówek – koronawirus nieco namieszał na tym rynku i trudno się spodziewać, że to się szybko zmieni.

Czytaj więcej: Kup sobie ten gadżet. Ja go nie miałem i o mało nie zmiotło mnie z planszy

Całe szczęście, mogę otrzymać pomoc lekarza w nieco inny sposób

Problemem jest również zapisanie się do lekarza, również telefonicznie. W przychodni, w której jestem zapisany jest tylko jedno okienko rejestracji i pracuje tam zazwyczaj tylko jedna osoba. Co to oznacza? Że albo się nie dodzwonię, albo po prostu będę musiał czekać nawet 20 minut na swoją kolej. Nie jest to raczej ciekawa perspektywa i wolałbym „zamówić” usługę medyczną w prostszy sposób. I tu się okazuje, że moja poradnia znajduje się w platformie LekarzeBezKolejki.pl, gdzie mogę zapisać się do lekarza albo na teleporadę, albo jedynie po zamówienie recept. Jak to działa? Naprawdę dobrze.

Wystarczy, że wybiorę swojego lekarza rodzinnego w danej placówce i zamówię wizytę. Wpisuję swoje dane, wybieram jeden z dostępnych terminów i potwierdzam wszystko w ramach platformy webowej. Jest również druga opcja – jeżeli nie potrzebuję typowej porady internisty, mogę poprosić go jedynie o wypisanie konkretnych leków. Jako że mój lekarz dysponuje moją historią choroby i doskonale wie, że leczę się na kilka rzeczy – zwyczajnie wskazuję leki, które mi się skończyły, a następnie otrzymuję elektroniczną receptę na te medykamenty, które wskazałem w zleceniu. Następnie, muszę jedynie udać się do apteki celem wykupienia ich. I voila – nie muszę martwić się o to, że braknie mi potrzebnych specyfików.

Czytaj więcej: Koronawirus dopadł także branżę IT. Dla młodych programistów nie ma pracy

Szczęśliwie, system recept elektronicznych pojawił się tuż przed pandemią

Mieliśmy ogromne szczęście, bo nie wiem jak by to wyglądało, gdyby nie było elektronicznych recept. Serio, nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Gdy tylko pojawiła się możliwość otrzymania przepisu lekarza w ten sposób, od razu skonfigurowałem swoje konto pacjenta w taki sposób, aby recepty przybywały do mnie poprzez e-mail i telefon. Otrzymuję tam nie tylko kod do recepty, ale i jej elektroniczną wersję. Wolę okazywać ją w taki sposób, aby przy okienku nie dyktować numeru PESEL, którym przecież nie powinienem głośno się chwalić. Podaję farmaceutce telefon, ona skanuje dane i po chwili przynosi leki, które zabieram do domu. Wszystko działa tak, jak należy.

Możliwość uzyskania recepty elektronicznej parę razy uratowała mi skórę, gdy albo zapomniałem zabrać ze sobą leków z wyjazdu, albo po prostu przegapiłem moment, w którym się kończą. Szybki telefon, nawet do placówki, która świadczy usługi medyczne w święta oraz w weekendy szybko załatwia sprawę, a ja już po chwili mogę udać się do pobliskiej apteki (lub tej dyżurującej) i wybrać konkretny lek.

Co więcej, teleporady okazały się być w moim przypadku bardzo pomocne. Lekarz rozmawia ze mną o moich wynikach badań lub dolegliwościach przez telefon – dotychczas nie było potrzeby udawać się do poradni osobiście. Mimo wszystko jestem w stanie w taki sposób satysfakcjonująco kontynuować swoje leczenie – z odpowiednimi efektami. Obecnie czuję się znacznie lepiej i co ciekawe, nie cierpię już z powodu pewnych powikłań po krótkim epizodzie niedokrwiennym. Czasami cierpię na uporczywe bóle głowy, ale nic poza tym. Pewne deficyty neurologiczne, również dzięki (na szczęście) nieinwazyjnej rehabilitacji cofnęły się i zasadniczo mogę powiedzieć, że czuję się dokładnie tak, jak przed powstaniem epizodu TIA. Okazuje się więc, że koronawirus przyniósł nam pewne pozytywne zmiany. Nie oznacza to jednak, że służba zdrowia działa zupełnie dobrze – z przerażeniem bowiem obserwuję to, jak przez pożarcie jej przepustowości przez pacjentów „covidowych” stoimy na progu jej zapaści. Ale mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Pamiętajcie, dbajcie o siebie i uważajcie. Bądźcie zdrowi!