63

Kup sobie ten gadżet. Ja go nie miałem i o mało nie zmiotło mnie z planszy

Hej, witajcie ponownie. Przybywam do Was w nieco innej roli i od razu chciałbym zacząć z grubej rury. Mam w ostatnim czasie dość ciekawe życie i powiem Wam tylko tyle: niedawno o mało nie umarłem. Ciekawy początek historii, co?

Będzie trochę o technologiach, trochę o zaniedbywaniu samego siebie, trochę o braku pewnego gadżetu… przede wszystkim o braku zdrowego rozsądku. Mojego, własnego – tak bardzo przecież potrzebnego. Ceną za jego nieposiadanie mogło być tytułowe “zmiecenie z planszy”. Wylogowanie ze świata. Prosektorium, pogrzeb, kwiaty i wieczne odpoczywanie.

Jestem Jakub. Mam 27 lat. I ciśnienie jak w “karszerku”

Wczesnowiosenny poranek. Od jakiegoś czasu czuję się, jakbym pracował w trybie awaryjnym, jakby pod moją czaszką nie pracowało typowe sześć cylindrów w rzędzie, tylko ledwo trzy. A może dwa. Możliwości umysłowe chlebaka – to odpowiednie określenie. Wstanie z łóżka graniczyło z cudem. Nieprzyjemne bóle głowy, niemożność zaśnięcia, poty, zadyszka. Zmuszenie się do czegokolwiek bywało wyczynem, za który chciałbym sobie przyznać sam jakikolwiek order. Złe samopoczucie napędzało spiralę pewnych uwarunkowań. Jedno piwo to wstęp do trzech. Trzy to wstęp do dziewięciu. COVID-owa atmosfera również mi nie sprzyjała.

Tego dnia już czułem, że coś jest nie tak. Jakbym spał na lewej stronie ciała całą noc. Niemoc, brak tchu. Co tam, będę żył. Jestem młody przecież.

Tego dnia miałem do zrobienia zdjęcia telefonu do recenzji. O bogowie, jak mi się wtedy nie chciało. Poszukałem w google’owskich mapach jakiejś spokojnej miejscówki do zrobienia ujęć w plenerze. Zabrałem auto, pojechałem przed siebie – bez przekonania. Skapitulowałem po ledwo 30 minutach. Wróciłem do domu. Umyłem ręce, bo w tym okresie zdecydowanie warto.

Connection lost…

Czytaj również: Galaktyka Andromedy – poznaj najważniejsze ciekawostki!

I to mógł być koniec tej historii. Cieszę się, że mogę Wam opowiedzieć jej dalszą część

Nie wiem, ile czasu minęło od zerwania kontaktu z otoczeniem. Świadomość wracała powoli – jakby po kolei załączały się w mózgu poszczególne systemy. Najpierw wrócił słuch – jechaliśmy na bombach. Wiecie, jak pachnie karetka pogotowia? Trochę chemią, a trochę Wunder Baumem, serio. Obok mnie siedział ratownik, który był dziwnie przerażony, w masce. Zemdlałem? Umieram? Spadłem z balkonu? A może rozbiłem auto?

Sprawdzam rzeczywistość. To nie sen – na zakrętach dość dobrze czuję, że “masa pracuje w przechyle”. Mam wszystkie kończyny. Ale… nie wszystko działa. Prawa ręka – świetnie. Lewa ręka – jakby była z papieru. Próbuję mówić – czy mam pełne usta? Głowa mnie dziwnie boli. Jak bardzo jest źle?

Rzeszowski SOR, ale jakiś taki dziwny. Nie zdążyłem nawet odetchnąć, od razu wstawiono mnie do warczącej tuby i zbadano mózg. Zaskoczę Was – mam dowód na to, że istnieje. Krótki wywiad z lekarzem. I bardzo prosta informacja. Podejrzewamy udar. Dodatkowo, jest gorączka. Robimy test na koronawirusa. Do wyniku istnieje konieczność odizolowania.

Sala izolacji. Jeszcze nie w pełni zaprzyjaźniony z rzeczywistością analizowałem fakty. Narzeczona, dużo przytomniejsza ode mnie spakowała mi do plecaka parę potrzebnych gratów na wypadek, gdybym jednak nie umarł. Najwyżej by mi się nie przydały. Mam telefon, multum nieodebranych połączeń. Robią mi wymaz, zostaję sam. Wszyscy ubrani w pełnym rynsztunku. Kombinezony, przyłbice – obraz jak z filmu science fiction.

gadżet

Test zdałem. A teraz sprawdźmy jak się chodzi

Bardzo, bardzo słabo. Wyniki testu miałem już po 12 godzinach. Liczył się czas, bo musiałem szybko trafić na neurologię. Na oddziale stwierdzono, że mam połowiczny niedowład, zniesienie odruchów po lewej stronie. Mowa już naprawdę w porządku. Utykam na lewą nogę, kręci mi się w głowie. Lewa ręka praktycznie bezużyteczna. Zastanawiam się – czy tak już zostanie? Czy będę w stanie jeździć samochodem? Jak będzie do cholery z pisaniem? Czy będę uszkodzony już zawsze?

Masa badań i do tego najgorsze – punkcja lędźwiowa. Może jestem nieodporny na ból, ale wbijanie grubej igły w kręgosłup nie jest rzeczą przyjemną. Kłuto mnie dwa razy – pierwszy strzał się nie udał. Po tym konieczność leżenia przez 12 godzin. Przeżyję – i tak nie mam gdzie iść. Gdzie ja im pójdę w takim stanie? Podróż do toalety jest konkretnym wyzwaniem. Prysznic nie trwa już 15 minut – zamyka się po 30 minutach. Mam jednak ten komfort, że nie ma kolejek do toalet. Szybki rekonesans pokazuje mi, że mimo wszystko jestem prawdopodobnie najzdrowszym pacjentem. Widok przykutych do łóżek starszych ludzi – osamotnionych (bo odwiedzin nie ma), być może nawet umierających bił mnie kastetem w twarz. Co mi chciał powiedzieć? Żebym się ogarnął?

Tak dużo pytań

Mając 27 lat, w teorii mogąc zdobywać świat i zmieniać jego porządek, trudno jest się pogodzić z tym, że człowiek stoi przed “szansą” na stanie się uszkodzonym sprzętem. Wiem jak wygląda ostry cień mgły niepełnosprawności. Napatrzyłem się na tragedię swojej połówki przekazanych mi genów. Lekarze zadają pytania. Wywiad rodzinny – jest gruby temat. Sprawdzą to. Cieszę się, bo tego też się boję. Ale twierdzą, że to na pewno nie to. Są przekonani, że to epizod niedokrwienny – tyle, że jeszcze bardziej niepokoi ich niesamowicie wysokie ciśnienie krwi. W trakcie przyjęcia – skurczowe równe 200. Pomiary robione przez pielęgniarki często pokazują liczby bliskie kosmosu. 180 to żadna pociecha. Jest dobrze, jak 150 uda się osiągnąć. Dostaję leki. Holter ciśnieniowy udowadnia, że to nie syndrom białego fartucha. Niektóre skoki są naprawdę porażające. Skąd ciśnienie 190/100 w trakcie snu?

Jedynym dobrym tropem jest bardzo wysokie ciśnienie krwi. Choroby neurodegeneracyjnej nie mam – a przynajmniej nie widać jej ani w rezonansie, ani w tomografii. Płyn mózgowo rdzeniowy w porządku. Nie wiadomo, skąd u mnie gorączka. Na wszelki wypadek dostaję acyklowir i biotrakson. Na święta zostaję w szpitalu. Narzeczona zwozi mi jeszcze kilka gratów do szpitala. Przeżyję jakoś, nie może być źle, prawda?

Przeczytaj również: Koniec komentarzy w internecie. Wtyczka, którą pokochacie

Masa jest wrogiem przyspieszenia. Chyba, że się Pan na cmentarz spieszysz

Tyle mi powiedział lekarz, pijąc głównie do powierzchni, którą zajmuje moje ciało. No, za gruby jestem i to nie jest nic dobrego. Opieprzył mnie z góry na dół za to, że w sumie, to przecież wiedziałem o swojej skłonności do wysokiego ciśnienia (ale nie podejrzewałem, że do tego stopnia…), ale nic z tym nie robiłem. Gdybym miał choćby najgłupszy ciśnieniomierz w domu i przynajmniej raz dziennie sprawdził, czy wszystko jest w porządku – może bym zareagował wcześniej i nie dostał kopa w czteroliterową część ciała. Poza tym, to nie pij pan, bo alkohol szkodzi zdrowiu. Nie pal, bo umrzesz. Nie jedz byle czego. Bisoprolol w siebie ładuj zgodnie z zaleceniem.

To odrobinę dziwna sprawa dowiedzieć się, że w wieku 27 miałeś epizod niedokrwienny i na całe szczęście nie był to “duży” udar. Udary mają przecież ludzie starsi, którzy już swoje życie przeżyli, spłodzili dzieci, coś w życiu ciekawego osiągnęli. Niedużo brakło, a ja bym nie miał szansy zrobić nic ciekawego – wylogować się z serwera, zostawić swoje itemy i nigdy już tutaj nie wrócić.

Dowiedziałem się, że takie przypadki jak ja zdarzają się coraz częściej. Nie tylko ja jeden na tym świecie w ostatnim czasie o mało nie zostawiłem za sobą zdruzgotanej rodziny, płaczącej narzeczonej, obietnicy ciekawego życia i śmiałych planów. Ludzie w moim wieku powinni szukać swojego miejsca na ziemi, a nie w ziemi. Piguły powinni łykać na imprezie, a nie po przebudzeniu o poranku. Po górach chodzić, a nie po lekarzach. Młody wiek nie jest czynnikiem, który powoduje, że nas taki epizod nie dosięgnie. Wiele zależy od nas.

Jeden gadżet. Tylko jeden – niedrogi

Nie musisz kupować najdroższego – to nie ma sensu. Miej nawet najprostszy – byleby był w miarę dokładny. Może być i na nadgarstek i na ramię. Kup ciśnieniomierz. Rób czasami badania krwi. Idź do lekarza nawet, gdy jest wszystko w porządku. Wielu ludzi wysokiego ciśnienia w ogóle nie czuje. U mnie było już bardzo źle, dlatego organizm wysyłał mi sporo sygnałów nadchodzącej katastrofy, które bagatelizowałem. Jak wielu w moim wieku.

Są takie, które przez Bluetooth łączą się z telefonem i tam składują wyniki. Są takie, które mówią – jak dla mnie mogą nawet śpiewać, smarkać i chodzić po domach ze “Strażnicą”. Najważniejsze jest to, żebyście robili z nich użytek. Sprawdźcie się raz na jakiś czas. Nie zróbcie takiego idiotyzmu jak ja. W moim przypadku mogło się to skończyć zmieceniem z planszy.

A jak jest teraz?

Nie mogę powiedzieć, że jest w pełni kolorowo. Do dzisiaj zdarza mi się, że wzrok mi się „nie skupia”, zezuję. Są dni, gdy po prostu czuję, że lewa strona jest wyraźnie słabsza, nie domaga. W najbliższym czasie będę odwiedzał poradnię, a tam kilku lekarzy różnych specjalności: kardiolog, neurolog, okulista. Codziennie zjadam leki obniżające ciśnienie. Staram się nie denerwować. Na szczęście nie zauważyłem, by pisanie na klawiaturze sprawiało mi problemy.

Nie będę Wam ściemniał, że w moim życiu od tego wypadku zmieniło się bardzo dużo. Wcale nie – poza lekami nie ma większych zmian. No, może jeszcze rytuał mierzenia ciśnienia. Dzięki medykamentom jestem w stanie mieścić się w przedziale 110-135 skurczowego przez cały dzień i mieć non-stop poprawne rozkurczowe. Wiem, że to nie jest koniec mojej walki, a walczyć o zdrowie po takim epizodzie będę już… właściwie do końca życia.